sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział V (Kellic)

Po ponad siedmiu godzinach spędzonych w szkole każdy ma prawo być wycieńczony, dlatego nigdy nie dziwi mnie widok zdziczałych uczniów żałośnie pędzących w stronę wyjścia. Zazwyczaj fala około piędziesięciu osób rzuca się na biedne, słabe drzwi próbujące utrzymać wywierany na nich nacisk. Naprawdę wiele razy były one wyrywane z zawiasów, samorząd ponosił kolejne koszty, a my dawaliśmy na to pieniądze. Tylko te niewychowane małpy chyba nigdy nie zrozumieją, że trzeba poczekać na swoją kolej.
Tak było również tym razem. Natomiast my wykorzystywaliśmy naszą strategię. Wraz z Matty'm spokojnie czekaliśmy aż wszyscy wyjdą z budynku.
Powiem szczerze, że zachowanie mojego rudego przyjaciela bardzo mnie niepokoiło. Nie mam zielonego pojęcia czemu, ale po opuszczeniu jadalni zaczął się dziwne zachowywać. Unikał dłuższej wymiany zdań, nie był taki szczęśliwy i uśmiechnięty. Coś poważnego musiało go trapić, ale on zawzięcie wymijał ten temat. Może to coś z jego rodzicami? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Ale nie pora na zawracanie sobie tym głowy, nie mogę popsuć sobie humoru. Przecież zaliczyłem pytanie z biologii. I to na ocenę celującą! Co prawda, dawno tak bardzo się nie stresowałem przed jakąkolwiek odpowiedzią, tylko jeśli skutkiem tego będą najlepsze oceny to jestem w stanie znieść ten cholerny ból brzucha za każdym razem.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek smsa.
- Może lepiej tego nie czytaj - powiedział natychmiast Matt.
- Mullins, co ty kombinujesz.. - mruknąłem pod nosem, po czym odblokowałem komórkę oraz otworzyłem wiadomość. Wiadomość od Vica.
"Cześć, Kells.
Więc pomyślałem, że może powinniśmy się bliżej poznać. Co powiesz na wspólny wypad do kina, albo na kręgielnie jutro? Miejsce nie ma znaczenia ;)"
Jasna cholera, Victor Vincent Fuentes chce mnie poznać. Powinienem to traktować jako randkę?
Automatycznie motyle zaczęły swoje dzikie tańce w moim brzuchu, stałem w bezruchu. Nigdy, ale to nigdy nie pomyślałbym, że do tego dojdzie. Nagle wszystko zaczyna się układać, nie do wiary.
Pospiesznie odpisałem "Z chęcią.".
- Zgadnij kto napisał - oznajmiłem uśmiechnięty.
- Wyjebane. - kiwnął ramionami oraz odszedł.
Nawet nie miałem czasu zareagować, bo "kolejka" zniknęła i mogłem wyjść ze szkoły. Nie myśląc o powrocie do domu, ruszyłem w stronę mieszkania mojej bliskiej koleżanki.
Katelynn to mała, wredna istotka, którą darzę ogromną sympatią. Mieszka nieopodal centrum w rozłożystym bloku wraz ze swoim chłopakiem, Jordanem. Mam do nich około pół godziny, ale postanowiłem iść pieszo niż jechać piekielną komunikacją miejską.
Szedłem powoli, uważnie oglądając wszystkie budynki stojące wokoło. Pełno tu kancelarii prawniczych zamieszczonych w szklanych wieżowcach. Prawdopodobnie zarabiają ponad dziesięć milionów rocznie, a to całkiem spora suma. Muszą mieć od cholery klientów, bogatych klientów, którzy są w stanie zapłacić każdą cenę tylko żeby wygrać jedną czy dwie rozprawy. Niektórzy adwokaci to chodzące hieny żerujące na biednych, by wydobyć z nich jak największą ilość dolarów. Większość właśnie w ten sposób wybiła się w tym okrutnym świecie.
Minąłem tak zwaną "strefę prawniczą" i w okolicy nie było już żadnych biur, tylko sklepy. Auta próbowały na marne wyminąć inne pojazdy, leciały wyzwiska, kierowcy trąbili na siebie nawzajem, formowały się kilkukilometrowe korki, jak na duże miasto przystało było po prostu tłoczno. Ludzie pędzili do domu po wyczerpującym dniu, co wiązało się z kolejnymi siniakami na moich ramionach od przepychania. Między innymi właśnie dlatego unikam wychodzenia ze swojego pokoju. Wolę bezpieczną i znaną mi przestrzeń.
Niemal natychmiast przyśpieszyłem chcąc jak najszybciej wylądować na kanapie Kate, wypić jej popisowe kakao, zjeść upieczone przez nią ciasto. Jest wspaniałą kucharką, więc może dlatego poszła na studia związane właśnie z jedzeniem. Studiuje dietetykę na Uniwersytecie w Memphis, czyli na tej samej uczelni, na której będę kiedyś i ja studiował. Znajduje się tam niemal wszystkie dziedziny: prawo, dietetyka, sport. Ludzie stąd mają naprawdę duży wybór, co jest świetnym rozwiązaniem. Młode osoby, takie jak ja czyli osiemnastoletnie bachory, w drugiej klasie liceum nie bardzo wiedzą co chcieliby robić w życiu. A dzięki tak ogromnym możliwościom, nawet niezdecydowani mają szansę zapewnić sobie przyszłość. Idealna opcja.
