Od zerwania z Victorem minęło kilka tygodni. Wciąż boli tak samo, bo jakby nie patrzeć zranił mnie jak wszyscy inni, ale na szczęście mogłem liczyć na pomoc ze strony przyjaciół.
Jack z Alexem zawzięcie starali się poprawić mi humor na różne możliwe sposoby. Wychodziliśmy wspólnie do kina, na spacery co było cholernie miłe z ich strony.
Matty pocieszał moją osobę jak tylko potrafił.
Natomiast Alan... Alan po prostu był. Nie potrafiłem opisać jak uradowany byłem na jego widok.
Tak, nadal kochałem Vika mimo tego co uczynił, ale nie potrafiłbym wybaczyć mu takiej rzeczy. Założyć się o tak debilną i raniącą rzecz to szczyt świństwa. Zostawił mnie w takim momencie... uh, nawet nie chcę o tym myśleć.
Natomiast szkoła, szkoła po prostu rujnowała moją osobę do reszty. Jak na złość nauczyciele ciągle prosili do odpowiedzi Quinna, bez przerwy padało to nazwisko, aż do znudzenia. A Kellin, w takim stanie nic nie umiał. Tylko odsypiałem na lekcjach zarwane noce, które przepełniały cierpienie i płacz. Nie potrafiłem wtedy myśleć racjonalnie. Wszędzie widziałem tylko Victora, nawet najmniejsze słowo mi go przypominało, najmniejszy czyn.
Tym razem siedziałem samotnie na stołówce zajadając pestki dyni, gdyż głodny nie byłem wcale. Jadłem tylko tyle by nie zemdleć/umrzeć.
Od czasu do czasu patrzyłem na Vica, który wydawał się równie zrozpaczony. Oczy miał podkrążone, włosy potargane, ubrania wygniecione. Grzebał widelcem w jedzeniu.
Może faktycznie przesadziłem z zerwaniem? Nic wielkiego nie zrobił.
Oczywiście, że zrobił, okłamał cię, a ty i tak byłeś wielkim ślepcem, pomyślałem.
Potrząsnąłem głową, by wyrzucić resztę takich rzeczy z umysłu. Można powiedzieć, że zadziałało.
- Hejka, mogę usiąść?
- Jasne, Matty. - mruknąłem ledwo dosłyszalnie.
Chłopak usiadł naprzeciwko, po czym z torby wyjął pudełko śniadaniowe ze spider-manem. To jego ulubiona bajka, czasami zmuszał mnie do jej oglądania. Nigdy nie narzekałem, zrobiłbym wszystko by go uszczęśliwić.
- Jak mija dzień? - zapytał znikąd.
Okropnie, umieram z miłości, chcę spokoju.
- Ok. - skłamałem. - A tobie?
- Podobnie.
Pięć minut jedliśmy swoje posiłki w ciszy, ale przyleciał do nas rozpromieniony Alex.
- Oh, wow, co tym razem Jack zrobił? - mruknął Mullins.
To oczywiste, że chodziło o Jacka. Zawsze o niego chodzi.
- Poprosił mnie o rękę! - pisnął uradowany.
- A to nie ty powinieneś był to zrobić?
- Oj, Kell, nigdy nie zrozumiesz naszego związku - odparł oraz odszedł do Barakata, swojego narzeczonego.
Przynajmniej im się układa, a to dobrze, prawda?
- Um, to, co robisz po południu? - zaczął Matt.
- W sumie, nic. Będę siedział w domu, uczył się, coś tam coś tam. - odpowiedziałem niechętnie
Cóż, nie chciałem rozmawiać z nikim. Samotność, tak, tylko tego aktualnie potrzebowałem.
- To cię porywam. Nie możesz siedzieć tylko w domu. To niezdrowe, Kells.
- Nie mów mi co jest dla mnie niezrdowe a co zdrowe. Będę robił co uważam za stosowne. To nie twój interes. - syknąłem, po czym wyszedłem ze stołówki opuszczając rękawy czarnej bluzy. Kilka osób zawołało w moją stronę epitetami typu "dupojebca", ale wszystkie zignorowałem.
Lekcje ciągnęły się w nieskończoność. Błagałem tylko bym zemdlał albo coś podobnego.
Na przewie pięciominutowe zauważyłem Alana, który szedł w moją stronę. Jedynie z nim miałem ochotę rozmawiać.
- Jak się czujesz?
Nie było sensu go okłamywać, bo prawdę i tak by poznał, prędzej czy później.
- Nie jest dobrze. - szepnąłem do rudzielca.
On skinął głową na te słowa.
- W takim razie idziemy dzisiaj na spacer. Po szkole. O której kończysz?
- Piętnasta piętnaście.
- Cudownie. Będę czekał przed szkołą. Pojedziemy od razu po lekcjach. - oznajmił nie przyjmując odmowy.
Na fizyce zająłem miejsce w ostatniej ławce, by zaczerpnąć jeszcze choć trochę snu przed tym wypadem gdzieś z Ashby'm.
