Czytałem i analizowałem tego smsa pięć razy, szukając jakiegoś niedociągnięcia, które udowodniłoby, że Vic zwyczajnie robił sobie żarty. Nawet pokazałem go Alex'owi, ale on stwierdził, że powinienem tam iść. Jack powiedział dokładnie to samo, nic dziwnego, oni zgadzają się prawie we wszystkim. Matty'ego nawet nie miałem zamiaru pytać o zdanie, bo odszedł od naszego stolika.
- To co mam zrobić? - zapytałem, desperacko próbując znaleźć rozwiązanie zaistniałej sytuacji. Mózg mówił nie, a serce wręcz przeciwnie. Cóż, chyba jestem zdany na tych debili siedzących naprzeciwko mnie.
- Idź - odpowiedzieli jednocześnie, a to sprawiło, że zaczęli się namiętnie całować.
Postanowiłem dłużej na to nie patrzeć, bo to jedynie zdołowałoby mnie jeszcze bardziej. Cholera, nie miałem tak bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem już tyle czasu, przecież od wakacji byłem sam. W sumie miałem jedną partnerkę (w wieku 13 lat, tak dla próby) i trzech partnerów, do których naprawdę się przywiązałem.
Alan był moim pierwszym chłopakiem. Zagadał do mnie podczas spaceru, po prostu poszedłem do parku zaczerpnąć świeżego powietrza, a on akurat tamtędy przechodził i na siebie wpadliśmy. Wymieniliśmy numery telefonów, a jak widać coś więcej z tego wyniknęło.
Drugi był Gabe, poznaliśmy się w księgarni, kiedy to szukałem jakiejś ciekawej książki dla Matty'ego na urodziny. Niestety nie widzieliśmy się więcej od zerwania.
No i trzeci, ten najbardziej brutalny, czyli Jesse. Kiedyś napisał do mnie na portalu społecznościowym. Później ogarnęliśmy spotkanie, było super, kochaliśmy się. Naprawdę myślałem, że to ten jedyny, ba, nawet planowałem wspólną przyszłość. A co z tego wyszło? Nic, zdradził mnie i zerwał smsem, wyobrażacie to sobie? Treść tej wiadomości raniła niż mogłoby się wydawać. "Wybacz, że tutaj. To zapewne nasza ostatnia rozmowa. Musimy... musimy się rozstać. Zdradziłem Cię. Nie mogę tego ukrywać. Poza tym... ja nie daję tak rady. Przepraszam Kellin, przepraszam." Po czterech miesiącach związku odpuścił i chyba tylko to mam mu za złe. Ale cóż, trudno.
Niepewnie szedłem w stronę wyjścia, po drodze zahaczyłem o toaletę, mniej więcej ułożyłem włosy, które dzisiaj wyjątkowo były nieposłuszne, po czym znalazłem się na parkingu. Przy swoim aucie stał zniecierpliwiony Vic, co chwilę sprawdzał coś w komórce, wyglądał wtedy tak cudownie. On bez przerwy wygląda cudownie, ale wtedy wyjątkowo cudownie. Mieszam się sam w swoich myślach, jest źle.
- O, przyszedłeś! - zawołał.
Co odpowiedzieć żeby to nie brzmiało super głupio?
- Jakże mógłbym nie przyjść.
Brawo, Kellin, to zabrzmiało co najmniej dziwnie.
Mimo wszystko uśmiech zawitał ma jego twarzy. Uroczo.
- Zapraszam ze mną.
- Zależy gdzie. - odparłem.
- Jak to gdzie? Na naszą zaległą randkę.
Jechaliśmy na tą "randkę", ja oczywiście byłem cały zestresowany, Victor odwrotnie, siedział wyluzowany oraz w spokoju prowadził wóz. Zerwaliśmy się z połowy lekcji, a to niebardzo mi się podobało. Przecież to drugi semestr, trzeba zarobić dobre stopnie, poprawiać sprawdziany, pisać kartkówki, ogólnie pracować na jak najlepsze oceny końcowe. A tu proszę.
Nie miałem ani jednego w miarę normalnego pomysłu gdzie Vik mnie zabierał, myślałem tylko, że wywiezie mnie do jakiegoś lasu, zgwałci i zabije. Byłem nastawiony bardzo pesymistycznie, chciałem wyskoczyć z auta jeśli nadarzyłaby się taka okazja.
Skęciliśmy w lewo, a ja zacząłem poznawać okolicę. Co tutaj robiłem? To jedna z najdroższych dzielnic Memphis, mieszkają tu same nadęte bubki. Gdzie on mnie zabierał?
- Prawie jesteśmy. - oznajmił.
Dosłownie pięć minut później samochód się zatrzymał, a chłopak z niego wyszedł. Natomiast ja nie ruszyłem żadną częścią ciała. Dlaczego? To proste, byłem najzwyczajniej zdenerwowany. Przecież szedłem na randkę z mężczyzną moich marzeń, z moją miłością. Niby powinienem do niego lecieć, ale cóż, stres wziął nade mną górę.
