¤Vic¤
Staliśmy z Mike'ym pod wielkim budynkiem. Był wtorkowy ranek, natomiast my sterczeriśmy tu jak idioci czekając na Jaime'go, który łaskawie raczy do nas zejść. Tak, godzina siódma rano, a ja już na nogach. Rzadkie zjawisko. Na szczęście, nawet o tej porze promienie słoneczne dawały o sobie znać, dzięki czemu mogłem spokojnie założyć krótkie spodenki.
Jesień w Memphis jest ciepła, można nawet powiedzieć gorąca. Cały rok świeci tutaj niemałe słońce. Szczerze mówiąc, przyzwyczaiłem się do tego klimatu. Co prawda, w San Diego jest podobnie, ale zima tu jest odrobinę chłodniejsza, a to stanowiło dla mnie drobną przeszkodę. Jednak mam już to za sobą i mimo wszystko przeprowadzka była dobrym pomysłem.
Wraz z rodziną przybyliśmy do tego miasto z jednego powodu. Mama koniecznie chciała zapewnić nam pewną przyszłość. W końcu Memphis to miejsce, gdzie rosną wspaniali, wykształceni ludzie i prawdopodobnie miała to na uwadze.
Na razie uczęszczam do dość dobrego liceum, gdzie jestem szanowanym sportowcem. Osiągnąłem już wiele w tej dziedzinie, między innymi tytuł kapitana drużyny baseball'owej. W moim pokoju większą część półek zajmują najróżniejsze trofea za pierwsze miejsce, medale czy dyplomy. Sądzę, że idealnie nadaję się do tej dycypliny.
Ale nie tylko w sporcie pokazuję swoje umiejętności. Jestem także świetny z angielskiego czy historii. Ogólnie, uzdolniony ze mnie młody mężczyzna co chyba nikogo nie dziwi. Najważniejsze, że rodzice są ze mnie dumni, tylko to się liczy.
Jeśli chodzi o moją rangę - ludzie szanują rodzinę Fuentesów. Jakby nie patrzeć, ojciec ma swoją kancelarię prawniczą, której rocznie dochody brutto wynoszą około dwudzietu milionów rocznie. Co ukrywać, papa wiecznie pracuje, mama również, zazwyczaj siedzimy z bratem w naszym wielkim domu w najdroższej dzielnicy Memphis.
W szkole nie jest inaczej - uczniowie praktycznie boją się na nas spojrzeć, nie tylko dlatego, że posiadamy dużo kasy. Jak by to ująć, dowodzę meksykańskiemu "gangowi", w którego skład oprócz mnie i Mike'a wchodzą jeszcze Jaime i Tonny. To dobre chłopaki, tylko udają takich twardzieli. Ale w końcu jakoś trzeba sobie wypracować szacunek, prawda? My to po prostu robimy w ten sposób. Oczywiście nie jeździmy jakimiś wypasionymi motocyklami, nie nosimy gangsterskich ubrań, jak to niektórzy uważają. Mimo pozorów jesteśmy naprawdę mili i porządni, a tylko sprawiamy wrażenie niegrzecznych czy tam groźnych. Trzeba tylko nas bliżej poznać.
Nasi znajomi nie są już tacy łagodni. Oliver i Austin to strasznie nieprzyjemne, mało sympatyczne osoby. Dwa wytatuowane typy.
Co prawda pozostali z mojej meksykańskiej grupki tych tatuażów trochę posiada, wszyscy postanowili ozdobić tak swoje ciała na osiemnaste urodziny, Mike pozwolił sobie nawet na kilka kolczyków (sam posiadam jeden w nosie), ale nie aż tak. Sykes podobno tyłek ma nawet wydziarany. Cholera, to już przesada. Na szczęście ja nie mam żadych tatuażów, jeszcze później będę żałował. Kto wie, może jeszcze się zdecyduję, w końcu usunięcie go nie jest takie proste.
- Siema stary! - Mike podszedł do Jaime'go, który właśnie wyszedł z klatki w swoim bloku.
- Wreszcie - mruknąłem witając się z przyjacielem.
Ruszyliśmy w stronę mojego cadillaca escalade - kolejny przywilej bycia bogatym - wsiedliśmy do środka, a ja odpaliłem wóz.
Kolejna nudna lekcja biologii mijała powoli, siedziałem w ostatniej ławce z Tony'm czekając na koniec tej katorgi. Ostatnio nauczyciel wcale nas nie pytał, co bardzo mnie cieszyło. Nie lubię odpowiadać z takich przedmiotów, zdecydowanie wolę sport.