Plecak ułożyłem na krześle obok, by nikt tam nie usiadł, po czym schowałem twarz w ramionach i starając się usnąć myślałem. Prawda, to nie najlepszy sposób żeby zapaść w sen, ale nie tak prosto zatrzymać wyobraźnię.
*
Jechaliśmy jakieś.... nawet nie wie wiem. Zupełnie straciłem rachubę czasu. Znowu. Ukradkiem spojrzałem na zegarek. Siedemnasta. Szkołę kończyliśmy o piętnastej, więc dotychczas podróż trwała coś około dwóch godzin.
- Daleko jeszcze? - spytałem w końcu.
Jestem cholernie niecierpliwym człowiekiem.
- Nie, już prawie jesteśmy.
Wyglądał cudownie. Rude pasma włosów porozrzucane w artystycznym nieładzie, oczy zapatrzone w drogę, duże usta zaciśnięte w cienką linię, skupiona twarz. Mimo wszystko, był wtedy bardzo seksowny. Kogo oszukuję, on cały czas jest seksowny. Bardzo seksowny.
Co prawda Vik bardziej.... ło, ło, ło. Nie będę myśleć dzisiaj o nim i psuć sobie humoru. W ogóle nie będę. Zasługuję na coś takiego jak szczęście czy spełnienie prywatne, więc muszę zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć teraźniejszością.
Po pięciu minutach oboje wysiedliśmy z czarnego Audi. Alan wziął mnie za rękę, splótł nasze palce oraz ruszyliśmy w stronę małego lasku. Rosło tam pełno brzóz, a to dobrze. Bardzo lubię te drzewa, choć mam wrażenie, że zawsze przynosiły mi pecha. Matka zawsze powtarzała "Kellin, przytul drzewo" jakkolwiek to brzmiało, a ja jej słuchałem. Latałem od brzozy do brzozy bez przerwy je przytulając. Musiałem śmiesznie wyglądać.
- No, jesteśmy! - oznajmił.
Nic specjalnego, jakieś skały, dookoła rośliny, których nie lubię i nic więcej.
Ale przyszliśmy tu tylko na spacer, chyba, więc czemu oczekiwałem czegoś więcej?
- Usiądź sobie, a ja zaraz przyjdę. - powiedział.
Było chłodno, może przez późną godzinę (siedemnastą trzydzieści), a może przez zmienny klimat Memphis.
Zaraz przybył Alan o dziwo z dwoma kocami. Nie mam zielonego pojęcia gdzie tutaj na odludziu znalazł koce.
Wręczył mi jeden, a ja natychmiast się nim okryłem oraz przysunąłem w stronę towarzysza, by zyskać jak najwięcej ciepła.
Leżeliśmy przytuleni na trawie patrząc w gwiazdy, które zaczynały ukazywać swój blask.
- Ostatnio myślałem... - zaczął.
- O czym?
- O nas. - odparł zmartwiony.
- Oh, naprawdę? - zapytałem.
Czemu mnie to nie dziwi?
- Tak.
- I co takiego wymyśliłeś?
- Cóż... - uniósł się na łokciach, przybliżył jeszcze bardziej, po czym złączył nasze usta w słodkim pocałunku.
Nie protestowałem. Teraz byłem wolny jak ptak, mogłem robić co mi się żywnie podoba.
Przerwał tą uroczą chwilę:
- Kellin, ja wciąż cię kocham. Nawet nie wiem czemu wtedy się rozstaliśmy.
- Kłóciliśmy się bez przerwy. - przerwałem.
Przewrócił oczami.
- Daj mi do kończyć - zaśmiał się pogodnie.
- Proszę - odpowiedziałem tym samym.
- No więc... kocham cię. Nie mogę bez ciebie żyć. Przyszedłem do tej szkoły by być bliżej ciebie, Kells. Zrobiłbym wszystko by cofnąć czas. Chciałbym to naprawić - zakończył.
Nie zastanawiałem się długo. Może i kochałem Fuentesa, ale uczucie do Alana było równie mocne, jak nie mocniejsze.
Pocałowałem go, dając mu tym samym odpowiedź.
Być może wreszcie ułożę sobie życie.
Bez Vica.
_________________________________________________________________________________
NO I KONIEC!
Jak już mówiłam, teraz dodam Jalexa, później wezmę się za kontynuację.
Omg, jeszcze nigdy nie skończyłam żadnego ff.
Dziękuję Wam bardzo, że byliście, czytaliście, komentowaliście. Akhsklhgk tak się cieszę.
W każdym razie, umowa o komentarzach nadal obowiązuje, im więcej tym następne ff pojawi się szybciej.
A w tym czasie Alanek przechodzi na mały urlop c:
No i ten, dzięki jeszcze raz.
Do napisania, kochani!
Kells z Alanem..
