niedziela, 25 stycznia 2015

Two (Austlan)

Miotał się po korytarzu jak małpa w klatce, zapewne szukając telefonu. Chciałem mu powiedzieć, że ma go w kieszeni, ale wtedy nie byłoby tak śmiesznie.
Stałem spokojnie przy drzwiach odpisując znajomym na wiadomości. Żyłem w przekonaniu, że to ja potrafię najdłużej się szykować, jednak od czasu związku z Andy'm zostaję ciągle utwierdzany w przekonaniu, iż moje zdanie było co najmniej mylne. Czekałem już półtorej godziny, przecież na zegarku widniały następujące liczby: 17:30. Po tak długim czasie moje nogi miały dość. W dodatku nie wiedziałem gdzie ów konfident mnie zabiera. Znowu jakaś impreza? Spotkanie ze znajomymi? Kto wie, chociaż osobiście posiedziałbym w domu, obejrzał jakiś film i tym podobne. A jednak najchętniej pojechałbym na te głupie wakacje. Chwila... Rodzice siedzą zapracowani w biurze, Andrew mieszka sam. Na mnie nie zwracają uwagi. Gdyby tak, spakować rzeczy, kupić bilet i wyjechać w cholerę daleko?
- Kochanie - zacząłem. - Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
- Alan, proszę cię, szukam telefonu, nie przeszkadzaj.
- Masz w kieszeni, idioto. - mruknąłem. - A teraz mnie wysłuchaj, bardzo uważnie, tak, wiem, że masz z tym problemy.
Nie odpowiedział.
- Wyjedźmy gdzieś.
-Dobrze wiesz, nie mamy funduszy.
- Ja wszystko załatwię, niech się twoja piękna główka o to nie martwi.
-Ok, nawet jeśli się uda, to gdzie?
- Nie wiem. - powiedziałem. - Myślałem nad Anglią, Europą. Masz ukończone osiemnaście lat, na spokojnie możesz zarezerwować jakiś hotel. Ja będę tak jakby pod twoją opieką. Patrz co za paradoks, będziesz moim opiekunem.
- Bardzo śmieszne. - mruknął.
- Wiem. - odparłem ze śmiechem. - To jak?
- Zgoda.
-Cudownie. - wygiąłem kąciki ust w zwycięskim uśmiechu.
Podszedłem do chłopaka, stanąłem na palcach.
Przerzuciłem swoje ręce przez jego ramiona, wargami odkryłem śnieżnobiałe zęby. Andy oddychał szybko, jakby był odrobinę zestresowany, jego tęczówki pociemniały, źrenice powiększyły się. Czas stanął w miejscu, każda chwila zbliżenia powodowała coraz większe pożądanie, a nawet nie złączyłem naszych ust. Trwaliśmy w bezruchu patrząc sobie w oczy. Ostatecznie postanowił brutalnie naprzeć swoje, spierzchnięte usta na moje, delikatne i malinowe. Poruszaliśmy nimi w zgodnym tempie, bez pośpiechu. Dłońmi odnalazłem jego czarne włosy, owinąłem je wokół palca oraz pogłębiłem pocałunek.
Wszystko szło świetnie, gdyby nie irytujące pukanie w ramię.
"Alan, wstawaj!"
Leniwie rozchyliłem powieki. Czyżby to było tylko... snem?
- Wstawaj, śpiąca królewno.
Milczałem, wciąż pocierałem brązowe oczy.
- Która godzina?
- Późna, przespałeś nasze plany, a myślałem...
Nikt nigdy nie dowiedział się co myślał Biersack, nawet nie było takiej potrzeby. Skutecznie przerwałem mu dokończenie zdania pocałunkiem, takim jak wcześniej w mojej wyobraźni, a Andy był wyraźnie zadowolony z takiego obrotu sprawy. Podświadomość dawała mi pewnego typu znaki, z tym wyjazdem to wcale nie taki głupi pomysł. Przynajmniej mogło się udać.
*
Do domu wracałem spokojnym krokiem, po drodze mijając kolejnych przechodniów, którzy witali moją osobę. Oczywiście na wszystko odpowiadałem, bo jak syn prezydenta ma czelność nie odpowiadać na przywitania. Ojciec straciłby władzę, ja pieniądze, a jak powszechnie wiadomo bez nich ani rusz.
Przemierzałem kolejne ulice spokojnym, zdecydowanym krokiem. Wiatr rozwiewał mi rude pasma włosów, które trafiały na twarz. Głównie zostawały zdmuchiwane bądź odgarniane. Niestety okazało się, iż to syzyfowa praca, ja - lekko już poirytowany - miałem dość niekończącego się poprawiania kasztanowych włosów. Chciałem najszybciej dotrzeć do domu, spakować walizki, zarezerwować bilet i ponownie wrócić do Andy'ego. Chłopak pewnie również się pakuje, był bardzo podekscytowany wizją wyjazdu gdziekolwiek ze mną. Nie dziwota.
Wreszcie zobaczyłem duży, biały dom oraz dwa auta na podjeździe. Przekroczyłem bramę, kluczem otworzyłem drzwi. Pewny siebie wszedłem do budynku. W salonie zauważyłem postacie siedzące na sofie, wgapione w telefony. Od razu je poznałem - Jody i Dean udzielali się na portalach społecznościowych, zapewne reklamując kampanię ojca. Nie zwracając większej uwagi, sprawnie przemknąłem na górę, do swojego pokoju. Niemal od razu dorwałem pierwszą walizkę, bluzki, koszule, spodnie, bieliznę i tym podobne. Wszystko pięknie upchałem, a następnie odpaliłem laptopa. Wstukałem url strony lotniczej, zarezerwowałem bilety, szczerze, pierwsze lepsze. Zamknąłem oczy oraz na chybił trafił wcisnąłem przycisk "Kup". Wypadło na Hawaje.
__________
16 - następny.


