Słuchałem z zaciekawieniem całej opowieści i aż mi się chciało płakać - oczywiście ze szczęścia. Czemu Vic pobił Cliffa? Odpowiedź jest bardzo prosta, wręcz banalna. Dziwne, dlaczego nie wpadłem na to wcześniej?
Mianowicie Victor zaatakował pierwszoklasistę, bo tamten mnie obraził. Nie spodziewałbym się tego w moich najśmielszych snach, ba, na początku myślałem, że on po prostu kłamie żeby uniknąć surowszej kary lecz z każdym jego słowem wszystko nabierało sensu. Z mojej perspektywy wyglądało to jednoznacznie, Vic po prostu mnie lubi! Albo przynajmniej zaczynał mnie lubić, mniejsza. Tylko zawsze musi być jakieś ale. Nie wiem jakie, mam zamiar się dowiedzieć. To był mój plan: poznać jego prawdziwe intencje. W głębi duszy miałem jednak nadzieję, że są one jak najbardziej pozytywne, kogo się oszukiwać - pragnąłem tego z całego serca.
- Cliff, masz coś na swoje usprawiedliwienie? - padło pytanie w kierunku przerażonego chłopaka.
Na początku byłem do niego neutralnie nastawiony, w zeszłym semestrze doszedł tutaj do szkoły, nowe towarzysto, nowe otoczenie, praktycznie wszystko nowe. W pewnym stopniu mogłem go nawet zrozumieć, ale wyzywanie starszych nie poprawi mu opinii wśród uczniów, przecież to logiczne. Tym samym wskazał na siebie wyrok śmierci. Gdybym tylko chciał to bym go zniszczył. W szkole byłby nikim, zerem. Co prawda nie posiadam jakiejś super władzy, jestem tylko zwykłym kujonem, ale znam parę osób, które takową mają. I czasem te znajmości się przydają.
- Właśnie, co masz na swoją obronę? - powtórzyłem z ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
- Umm, no ten... Ogólnie rzecz biorąc to nic.
Spojrzałem znacząco na dyrektor.
Czasem naprawdę jej współczuję, kobieta jest po prostu wyczerpana.
- No tak. Jako, że cała sprawa dotyczy pana Quinna to on zdecyduje co z tobą zrobić, młodzieńcze.
Przed oczami przeleciały mi chyba najbardziej wymyślne kary, jakie kiedykolwiek ktokolwiek mógłby wynaleźć. Sprzątanie toalet, pomaganie woźnemu po lekcjach, zbieranie śmieci w obrębie szkoły, gotowanie potraw na stołówce lub chociażby "dobrowolne" uczęszczanie do najnudniejszych kółek zainteresowań.
To wszystko mogłem mu kazać robić.
Mogłem go zmusić.
- No Cliff, zawiodłem się na tobie - pokiwałem głową z dezaprobatą. - Jednak nie będę taki wredny i tym razem ci odpuszczę. Tylko następnym razem nie oczekuj, że również kara cię ominie. Z panią Richards na pewno wymyślimy coś odpowiedniego na twoje wykroczenie.
- Dziękuję - mruknął cicho.
Czy byłem zadowolony? Oczywiście, że nie. Tak cholernie chciałem nałożyć na niego sprzątanie obleśnych muszli klozetowych. No i kolejne pytanie, czemu tego nie zrobiłem? To proste. Straciłbym wtedy w oczach dyrektorki, a ona - jak wnioskowałem - bardzo mnie lubi. Muszę utrzymywać jak najlepsze kontakty z nauczycielami, żeby napisali mi wyczerpującą - i pozytywną - opinię na koniec trzeciej klasy. Bez tego nie przyjmą mnie do uczelni na jaką chcę się dostać.
- Dobrze w takim razie, a co zrobimy z panem Fuentesem?
- Myślę, że wykazał się odwagą i męstwem żeby stanąć w mojej obronie. Należy mu się nagroda, a nie kara. - spojrzałem na chłopaka, który siedział uśmiechnięty. - Dziękuję Victorze.
- To była przyjemność - odpowiedział zadowolony.
- Naprawdę tak powiedział?
- Wyobraź to sobie. Moment idealny!
Wraz z Matty' staliśmy na środku korytarza i cieszyliśmy się jak dwie rozwrzeszczane nastolatki. On z mojego szczęścia, a ja z nie innego obrotu spraw. Victor dał mi swój numer po wyjściu z gabinetu oraz oznajmił, że napisze. Czego chcieć więcej?
- Trzeba cię zrobić na człowieka. Ostatnio chyba za bardzo przesadzałeś z nauką. Wyluzuj - oznajmił przyjaciel.
Fakt, przez poprzednie dni prawie co chwila powtarzałem materiał, szczególnie z biologii. Plułem się w brodę, że nie zaliczyłem tego przedmiotu w pierwszym półroczu, bo teraz miałbym spokój. A tak to czeka mnie jeszcze pytanie z chorób typu białaczka, żółtaczka, pisanie sprawdzianu z różnego typu wirusów. Ale do czego mi to, skoro zostanę prawnikiem? Właśnie, dobre pytanie.