W pewnym momencie pan Mateford otworzył dziennik i zaczął coś przeglądać, najprawdopodobniej oceny.
Cholera, przecież ja mam mało dobrych stopni, pomyślałem. Do głowy przychodziły mi różne wymówki, jakich mógłbym użyć. Nie raz się sprawdzały, więc warto spróbować.
- Kellin Quinn, do odpowiedzi.
Odetchnąłem z ulgą, natomiast chłopak głośno wypuścił powietrze z płuc.
- Panie Quinn, czy może pan dokładnie opowiedzieć nam o ostrym przypadku białaczki?
- Chyba tak.
Wyraźnie się zawachał.
To będzie ciekawe przedstawienie, przecież on cały się trząsł. Postanowiłem go wysłuchać.
- Ostra białaczka - przełknął ślinę - Ostra białaczka mielocytowa najczęściej dotyka ludzi z dwóch grup wiekowych, młodych, między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, oraz starszych, zazwyczaj po siedemdziesiątce. Dużo częściej zapadają na nią biali, a z niewiadomych powodów jest ona szczególnie spotykana u ludności pochodzenia żydowskiego. Wśród mężczyzn białaczka występuje częściej niż u kobiet. O przyczynach choroby niewiele wiadomo. W organizmie ludzkim krew jest wytwarzana przez szpik kostny i właśnie jego schorzenia są powodem białaczki mielocytowej. Białe ciałka krwi, odpowiedzialne za zwalczanie różnych infekcji, zaczynają się niebezpiecznie mnożyć i ich liczba w ostrym stadium choroby przekracza stukrotnie poziom leukocytów u zdrowego człowieka. W takiej sytuacji wypierane są czerwone ciałka krwi, rozprowadzające tlen po organizmie, dlatego chory jest niezwykle blady, osłabiony i anemiczny. Przy dalszym niepohamowanym wzroście liczebności białych krwinek ulega także redukcji zawartość płytek, trzeciego rodzaju ciałek krwi wytwarzanych przez szpik kostny. To z kolei powoduje trudności w gojeniu się nawet lekkich zadrapań, częste krwotoki oraz dokuczliwe bóle głowy. Kiedy po raz pierwszy pacjent przychodzi do onkologa narzeka na senność, zadyszkę, ogólne przemęczenie, stany gorączkowe oraz inne symptomy przypominające zwykłą grypę.
- Doskonale, celująca.
Nie znam go za dobrze, zamieniliśmy jedynie pare zdań, czasem porobię mu na złość, ale plotki mówią prawdę. Jest cholernie inteligentny, taki rasowy kujon.
Tylko raczej nie chcę poznać go bliżej.
Reszta lekcji miajała spokojnie, już nie było żadnych niespodzianek w postaci kartkówek, pytań czy sprawdzianów.
A teraz ja, Jaime, Oliver, Mike, Austin i Tony siedzieliśmy na stołówce, zajadając się frytkami przygotowanymi przez kucharki.
Co jakiś czas któryś z nas zaczynał rozmowę, ale nie bardzo się ona kleiła, więc milczeliśmy.
W końcu mój brat przerwał milczenie:
- Spójrzcie na tego całego Kellina. Bez przerwy się tu gapi.
Błądziłem wzrokiem po pomieszczeniu, aż w końcu znalazłem daną osobę.
- Ty, faktycznie - mruknął Sykes. - I to patrzy się na Vica.
Wszystkie oczy wylądowały na mnie, co sprawiło, że poczułem się bardzo niezręcznie.
- Aż do niego podejdę - oznajmił Mike, po czym wstał od stołu.
Pięć minut później wrócił na swoje miejsce.
- Dobra słuchajcie. Podszedłem tam, zamieniłem z nim parę słów, przyrzekał, że już więcej tu nie spojrzy, ale coś mi nie grało, więc przycisnąłem jego rudego przyjaciela.
- No i co z związku z tym? - zapytałem.
- On cię kocha, Victor. Mullins wszystko wyśpiewał.
Przy stoliku wybuch głośny rechot Austina i Jaime'go. Natychmiast spiorunowałem ich wzrokiem.
W sumie, byłoby śmiesznie, gdyby nie dotyczyło mnie, bo to dość niekorzystna sytuacja. Czemu akurat Kellin? I co ja niby mam z tym zrobić? Co prawda, podoba mi się. Jego uroda jest niezwykła, a te włosy to idealny kontrast do bladej skóry.
