- C-co? - zakrztusiłem się kanapką.
Chłopak poklepał mnie po plecach, bym mógł ustabilizować oddech. Cholera, nie myślałem, że ludzie są na tyle wredni by nagrywać człowieka pod wpływem alkoholu podczas stosunku. Fakt, popełniłem kilka błędów, dobra, nie kilka, wiele, a jednym z nich była właśnie ta impreza.
Jack poklepał mnie po plecach bym mógł wykrztusić resztki tego pysznego śniadania, które jeszcze chwile temu pochłaniałem z ogromnym apetytem, natomiast teraz miałem serdecznie dość wszelkiego rodzaju jedzenia, nawet pizzy.
Chciałem jak najszybciej wyjaśnić wszystko z Victorem, w końcu jego to również dotyczy. Tak więc, wybiegłem ze stołówki, co spotkało się z wieloma roześmianymi spojrzeniami, które tyle o ile zignorowałem, po czym zacząłem szukać swojego chłopaka. Sprawdziłem łazienki, sale lekcyjne, korytarze, szatnie sportowe, niestety nigdzie go nie było. Wściekłość oraz przerażenie wzięły nade mną górę, ręce trzęsły mi się niemiłosiernie, a kolana zmiękły. Upadłem na podłogę obijając przy tym głowę.
Leżałem bezsilnie na środku przejścia czekając na ratunek, na rycerza z bajki, który powie, że wszystko będzie ok, że wesprze mnie w tym trudnym momencie, bo jakby nie patrzeć - cała szkoła miała nagrane moje jęki podczas seksu. Jedyne co czułem to wstyd. Wstyd mi było po tym spojrzeć znajomym w oczy. Wstyd mi było iść korytarzem. Najchętniej zakopałbym się pod ziemię i już nigdy stamtąd nie wychodzić. Chciałem zacząć płakać, po prostu ryczeć jak małe dziecko bez cukierka. Chciałem wszystkich pozabijać. Chciałem zemsty.
- Kellin, czemu leżysz na podłodze?
Alan usiadł koło mojego niby martwego ciała.
- Wszystko się sypie - szepnąłem przez łzy.
W tamtym momencie po prostu nie wytrzymałem. Rozryczałem się, bo nie widziałem innego wyjścia.
Przytuliłem Ashby'ego, a ten zaczął gładzić mnie po plecach, bym przestał płakać.
- Ciii, nie płacz już - powtarzał wciąż gładząc moje plecy.
Z czasem uspokajałem oddech, a słony płyn przestał cieknąć.
- D-dziękuję - powiedziałem trzęsącym się głosem.
Cóż, siedzieliśmy na środku korytarza, gdzie co chwilę szła jakaś osoba chichocząca pod nosem.
- Chodź, pójdziemy do toalety.
Chwilę później staliśmy przed lusterkiem w łazience. Obmyłem twarz zimną wodą, po czym spojrzałem na rudzielca zawzięcie wyczekującego wyjaśnień.
- O co chodziło? - nagle zapytał po chwili ciszy.
Czyli jeszcze nie wiedział. Przynajmniej on.
- Pamiętasz Vica, nie? Kilka tygodni temu zaprosił mnie na imprezę organizowaną w jego domu. Bawiłem się świetnie, trochę wypiłem no i uprawialiśmy seks. Byłem spity w cztery dupy, nie ogarniałem co się koło mnie działo, nawet nie pamiętam tej nocy. Dzisiaj na stołówce podbiegł do mnie Jack, ten wysoki chłopak z włosami jak skunks.
- Tak, pamiętam go. - przerwał.
- No więc, podszedł do mnie i pokazał pewno nagranie.
- Słyszałem to nagranie, Tony mi pokazał. Jakieś jęki, przeżyłbym bez tego.
- To ja jęczę na tym nagraniu - szepnąłem. - Ktoś nagrał odgłosy, które wydawaliśmy i teraz cała szkoła to ma. Calutka.
- O Jezu, Kellin, przykro mi. Wyjaśniłeś to z nim?
- Miałem zamiar, ale tak jakby wylądowałem na ziemi - mruknąłem.
- W takim razie idź go znajdź teraz. Napisz do mnie później jak ci poszło.
- Dzięki, Alan.
Wyszedłem z pomieszczenia oraz znów zacząłem szukać starszego Fuentesa.
*
Siedział na murku z twarzą schowaną w dłoniach, raz po raz pociągając nosem. Podszedłem na tyle blisko, żeby zobaczyć jak jego łzy spływają po palcach, a następnie skapują na piasek. Gdy usłyszał kroki, niemal natychmiast zaprzestał poprzednią czynność.
- Uh, co ty tu robisz, skarbie? - zapytał niepewnie.
- To samo pytanie do ciebie, skarbie.
Uśmiechnął się słabo.
- Myślę.
- Nad czym?
- Nad niczym.
- Vic, słyszałem to nagranie. - odparłem.
Otworzył szerzej oczy, lecz wciąż zachowywał kamienny wyraz twarzy. Był przerażony, ja to wiedziałem. Jego oczy zdradziły wszystko.