OdpowiedzUsuńUroczo ^^
Bardzo podobał mi się ten rozdział,
Mimo, że wole Kellica takiego Kellicowego XDDDDDDDD
Czekam na Jalexa i kontynuacje <3
Nie narzekaj, supi jest XDDDDDDDD
UsuńKontynuacja jak najprędzej, poproszę XDD
OdpowiedzUsuńNO NO CO SIE POROBIŁO XD
ALANEK I KELLINEK, HYHYHYHYHY SŁODKO ♥
ale mało Matty'ego a tak na niego liczyłam :C
Wracaj do nas z jalex'em jak najprędzej :)) weny, bardzo kc /Merry
NIENAWIDZĘ CIĘ, JAK MOGŁAŚ TO ZROBIĆ XDDDDDDDDDD
OdpowiedzUsuńKELLIN I ALAN, ALAN I KELLIN. NIE PASUJE MI TO XD
ale dobra, wierzę, że masz jeszcze jakieś asy w rękawie, bo to tak nie może być XD
ogólnie, opowiadanie było super, fajnie się czytało.
czekam na tego jalexa i weny kicia :* /i
Moje shipperskie serduszko cierpi. Jak mogłaś xd
OdpowiedzUsuńWszystko było cudne, uwielbiam styl twojego pisania, chyba zacznę czytać jeszcze raz :)
Dużo weny, czekam na kontynuację.
I jalexa. Wreszcie jakiś dobry polski blog z fan ficami :))
Dziwnie jakoś xD Jeszcze nie wiem czy pozytywnie, czy nie. W każdym razie sam rozdział jest świetny jak i całe opowiadanie :)
OdpowiedzUsuńUsuń to, nikt tego nie czyta
OdpowiedzUsuńCZEMU BEZ PRZERWY KTOŚ MNIE HEJTUJE XDDDDDDDDDDDDDDD
UsuńOj, dużo osób to czyta.
1 - nikt cie nie pytał o zdanie.
2 - cieszę się,że ty masz talent do pisania czegokolwiek
3 - jastrzębski wypad z mojego bloga XDDDD
Baj.
chyba umarłam.
OdpowiedzUsuńcudny, no nie mam słów.
wracaj szybko z Jalexem :*
nie przejmuj sie, ja to czytam :))))
OdpowiedzUsuńno i weny do jalexa /anonimek
No to zostaje tylko czekać na Jalexa.
OdpowiedzUsuńCałe opowiadanie naprawdę mi się podobało, to jeden z moich ulubionych blogów, więc gratuluję i zazdroszczę talentu :)
Wracaj szybko, weny :)
Opowiadanie było super, czytam jeszcze raz i aktualnie jestem przy 10 rozdziale.
OdpowiedzUsuńGratuluję i weny
CZEKAM
OdpowiedzUsuńZanim przejdę do skomentowania tego rozdziału, apeluję osobę kilka komentarzy wyżej o łaskawe wypierdalanie stąd. Wiele osób czyta tego bloga i jest naprawdę zajebisty, więc spierdalaj, serio:")
OdpowiedzUsuńA teraz już na temat...Chociaż nie, bo nie mam bladego pojęcia co napisać. ;-; Do końca miałam malutką nadzieję, że Kells i Vic się pogodzą, no ale taki obrót spraw też mi się podoba
To opowiadanie było świetne i już nie mogę doczekać się Jalexa.
Weny xx
Bardzo dziękuję za miłe słowa, normalnie awww ;-;
UsuńHejka ! Słuchaj zwracam honor i baaardzo Cię przepraszam tamten Kellic no prawda.. Przypominal troche tego co Dżo pisała.... Ale DAJ MI DOKOŃCZYĆ ! Ten jest zajebisty ♥ czytam dopiero dzisiaj ( dziś zaczelam i dziś skonczylam ) bo jest zajebisty ! Widać że pisalas sama i naprawde to byl jeden z moich ulubionych Kelliców ! ^^ tekże powtarzam jeszcze raz zwracam honor i PrZePrAsZaM ! Bosko piszesz ! ♥ naprawde jestem w szoku.. Masz talent kobieto ! xd Wszystko było supcio tylko szkoda że tak krótko... ;p oki to tyle ♥ ;*
OdpowiedzUsuńNawet jakbym chciała to nie mogę ci przerwać, wiesz o co chodzi.
UsuńWow, wreszcie ktoś łaskawie stwierdził, że nie plagiatowałam czyichś prac, czuję się zaszczycona.
Hej, jeszcze będzie kontynuacja, don't forget
Dzięki za miłe słowa, a komentarzy typu 'ooo żal, gdzieś to już czytałam/em!!!!!!!1!1!11!1!oneone' nie biorę do siebie. Chociaż miło, że przeprosiłaś.
Ale taka prawda, głupio mi było wtedy... ale teraz kiedy skończyłaś Jalex'a jestem naprawdę pod wrażeniem Twojego talentu <3 i nie mogę się doczekać tej kontynuacji ^^ awww (zresztą, pewnie widziałaś już moją podjarkę XD ) KC <3 ^^
Usuń