12 komentarzy:

  1. Piszesz tak, ze nie moge sie doczekać nastepnego ;-;
    Ciekawi mnie jak pojawi sie Austin xd
    Ale to bedzie oznaczalo, ze Andy pojdzie w długą, no cóż, nie on tu jest najwazniejszy XD
    Weny, czekam :) /Merry

    OdpowiedzUsuń
  2. super opisane pomysł ciekawy :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Czemu ja nie chce żeby pojawiał się Austin XDDDDDDDDDD
    Z Andym jest mi jakoś lepiej.
    Hawaje tak romantycznie omg
    Nie mogę się doczekać
    Szybciutko komentarze prosze :(
    Weny, kocham bardzo

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww nie mam słów *-* jest zajebiście wiec poprostu powiem ze czekam i życzę dużo Weny !! ♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Toczę wojnę z tym komentarzem, pieprzony blogger znowu wygrywa. Który to już raz zbieram słowa? Narasta we mnie irytacja.
    Ach, Andy, moja słodka, szmaragdowa królewna. Niezdara i półgłówek, ale doszukałam się w tych cechach nadmiaru uroku.
    Nie powiem, iż czekam na magiczne objawienie Austina, jeśli miałby odebrać moją królewne. Nie potrzebuję go tutaj, jest taki zbędny. To jakby dołożyć ósmego krasnoludka, a jakbym ja była Śnieżką z zatrutym jabłkiem w dłoni, skrytą pod szklaną trumną. Czy już rozumiesz, jak go tu nie chcę?
    Choć ostatnio uwiodła mnie jego piosenka na MTV Rocks i był całkiem uroczy. Nie pamiętam tytułu, drażni mnie jego nazwisko, och, i jestem rycerzem mojej królewny.
    Rozsypałam brokat, musisz wybaczyć mi ten komentarz.
    Czy muszę się podpisywać? Udajmy, że moją twarz skrywa maska, taka z jaką zawsze widziałam się w snach, jako mała dziewczynka. Może wcale mnie tu nie było. Czy to ważne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szafirowa*
      ktoś miał na myśli szafiry, tak czuję
      *poison aka człowiek przegryw*
      Papa :(

      Usuń
  6. Geezusie, genialne!
    WENYWENYWENY!
    *nie mam pomysłu co więcej napisać, ale cudne, no*

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mam weny na komentarz, ale głupio tak bez słowa... Byłam, przeczytałam, jestem zachwycona (i rozdarta jak większość wyżej...)

    OdpowiedzUsuń
  8. Omfg pisz dalej!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Napisałam komentarz.Nie skopiowałam.Kliknęłam "opublikuj",a komentarza nie ma..Nienawidzę bloggera.No w każdym razie.Rozdział super.aaaa Hawaje,niech wezmą mnie ze sobą.Czekam na kolejny.Powodzenia! Ps.Przemyśl sprawę z mniejszą ilością komenrarzy,bo muszę zbyt długo czekać XD

    OdpowiedzUsuń
  10. lecę z nimi na te Hawaje
    a przynajmniej chcę /wera

    OdpowiedzUsuń
  11. super się zapowiada, czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń