Mimo, że nie należę do osób, które mają problemy ze wstawaniem, tamten poranek był wyjątkowo trudny do zniesienia. Obudziły mnie promienie słoneczne dobiegające z niezasłoniętego okna. Powoli otworzyłem oczy, jednocześnie pozbywając się czarnych plamek, które ograniczały moją widoczność i co ujrzałem? Nagiego Vica leżącego obok i obejmującego mój tors ramieniem. Nie miałem zielonego pojęcia, gdzie byliśmy, ostatnie co pamiętam, to spora dyskoteka u Fuentesów, ogrom ludzi, woń alkoholu, narkotyki, później ktoś dał mi drinka, którego wypiłem, a następnie odpłynąłem. Kiedy tak leżałem z Victorem (taki ze mnie szczęściarz) myślałem, próbowałem odtworzyć wczorajszy wieczór, wszystkie wydarzenia, ale z czasem powstawały kolejne pytania. Co robiłem z Vikiem w jednym pokoju? Dlaczego oboje byliśmy nadzy? No i chyba najważniejsze, czy uprawialiśmy seks? Zupełnie nic, żadna odpowiedź na te nurtujące pytania nie przychodziła mi do głowy.
Nagle chłopak rozchylił powieki. Przestraszyłem się, przecież nie wiadomo jak zareaguje na zaistniałą sytuację. Ku memu zdziwieniu pocałował mnie w czoło, po czym wstał oraz podszedł do szafy, wyciągnął dwie pary bokserek, dwie bluzki. Połowę oddał mi, a sam zniknął gdzieś we wnętrzu łazienki. Sprawnie ubrałem na siebie podarowane rzeczy.
W między czasie odnalazłem wzrokiem moje wczorajsze ubranie. Cholera, co tu musiało się dziać, pomyślałem. Porozrzucane szmaty, gdzieś na boku buteleczka z żelem i puste opakowanie prezerwatyw. Tak naprawdę dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji. Fakty mówiły tylko jedno, ale ja nie chciałem nawet dopuścić tej myśli. Nie mógłbym zrobić takiej głupoty, nawet po pijaku. Być może ze starszym Fuentesem łączyło mnie coś więcej, byłem w nim zakochany po uszy, ale wciąż nie wiedziałem czy on również czuje to samo. Niczego nie byłem pewien, ale najważniejsze to wyjaśnić całe zajście z Vikiem, bo bez szczerej rozmowy nic nie zadziałam. Zresztą, takie mam motto, rozmowa to podstawa każdej relacji międzyludzkiej.
Siedziałem na skraju łóżka, wymyślając jakieś dobre rozpoczęcie tematu. Nie mogę wyskoczyć z głupim "Cześć Victor, czy zeszłej nocy uprawialiśmy seks?". Jedynie zmniejszyłbym szanse na rozwiązanie sprawy. Przecież dobre wrażenie robisz przez trzy pierwsze sekundy.
Vic wszedł do pokoju już ubrany, z jego lekko pofalowanych loków spływały kropelki wody, które następnie lądowały na koszulce z nadrukiem. Czekoladowe oczy chłopaka błyszczały, na ustach widniał szczery uśmiech (przynajmniej na taki wyglądał), a całość współgrała ze sobą, tworząc ideał, który chciałem oglądać codziennie rano.
- Jak się spało? - zagadał.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, bo praktycznie nic nie pamiętałem? Może tym razem warto wszystko z siebie wydusić?
- Słuchaj Vic, nie wiem co się wczoraj działo, ale niektóre dowody - pokazałem ręką na podłogę - są dość przytłaczające, a ja nic nie pamiętam. Wyjaśnisz mi to jakoś?
Chłopak głośno przełknął ślinę:
- Byłeś trochę pijany..
- Bardzo pijany, jeszcze nigdy nie widziałem nikogo z tak słabą głową - zaśmiał się Mike, który wszedł do pokoju, gdzie siedzieliśmy po paczkę papierosów.
- Wypad młody! I nie pal w domu, wyjdź na podwórko. Później tylko śmierdzi dymem. - warknął Vik.
- Dobrze mamo! - krzyknął młodszy Fuentes na odchodnym.
- Kontynuując, po tym jak przestałeś całkowicie kontaktować, zabrałem cię do mojego pokoju, czyli tutaj, no i.. - podrapał się po głowie - chciałeś się kochać, a ja też byłem wstawiony.
Miałem rację, znowu, niesamowite.
- Kellin, oboje nie myśleliśmy racjonalnie.
- Co nie znaczy, że mogłeś mnie wykorzystać - syknąłem.
- Wcale cię nie wykorzystałem! - zaprzeczył.
- Jasne.
- Kells, proszę, niech to nie wpływa na nasze relacje.
Może miał rację. Byliśmy pijani, alkohol zadziałał i stało się. Czasu cofnąć nie da rady, więc trzeba zaakceptować taki bieg wydarzeń.
- Raczej nie - szepnąłem najciszej jak potrafiłem.
- To super! - podszedł do mnie i złączył nasze wargi w pocałunku.
No i znów zawiatły te głupie motyle w brzuchu. Na początku moje nastawienie do niego było sceptyczne, miałem niemal stuprocentową pewność, że nic więcej z tego nie wyniknie, a tym czasem bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Jeszcze rok temu nie miałbym szansy tak dobrze go poznać, wciąż jest dla mnie zagadką, czemu tak nagle zmienił nastawienie co do mojej osoby.
*
Weekend minął spokojnie, zresztą jak zawsze i nastał poniedziałek. Standardowo wstałem o godzinie szóstej, załatwiłem poranną toaletę, ubrałem czarną bluzkę bez nadruku oraz kremowe spodenki za kolano, spakowałem odpowiednie zeszyty na dane lekcje, założyłem swoje tomsy, po czym wyszedłem z domu. Uczęszczam do tego liceum ponad dwanaście miesięcy, więc spokojnie miałem wyliczone ile czasu zajmie mi dojście na miejsce. Na szczęście moje tymczasowe mieszkanie znajdowało się dość blisko szkoły, także w pół godziny docierałem. Od razu po zakończeniu nauki tutaj, wynoszę się z tego wariatkowa, znajduję własne gniazdko i w spokoju studiuję, by później zostać jednym z najlepszych adwokatów w Memphis, a może całym stanie Tennessee, tak, to zdecydowanie jedno z moich priorytetów.
Poczułem wibracje z w kieszeni, więc sprawnie wyciągnąłem telefon.
Vic: Jestem niedaleko Twojego domu. Podrzucić Cię?
No tak, co do Victora... Nasze wzajemne realcje oznaczałem jako bardzo dziwne, w ten weekend dzwonił do mnie co wieczór, życzył mi dobrej nocy, po czym mówił, że mnie kocha. Nie byliśmy parą, a tylko czymś na ten wzór, co bardzo mi nie odpowiadało. Zawsze wolę wiedzieć na czym stoję.
Kellin: Jestem już w połowie drogi, nie musisz się fatygować.
Vic: Ale chcę. Czekaj na przystanku, dobrze?
Kellin: Potrafię sam chodzić, powtarzam, nie fatyguj się specjalnie.
Vic: Już nieważne. Przynajmniej się odwróć ;)
Za mną jechał czerwony cadillac Fuentesa. Westchnąłem cicho na ten widok, ale wymusiłem uśmiech. Chciałem by wyglądał jak najbardziej szczerze. Cieszyłem się, że znów zobaczę Vika, ale chciałem zrobić sobie spokojny spacer. No nic, trudno.
Wsiadłem do środka, zapiąłem pasy, oparłem się o zagłówek oraz zamknąłem oczy. Byłem cholernie niewyspany, bo powtarzałem tematy na dzisiaj. Nigdy nie wiadomo czy nauczyciela coś nie weźmie na przepytanie klasy z ostatnich lekcji, a przezorny zawsze ubezpieczony.
Jechaliśmy w ciszy jakieś piętnaście minut (no tak, samochodem szybciej, muszę zrobić prawo jazdy, koniecznie) i dotarliśmy na miejsce. Vic zaparkował na swoim stałym miejscu parkingowym. Uczniowie wiedzą, że ta przestrzeń należy do klubu Meksykanów, tylko oni mogą tu parkować. Pamiętam, że jakiś czas temu chłopak z imieniem Josh zajął miejsce całemu Tonny'emu z paczki Vika, a po lekcjach zastał swoją kochaną maszynę w opłakanym stanie. Ludzie nie chcieli nic mówić, więc dyrekcja odpuściła i przeniosła Josha do innej placówki, a od tej pory wszyscy trzymają się z dala.
Wysiadłem z auta, zamykając przy tym drzwi z lekkim trzaskiem, po czym ruszyłem do grupki przyjaciół stojących pod wejściem do budynku. Alex z Jackiem prowadził zawziętą konwersację na jakiś temat, prawie krzyczeli z podniecenia, chodziło o jakąś książkę, a ku memu zdziwieniu Matty - który od dłuższego czasu unikał kontaktu ze mną - stał z boku słuchając tej dyskusji między Barakatem, a Gaskarth'em. Chyba muszę wyjaśnić z nim parę spraw.
- Kellin, zaczekaj!
- Jeszcze nie poszedłeś do swoich znajomych? - zapytałem z udawanym zdziwieniem.
- Niech się zajmą sobą, wiecznie nie mogę być ich niańką - Vik zaśmiał się pogodnie. - Ale ogólnie, to mam do Ciebie pewne pytanie.
- Słucham.
- Zostaniesz moim chłopakiem?
Otworzyłem szeroko oczy. O cholera.
_________________________________________________________________________________
OK LUDZIE, MAM KILKA INFORMACJI.
Po pierwsze - niedługo kończę to opowiadanie (zostało jeszcze coś około dziesięciu rozdziałów, może mniej), ale napiszę jeszcze kontynuację do tego. Nie wiem jak to będzie w ciągu roku szkolnym, na pewno posty pojawią się rzadziej, bo muszę ostro wziąć się za naukę. Następnie po kontynuacji zacznę pisać kolejne fan fiction, też Kellica - ogólnie ten blog to jeden wielki zbiór Kelliców XD - już mam fabułę.
Po drugie - liczę na opinię od Was na temat tego ff. Długość chapterów Wam odpowiada? Może treść jest zbyt nudna? Za szybko wszystko opisuję? Naprawdę, help me, bo nie wiem XD
Po trzecie - dziękuję za tyle pozytywnych komentarzy.
Po czwarte - następny rozdział pojawi się jeszcze przed pierwszym września, także oczekujcie.
No i ostatnie - może to trochę wredne z mojej strony, że tak jakby "szantażuję" Was tymi komentarzami, ale to mnie BARDZO motywuje do działania, pisania, bla bla bla. Więc pod tym poproszę co najmniej 9 komentarzy, a rozdział pojawi się jeszcze szybciej niż powinien.
Mam nadzieję, że tego nie odczujecie.
Cya c:
Wszystko wspaniale. Nic nie zmieniaj /anonimek
OdpowiedzUsuńcudo *u*
OdpowiedzUsuńDługość w sam raz, treść super, na prawdę, nie masz się czym przejmować.
OdpowiedzUsuńNo ludzie, komentujemy.
Pisz :)
Tak szybko go kończysz? ;o Ja myślałam, że to dopiero początek :C
OdpowiedzUsuńJest idealnie! Długość, treść- bez zarzutu!
Wszystko jest tak w ogóle supi moim skromnym zdaniem XD
Ale.. co teraz z Kellsem? Będzie razem z Vic'em aż mu powie, że to tylko jakiś cholerny zakład?;o zaryczę się ;-;
Ale mimo to- czekam, czekam, czekam bardzo niecierpliwie! :)
Weny, KC <3/Merry
Czy mnie coś postrzeliło, czy Victor Vincent Fuentes zapytał o chodzenie mojego kujona ? :O
OdpowiedzUsuńJestem w szoku
Jak to się stało..
Zakład miał być tylko o przeruchanie czy chodzenie też? XD
Nie ogarniam już XD
Jestem do tyłu z wszystkim
Ale co tam :)
Jak skończysz to opowiadanie koniecznie oczekuje następnego.
Długość, opisy, styl pisania, wszytko perf i nic nie jest nudne
A nawet jeśli takowe byłoby to po 1 bym nie czytała
Po 2 już bym Ci powiedziała XD
Tyle czasu minęło a ja dalej nie rozgryzłam tych meksykańskich zwierzątek..
Viktur robi to serio ?
Czy nie serio?
Oszaleje..
Weny i czekam niecierpliwie bardzo..
Wszystko w sam raz.
OdpowiedzUsuńUmieram, pisz /i
czemu wszystko się tak pokomplikowało, co prawda kellin jeszcze o tym nie wie, ale ten zwiazek to kolejny plan vica? rozdzialy sa na bardzo dobrym poziomie. pisz szybko :)
OdpowiedzUsuńAle się narobiło. Weny <3
OdpowiedzUsuńDobra, czytam ostatnie dwa rozdziały już drugi raz i mam ochotę przeczytać je jeszcze raz, ale znam już je na pamięć.
OdpowiedzUsuńJesteś supi, masz supi pomysły,
I wszystko co twoje to supi ale dodawaj następny rozdział./gejporn lover
GEJPORN LOVER. I LOVE GAYPORN TOO. WE CAN BE FRIENDS, IF YOU WANT TO.
OdpowiedzUsuńKimkolwiek jesteś, kocham ciebie i twoją nazwę X'D Rozdział będzie jutro.
Długość jest idealna, nic nie jest nudne, wszystko jest perf
OdpowiedzUsuńKońcówka mnie zabiła, okej. Nie spodziewałam się tego
To dalej ten zakład? ;__;
Swoją drogą ciekawe kiedy Kellin się o wszystkim dowie
Nie mogę doczekać się następnego, pisz, pisz c:
Nic dodac,nic ujac. Wspaniale. / Pandzia.
OdpowiedzUsuń