Po dziesięciu minutach niemal truchtu wreszcie dotarłem na miejsce. Odetchnąłem z ulgą, widząc znajomą twarz. To Jordan.
- Hej.
Jako odpowiedz podałem mu rękę, mimo że nie darzę go sympatią.
Brązowe włosy, jasna cera, długie, chude nogi, wielkie dłonie, wiecznie radosne oczy, to cały on. Jest wyższy ode mnie o jakieś dwadzieścia parę centymetrów, a to naprawdę spora różnica. Czasami czuję się aż za niski, marne metr siedemdziesiąt pozdrawia. Wątpię czy kiedykolwiek jeszcze urosnę, pewnie do końca będę zwykłym kurduplem.
Chłopak odwzajemnił uścisk, po czym ruszył w stronę samochodu.. Postanowiłem to zignorować i wszedłem do klatki. Schodami w górę, drugie piętro, drzwi na lewo, powtarzałem w myślach. Zawsze ciężko szło mi zapamiętywanie dat, ulic, numerów telefonu, adresów, nazwisk, imion czy tym podobnych rzeczy. Od czego ma się karteczki samoprzylepne, nie? Czasami ratują mi skórę.
Dość szybko znalazłem odpowiednie mieszkanie, zapukałem, a w wejściu stanęła rozpromieniona Katelynn. Nigdy nie dziwił mnie ten widok, ona wiecznie jest uśmiechnięta, nawet jeśli ma zły dzień.
- Cześć - powiedziałem cicho przytulając dziewczynę.
Tęskniła. Przecież nie widzieliśmy się z miesiąc. Ona miała dużo nauki, zresztą ja też.
- Ale wyrosłeś!
Zaprosiła mnie do środka, a ja natychmiast ruszyłem do salonu. Mieszkanie było urządzone w nowoczesnym stylu, zawierało mnóstwo przestrzeni, gdzieś w kącie leżały porozrzucane ubrania, buty, czapki.
- Przepraszam cię za ten bałagan - zaczęła zgarniać przedmioty wystarczająco daleko, żeby nie rzucały się w oczy. No tak, Fish to urodzony bałaganiarz, Kate nie raz na niego narzekała, ale mimo wszystko był dla niej chodzącym ideałem. Mi się wcale nie podoba, zarówno z wyglądu jak i charakteru. Zwykły gbur.
Dziewczyna usiadła obok mnie na kanapie:
- Opowiadaj, widać, że coś ci leży na serduszku.
_________________________________________________________________________________
Ok, wypowiem się tylko raz.
Wiem, że są osoby, które lubią czytać to co tworzę, pozytywnie komentują (lub piszą do mnie osobiście na gg/asku). Z całego serca Wam dziękuję.
Ale niektórzy mają ograniczone perspektywy i gdy widzą innego Kellica to od razu posądzają o plagiat tego pierwszego. Ja nie mam zamiaru tego znosić. W to ff wkładam uczucia, pracę, ale i czas. Trudno jest wymyślić coś oryginalnego, więc jeśli tego nie doceniasz to po prostu NIE CZYTAJ, NIE KOMENTUJ, NIE WCHODŹ TU NAWET. Wczoraj naprawdę się zdenerwowałam, niektórzy nie mają za grosz szacunku dla czyjejś pracy.
Drogi anonimie, wymienić ci różnice?
W fanficu dżogurta: Victor jest HOMOSEKSUALNY, ludzie NIE WIEDZĄ o jego orientacji, zakład ma ZUPEŁNIE INNY temat (Vik musi go TYLKO rozkochać), SĄ NA OBOZIE, NIE MA NIC NA TEMAT WYKSZTAŁCENIA KELLINA CZY STUDIÓW.
U mnie: Victor jest BISEKSUALNY z większym pociągiem do mężczyzn, ludzie WIEDZĄ o jego orientacji, Vik musi PRZELECIEĆ Kellsa i DAĆ DOWÓD, SĄ W SZKOLE, JEST PEŁNO NA TEMAT WYKSZTAŁCENIA KELLINA, AMBICJACH.
Wymieniać dalej?
********
Przepraszam, musiałam to napisać, i tak Was kocham, bardzo.
Komentujemy c:
Cya,
~adrianek

6 komentarzy:

  1. no ja nie widzę żadnego podobieństwa, naprawdę :o
    nie przejmuj się takimi hejtami, ja wciąż to czytam.
    pisz szybko <3 /anonimek

    OdpowiedzUsuń
  2. Ludzie, ogarnijcie się.
    Jej opowiadanie jest fantastyczne.
    Nie przejmuj się, mnie też zdenerwowali.
    Czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
  3. masz calkowita racje, nie chca to niech nie czytaja (:
    pisz szybciutko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniale jak zawsze,misiu. kocham Cie.
    brak mi slow..

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie jak zawsze.
    Szkoda tylko, że masz takie problemy przez debili. /i

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przejmuj się takimi ludźmi, bo naprawdę nie warto.
    Twoje opowiadanie jest świetne, piszesz świetnie, a jak komuś się nie podoba może wypier...no :)
    Czekam na następny c; <3

    OdpowiedzUsuń