- Nie wiem o czym mówisz, Kell. - powiedział poważnie.
- Nie rób ze mnie idioty, Victorze. Podczas twojej wspaniałej dyskoteki kiedy przespaliśmy się ze sobą pierwszy raz to ktoś nas uwiecznił. Wiesz coś na ten temat? - zapytałem zirytowany.
Bardzo ciężko było mi wypowiedzieć te słowa, szczególnie, że żadne z nich nie chciało przejść mi przez gardło.
Przełknął głośno ślinę.
Po nie otzrymaniu odpowiedzi odwróciłem się na pięcie oraz odszedłem. Nie jestem bezuczuciową osobą żeby to znosić. Nie jestem robotem.
*
- Jack, ja naprawdę nie wiem co robić. - szepnąłem.
Siedzieliśmy w sali od angielskiego, nauczyciel znów pierdolił głupoty, a ja myślałem nad całą sytuacją.
- Wierzysz mu? - odparł.
- Nie wiem...
- Ja ci nie mogę pomóc, Kells. Sam musisz wiedzieć co robić, sam musisz podjąć decyzję.
- A ty co byś zrobił na moim miejscu?
- Zerwałbym, ale nie sugeruj się tym. To twoje życie.
Być może to nie był najgorszy pomysł. Niby Vik zaprzeczał, ale nie chciał powiedzieć prawdy, zresztą słabo mu szło jej ukrywanie.
Po lekcji podszedłem do Mike'a. Jako brat mojego chłopaka ma obowiązek wyjawić mi wyjaśnić na czym stoję. Raczej gorzej się nie stanie.
- Hej!
- O hej! - zawołał.
- Um, słuchaj, mam sprawę.
- Stary, wal śmiało! Na wszystko odpowiem!
*
- Ty pierdolony kłamco! Kochałem cię! Naprawdę myślałem, że też mnie kochasz, że planujesz stworzyć ze mną coś więcej, a ty okazałeś się być tacy jak inni. Dokładnie taki sam! Zachowałeś się jak ostatnia świnia. To koniec. Koniec z nami, Fuentes. - wrzasnąłem ze łzami w oczach oraz wróciłem do budynku szkoły.
¤Vic¤
Cholera, ktoś sypnął o zakładzie. Nie dość, że nagrali mnie podczas seksu to jeszcze straciłem najważniejszą dla mnie osobę. Tak, naprawdę kochałem Kellina, najmocniej na świecie. To cudowna osóbka, a ja spieprzyłem sprawę. Zresztą, jak zwykle nie umiem dbać o miłość, nie umiem jej pielęgnować.
Biegłem za nim, błagałem o przebaczenie lecz on pozostawał nieugięty. Nie dziwię się.
Moje próby przeprosin wciąż zostawały odrzucane, więc postanowiłem załatwić ten problem od środka. Czyli porozmawiać z Jaime'ym. Wystarczyło trochę pomyśleć, by wywnioskować iż to tylko jemu napisałem co będziemy z Kellsem robić i kiedy.
Znalazłem go w szatni od wfu. Siedział zadowolony obok Mike'a, który zawzięcie szukał czegoś w telefonie.
- Preciado, musimy pogadać - warknąłem.
Chłopak wstał z drewnianej ławki, po czym stanął przede mną. Miał tak wredny wyraz twarzy, że w tamtym momencie miałem ochotę mu pokazać kto tu rządzi. Jednak opanowałem emocje.
- Słuchaj uważnie, bo powtarzać nie będę. Powiedziałeś coś Kellinowi o naszym zakładzie?
- Skąd takie podejrzenia? - zaśmiał się donośnie.
Złapałem jego biały t-shirt, po czym przycisnąłem go do ściany.
Nie było czasu na zabawę w kotka i myszkę.
- Stary, spokojnie, nic mu nie powiedziałem.
- A na temat nagrania coś wiesz? - zapytałem.
- Niee.. - mruknął.
- Kurwa Jaime, to nie pora na to, po prostu oczekuję prawdy - syknąłem.
- Dobra, to ja was nagrałem.
Wtedy po prostu nie wytrzymałem. Jeden cios i leżał na podłodze z krwawiącym nosem.
Buzowały we mnie wściekłość oraz nienawiść do otoczenia, więc nawet nie miałem zamiaru powstrzymywać się od agresywnych czynów.
Zostawiając chłopaka na ziemi ruszyłem w stronę wyjścia.
*
Doskonale wiedziałem, że Kellin w szkole nie będzie mnie słuchać, bo to samo zrobiłbym na jego miejscu także darowałem sobie, bo wymyśliłem zupełnie inny plan, który raczej wypali. Powinien.
Po skończonych lekcjach odczekałem dokładnie sześćdziesiąt minut, a później podjechałem pod dom Kella.
Była późna godzina, bo siedemnasta trzydzieści osiem, wszyscy byli wykończeni po pracowitym dniu nauczania, jeszcze dodatkowe przeżycia, które zapewnił mi oraz Kellinowi Preciado, a ja osobiście padałem na ryj.