Mimowolnie uśmiech zawitał na mojej twarzy, gdy o nim pomyślałem.
- No, no. Cudownie. Dwa pedały. - zaśmiał się Oliver.
- Nie zapominaj jak pode mną jęczałeś. - warknąłem.
Mike nieudolnie próbował stłumić śmiech.
- Zamknij mordę - syknął.
- Ej chłopaki, bo jeszcze do czegoś tu dojdzie - zachichotał Tony. - Ale mam pewien pomysł.
- Gorzej być nie może, mów - odparłem.
- Można by tą sytuacje jakoś wykorzystać, no wiesz, do żartu, nie byle jakiego żartu. Ale do tego jesteś potrzebny ty. - wskazał na mnie ręką. - Rozkochasz w sobie Kellina jeszcze bardziej, zaciągniesz go do łóżka, nic skomplikowanego. Tylko potrzebujemy dowodu.
- Chyba cię pojebało.
- Boisz się, Fuentes? - spytał Austin.
Tu mnie mieli. Nie odmówię, bo wtedy uznaliby, że jestem tchórzem, a to kłamstwo. Nie pozwolę się oczerniać, nigdy.
- Zgoda.
W co ja się wpakowałem, pomyślałem.
_________________________________________________________________________________
Witam, witam!
Pierwszy taki rozdział z perspektywy Vica, krótkie przedstawienie jego postaci. Wyszedł troszku narcystyczny, heh. A Kellin taka mądrala.
Końcówkę zwaliłam ;-;
I tak mi się wydaje, że trochę jest za krótko.
Co sądzicie?
TEGO POSTA DEDYKUJĘ PANDZI, BO OSTATNIO CHODZI BEZ PRZERWY SMUTNA. KOCHAM CIĘ SKARBIE, NIE SMUTAJ JUŻ MISIU :(
O, bym zapomniała.
Czytasz=komentujesz.
~adrianek
tym razem ja pierwsza xD
OdpowiedzUsuńsuper rozdział, nie za krótki, w sam raz.
PISZ <3 /anonimek
Jejku,ja Ci juz mowilam,ze cudownie piszesz? dbqaowdbweqofb *.*
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej:(<3
Ja Ciebie też kocham misiu :*
Dziękuję,skarbie. / Pandzia.
Aw, podoba mi się niecny plan chłopaków.
OdpowiedzUsuńAkcja jakoś idzie do przodu.
Czekam na nexta :3
Zastanawiałam się właśnie co tak dawno nie ma u Ciebie rozdziału i nagle ogarnęłam, że nie dodałam Twojego bloga do obserwowanych. Jestem głupia ;-; ale już wszystko nadrobiłam
OdpowiedzUsuńA co do rozdziału...jest świetny! Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się dalej. Czekam z niecierpliwością na następny c; xx
<3
OdpowiedzUsuńKellin taki inteligentny. Uwielbiam to fan fiction, pisz <3 /i
OdpowiedzUsuńVictor taki narcyz o nie XD
OdpowiedzUsuńNie pozostaje mi nic innego jak czekac :*
nie uważasz że ta końcówka czyli to rozkochanie Kellina w Vicu przypomina trochę moment w kellicu dżogurta w fanficu z obozem?? bo mi przypomina
OdpowiedzUsuńNO SIE ZARAZ ZABIJE. WCZESNIEJ BYLA JUZ SPRAWA Z JEJ BLOGIEM, CHOLERA, SAMA DO NIEJ NAPISALAM, WSZYSTKO WYJASNILYSMY. MI TO NIC NIE PRZYPOMINA, POZA TYM NIKT SIE CIEBIE O ZDANIE NIE PYTAL. CALE FF WYMYSLAM S A M A. Zdenerwowałam się. Żegnam.
UsuńO boże człowieku,wkurwiasz mnie wiesz? Skoro Magda wyjaśniała tą sprawę z nią,i wyjaśniły sobie wszystko,to chyba coś jest nie tak,nie? Jakiś spierdolony/a jesteś? Mi również to nie przypomina,ale ty może masz jakieś problemy ze wzrokiem. Pytał się Ciebie ktoś o zdanie? NIE. Jak czegoś nie wiesz,to się kurwa nie wypowiadaj. Żegnam. / Pandzia.
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham skarbie. Dziękuję za wszystko.
Usuń