- Chyba nie jest ze mną tak źle, nie przesadzaj.
- Jest, jest. Chyba nawet gdzieś tu mam lusterko - odparł bez chwili zastanowienia.
Wyjął poręczne lusterko, po czym przystawił mi je do twarzy.
Cofam to, było ze mną tak źle.
Podkrążone, lekko zaczerwienione oczy, sucha skóra, włosy w nieładzie, spierzchnięte usta.
Zdecydowanie było ze mną tak źle.
Jęknąłem cicho na ten nieprzyjemny widok. Może faktycznie pora wziąć się w garść i w końcu nie spędzać czasu tylko na nauce? Może pora jakkolwiek o siebie zadbać?
Doskonale wiedziałem, że Matt ma już jakiś plan.
- Co tym razem?
- Jak to co? Idziemy dzisiaj na zakupy. Jutro musisz wyglądać jak gwiazda filmowa, żeby zrobić odpowiednie wrażenie na Victorze. Chyba tego chcesz, nie?
- Jasne, że tak.
- Więc właśnie. Szykuje się szalone popołudnie. Zadzwonię później. - dodał na odchodnym.
Przymierzałem już chyba piętnastą bluzkę w tym sklepie, Matt niestety nie dawał za wygraną, a ja miałem tego serdecznie dość. Zakupy nie są moim żywiołem, zdecydowanie wolę siedzieć przed książkami. Tylko w coś trzeba się ubierać, nie?
- Naprawdę, Matty no. Chodźmy stąd, proszę. - jęknołem do przyjaciela. - I tak nic nie znajdziemy.
- Znajdziemy, znajdziemy. Po prostu nic ci się nie podoba - wzruszył ramionami.
Mam bardzo wybredny gust, ciężko mnie zadowolić, przecież nie będę chodził w pierwszych lepszych szmatach. Właśne dlatego nienawidzę chodzić po sklepach.
- Słuchaj, mam już tego ponad dziurki w nosie, chcę iść do domu.
- No dobra. Ale najpierw idziesz do fryzjera! - klasnął w ręce jak małe dziecko na widok cukierka.
- Dobra, ale później wracam i odpoczywam, a do końca dnia dasz mi spokój.
- Zgoda.
- Więc tak. Bardzo proszę odrobinę skrócić końcówki oraz wygolić ten bok do tego momentu - pokazałem punkt starszemu mężczyźnie, który obserwował moje ruchy z uwagą.
No tak, już od dłuższego czasu chciałem coś zmienić w swoim wyglądzie, muszę przyznać, strasznie szybko się nudzę.
Podczas, gdy fryzjer ścinał kolejne pasma włosów ja miałem okazję poukładać sobie wszystkie sprawy dotyczące Victora.
Przecież to banalnie proste, on nie mógł wymyślić jakiegoś super skomplikowanego planu, za bardzo by się przepracował. Ale nie żebym uważał go za głupka, po prostu takie rzeczy to nie jego bajka, a ja bardzo dobrze o tym wiem. Miałem okazję obserwować jego zachowania przez rok, znam mniej więcej wszystkie zagrywki w baseball'u, odpowiedzi jakimi raczy swoich rozmówców. Dobry ze mnie obserwator, że się tak wyrażę.
A jego aktualne poczynania to nic innego jak okazywanie sympatii.
Nie mogę się mylić, znam go za dobrze.
_________________________________________________________________________________
No i pojawiam się z trzecim rozdziałem!
Miałam odrobinę opóźnienia, ale to wszystko przez Skyrim. Ta gra za bardzo mnie wciągnęła mimo, że już ją przechodziłam 2 razy ;-;
Mniejsza.
Mam nadzieję, że wszystko Wam się podoba!
W czwartym planuję jakąś zmianę, powoli sytuacja będzie wyjaśniona.
Liczę na odzew z Waszej strony, komentarze naprawdę sprawiają, że posty są dodawane szybciej c:
Cya,
~adrianek
No i znowu pierwsza! :D
OdpowiedzUsuńRozdział super, jak zawsze zresztą.
Czekam, czekam!
Boziu, jesteś wspaniała. kocham cię za to opowiadanie <3 /i
OdpowiedzUsuńKc kc kc kc kc kc kc kc kc kc ♥ rozdział cudowny.
OdpowiedzUsuńCzekam :))/M.
cudownie jak zawsze. kocham Cię :( /Pandzia.
OdpowiedzUsuńzmiany, mam sie bac?
OdpowiedzUsuńCZEEEEKAM :*
Rozdział świetny! Teraz nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejny. Oj, rozbudziłaś moją ciekawość...:)
OdpowiedzUsuńojezu ojezu ojezu. Victor mały romantyk <3 czeeekam misia /anonimek
OdpowiedzUsuń