Choć dzisiejsza noc i tak będzie bezsenna, pomyślałem.
Wyszedłem z auta, zamknąłem drzwi, po czym zapukałem w ciemne drewno oddzielające świat zewnętrzny od wnętrza domu państwa jakichśtam. Szczerze, nawet nie znałem ich nazwiska.
Przede mną stanął gruby mężczyzna w średnim wieku, wyglądał na po czterdziestce. Łysa głowa oraz gęsty zarost sprzed kilku dni wcale nie odejmowały mu lat, choć pewnie tak myślał.
- Dobry wieczór panu, czy zastałem Kellina?
- Owszem siedzi u siebie w pokoju. Wejdź. - powiedział niskim, przeszywającym głosem.
*
- Ile razy mam ci to jeszcze tłumaczyć? Skrzywdziłeś mnie, cholernie mocno, nie wybaczę ci, nigdy, przenigdy, a ty masz jeszcze tupet się tu zjawiać i prosić mnie o wybaczenie? Pojebało cię do reszty? - wykrzyczał przez łzy.
Mój plan nie wypalił. Straciłem go, straciłem mojego małego skarba.
_________________________________________________________________________________
Ok ludzie, ogłoszenia parafialne.
Jeszcze jeden rozdział i koniec! Następny post będzie baaaaardzo krótki, ale to według mojego planu, spokojnie. Just sayin'.
Ogólnie początkowy zamysł na tego bloga był taki, że publikować będę tylko i wyłącznie Kellice, jednak jestem bardzo zakręconą osobą, często zmieniam zdanie. Więc przed kontynuacją tego ff zamieszczę krótkiego Jalexa (Jack Barakat + Alex Gaskarth, wszyscy znają, ok). Będzie miał coś około 13 rozdziałów, nie więcej. Jeszcze nie rozplanowałam tego do końca, soł wszystko może się zmienić.
Cashby'ego też tu dodam. Ogólnie obsesyjnie fangirluję te 3 shippy. Nastawcie się na te opowiadania, bo będzie dużo seksu, pełno niespodzianek bla bla bla X'D
Ok, liczba komentarzy pod poprzednim postem bardzo mnie zaskoczyła, przybyło tu trochę czytelników (za co dziękuję!). Ostatni chapter pojawi się w weekend, idk do końca czy w sobotę czy w niedzielę. To tego czasu poproszę ogrom komentarzy tutaj c:
Rozdział pisany pod ogromnym wpływem napojów energetycznych, dużej ilości kaw, więc przepraszam za błędy.
Do napisania niedługo, mam nadzieję XD Oczywiście jeśli się pośpieszycie z komentowaniem.
Buzi, buzi, buzi.
pierwsza!
OdpowiedzUsuńnie kończ jeszcze noooooooooo
nie przeżyję
umrę
ale twojego jalexa chętnie poczytam XD
weny do następnego xx /anonimek
Mam dosc, jestem wkurzona
OdpowiedzUsuńKellin to ciota
Mam go tez dosc
Viktur taki agresor, huh :')
Nie możesz teraz skończyć po tym tego opowiadania ;-;
Czekamy na Jalexa i Cashby ;-: <3
Na Austlana czekasz? :>
UsuńAleż halo, nie denerwuj się, planuję coś lepszego, choć pewnie znienawidzisz mnie jeszcze bardziej XDDDDDDD
KC BARDZO. CHCIAŁAM NAPISAĆ "KC BARAKAT" IDK XDDDDDDDDD
Jak planujesz coś jeszcze lepszego to naprawdę się boję co to /i
Usuńjak moglas nam to zrobic .-.
OdpowiedzUsuńchcemy jalexa ! :*
OdpowiedzUsuńweeeny <3
Mówił już jak bardzo Cię kocham?
OdpowiedzUsuńTakie historie naprawdę dobrze się czyta, a Twoja jest jedną z lelpszych jakie czytałam.
Czekam z niecierpliwością kochana! :)
Mam nadzieje, że albo Alan albo Matty wykorzysta tą sytuację :333
OdpowiedzUsuńOkropna ja XD ale mimo to troche mi szkoda Vic'a bo tworzyli z Kellinem w tym ff całkiem ładniutką parę XD
Szkoda, że to sie wszystko tak potoczyło ALE podejżewam iż nasz Viktur nie powiedział jeszcze ostatniego słowa XDD WENY WENY
CZEKAM CZEKAM CZEKAM. KC /Merry
nie mam już słów. wspaniale
OdpowiedzUsuńJak to jeszcze tylko jeden rozdział...nieee ;-;
OdpowiedzUsuńAle czekam na Jalexa, będzie zajebiście. Czuje to
A co do tego rozdziału...nie wiem co mam napisać. Brak mi słów. Jestem cholernie ciekawa czy Kellin mu to wszystko wybaczy
Chce już następny. Chce natychmiast wiedzieć co będzie dalej. Uwielbiam tego bloga, no. Weny xx