Ostatecznie, jednak postanowiłem wysiąść, chociaż wciąż czułem nieprzyjemny ból brzucha.
- No dalej, nie zjem cię.
Uśmiechnąłem się delikatnie, a na mojej bladej twarzy zawitały szkarłatne rumieńce. Nie będzie aż tak źle, pomyślałem.
Wszystko przebiegało po myśli Victora, przynajmniej tak to wyglądało. Siedzieliśmy na jego sofie, w jego domu, jedliśmy przekąski (popcorn, chipsy, popijaliśmy colą) i ogądaliśmy filmy. Teraz przerabialiśmy jakąś komedię, co prawda mało ciekawą, ale my co chwilę wybuchaliśmy śmiechem, nawet bez powodu, a żeby tylko "zlikwiodwać" niezręczną ciszę. Jakoś nam to wychodziło, bo atmosfera była niesamowita. Teraz strach zastąpiło wszechogarniające uczucie, które sprawiało, że motyle znów tańczyły, że serce szybciej biło. Nie mogłem wtedy powiedzieć, czy to była miłość, nie, to raczej silne zauroczenie zżerające mnie od środka.
Czas mijał niemiłosiernie szybko, zanim się obejrzałem była godzina dwudziesta, kto by pomyślał, że będziemy mieli tyle tematów do rozmowy. Opowiedział mi o swojej rodzinie (jego ojciec ma własną kancelarię, matka pracuje w jakiejś firmie kosmetycznej), zainteresowaniach, ambicjach, zresztą ja zrobiłem to samo. Wszystko było jak z bajki.
W końcu postanowiłem wracać do domu, Vic nalegał, że mnie odwiezie i się zgodziłem. Tym razem w samochodzie panowała wesoła atmosfera, pełno śmiechu, praktycznie cały dzień taki był, ale to tyle i wyłącznie dzięki temu chłopakowi. Nie pożałowałem tego spotkania, nawet bym je powtórzył. Powtórzyłbym randkę z Victorem Vincetem Fuentesem. Przecież ja spełniłem jedno ze swoich marzeń!
Po dziesięciu minutach powolnej jazdy dotarliśmy na miejsce, jeszcze raz grzecznie podziękowałem i próbowałem wyjść z auta.
- Kellin, zaczekaj.
Odwróciłem się, a moje wargi spotkały się z wargami Vika.
Jak zareagować?
Ostatecznie oddałem pocałunek, bo później plułbym sobie w brodę, że tego nie zrobiłem.
_________________________________________________________________________________
Rzygam tęczą, sram brokatem, wszystko na raz XD
Przykro mi, jeśli zawiodłam, ale ja się nie nadaję do supi romantycznych rzeczy, tak ;-;
No ale halo, Viktur taki miły!
Nie lubię Jesse'ego, przykro mi.
I ten, komentarzeeeeee, dużo komentarzy.
TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJE PANNIE MARTYNCE, KTÓRA PODPOWIEDZIAŁA MI JEDNO IMIĘ, TUTAJ, DZIĘKI BARDZO XDDD
Love.
Jejejeje
OdpowiedzUsuńW końcu się doczekałam
Kellin taki kujonek ^^
Szczerze mówią liczyłam na coś więcej jeśli chodzi o Victora.
To część jakiegoś jego planu ja to wiem ^^
Buzi, buzi i Kellczi w niebie :3
Zmieniając temat bardzo dziękuje za dedyka. KC KC KC KC <3
Weny :*
brakowało mi tego
OdpowiedzUsuńVic romantyk.
weny <3 /i
Czytam rozdział drugi raz i jestem pod wrażeniem, taaak słodko i miło XD
OdpowiedzUsuńAle mam zasadnicze pytanie. KIEDY SEKSY? XDXD
Nie ważne, i tak poczekam XD
Weny, KC <3 /Merry
PLS, DAJ MI TROCHĘ CZASU, SEKSY BĘDĄ NIEDŁUGO XDXDXD
UsuńOczywiście, czekam bardzo cierpliwie! XD/ Merry
OdpowiedzUsuńJaki słodki awwww *-*
OdpowiedzUsuńPisz <3 /anonimek
Ja to troszku opóźniona :(
OdpowiedzUsuńNa seksy czekamy,halo.
Słodko. / Pandzia.
Awww, jak słodko :3
OdpowiedzUsuńWcale nie zawiodłaś, wyszło Ci świetnie
Wszyscy tak piszą, że chcą seksy i seksy, a gdzie miejsce na uczucia?:((
...Dobra, żartowałam, też czekam na seksy XDXD
Dużo weny, kochana c: xx
No to wszyscy czekamy na seksy hahah. Weny :)
OdpowiedzUsuń