sobota, 6 września 2014

Rozdział XIV (Kellic)

Jak to ja, nie wiedziałem jak zareagować. Z Matty'm przyjaźniliśmy się od dziecka, wszystko sobie mówiliśmy, a on ukrywał przede mną dość istotne informacje. Nawet nie chodzi o jego orientację seksualną, bo doskonale to rozumiem, ale bardziej przerażający był fakt, że Mullins, jak to stwierdził, chyba mnie kocha. Po pierwsze, Victor by go zabił, po drugie, kochałem mojego obecnego chłopaka, za żadne skarby bym go nie zdradził, po trzecie, do rudzielca nie czułem nic więcej jak tylko przyjaźń, więc nie zamierzałem tego zmieniać.
A co cudny Kellin zrobił? Odszedł, zostawiając zestresowanego przyjaciela przed stołówką. Co innego mogłem zrobić skoro nawet nie wiedziałem jak zareagować? W tamtym momencie wolałem uciec aniżeli stanąć twarzą w twarz z problemem. Nie powinienem tak robić, skąd, ale znając życie na pewno bym uległ, jak zawsze.
Nie powiem Vicowi o tej sytuacji. Nie, nie, nie, nie. Nawet nie ma takiej opcji. Chyba wystarczająco pogrążyłem Matty'ego, a Vik mógł tylko pogorszyć sprawę, przecież jakiś czas temu wylądował u pani dyrektor za pobicie tego Cliffa, czy jakkolwiek mu tam było. Następny taki wybryk groziłby wydaleniem ze szkoły.
Otworzyłem szafkę na korytarzu, wyjąłem książkę od plastyki, schowałem niepotrzebne zeszyty i ją zamknąłem. Sprawdziłem godzinę w komórce, odpisałem Victorowi na wiadomość krótkie "Zobaczymy się później", po czym poszedłem pod daną salę, w tym przypadku osiemdziesiąt siedem. Jak już mówiłem, szkoła jest ogromna. Szedłem dobre siedem minut, drałowałem po wysokich schodach, przeciskałem się przez multum spoconych uczniów, wiele razy oberwałem od kogoś z bara, aż ostatecznie dotarłem na miejsce, akurat na dzwonek. Nauczyciel przybył zaraz potem oraz cała klasa weszła do klasy. Wszyscy usiedli w wyznaczonych na początku roku ławkach wraz ze swoimi kolegami. Tylko ja zostałem zmuszony do pochłaniania wiedzy w towarzystwie osób inteligentnych. Krótko mówiąc, siedziałem sam, ponieważ Matt się nie pokazał. Szczęśliwie plastyka to prosty przedmiot, w którego naukę nie trzeba wkładać dużo wysiłku, wystarczy uważnie słuchać. Cóż, tematy styli budowlanych takich jak rokoko bądź barok czy historia obrazów namalowanych kilkaset lat temu przez "wybitnych" artystów nie jest tym, co chciałbym omawiać w liceum, bo wątpię by do dalszego funkcjonowania było mi to potrzebne. Jestem mało tolerancyjny co do sztuki, tak naprawdę uznaję tylko muzykę.
Tym razem pani opowiadała nam o jakże ciekawej budowie kościoła mariackiego. Polska to taki kraj, który można zwiedzić i więcej tam nie wracać. Licznie spotykana pedofilia, chociażby w parafiach - a to niedopuszczalne zachowanie, nawet jeśli nie uznaję się za chrześcijanina - pijaństwo, bezrobocie, istne dno. Choć kiedyś z chęcią pojadę tam zobaczyć niektóre zabytki, ale później będę o tym myślał. Teraz ważna jest tylko nauka, nauka i jeszcze raz nauka.
Lekcja dążyła dużymi krokami ku końcowi. Zostało tylko dziesięć minut smęcenia nauczycielki. Nikt jej nie słuchał, więc mogłaby przestać, za przeproszeniem, pierdolić, bo nikogo to nie interesowało z wiadomych powodów. Ona chyba jednak nakręciła się taką małą korbką, cały czas nadawała, bez przerwy. Nagle jednak do sali zawitała nasza wspaniała dyrektor. Poprosiła nauczycielkę by gdzieś mnie z nią puściła, a trajkotka (tak ją nazywaliśmy) nie miała innego wyjścia niż pozwolić mi opuścić klasę. Byłem przerażony, dyrektorka wyglądała na naprawdę poważną. Nie wiedziałem czego mogła od mojej osoby jeszcze oczekiwać, udzielałem się jako jeden z najlepszych uczniów w historii tej nędznej szkoły, startowałem w wielu konkursach z różnych dziedzin, zdobywałem ogrom wyróżnień, dyplomów, nagród książkowych, a w ostatnim czasie nic nie nabroiłem, ogólnie miałem "czystą kartotekę", z nikim nie wiązałem się w żadne bójki, czy inne niemoralne rzeczy.
Stanęliśmy przed jej gabinetem.
- Sprawa jest taka. Przyjechał do nas nowy uczeń, a twoim zadaniem będzie go wprowadzić w życie szkoły, wytłumaczyć co i jak. To nie trudne, wierzę, że sobie poradzisz. - powiedziała głosem pełnym powagi.
Wspaniały wybór.
- To dla mnie zaszczyt.
Skinęła głową, po czym otworzyła drzwi do gabinetu. Na krześle obrotowym tyłem do nas siedziała postać z rudą czupryną. Włosy odstawały we wszystkie strony świata jak po dobrym seksie, a przynajmniej tyle mogłem zauważyć przez wysokie oparcie fotela. Chłopak - jak wywnioskowałem - wstał, po czym spokojnie obrócił się w naszą stronę.
- Kellinie, poznaj Alana Ashby, ucznia, o którym ci opowiadałam.
Podał mi rękę, oczywiście z uśmiechem od ucha do ucha. Niby odwzajemniłem gest, jednak wciąż byłem w niemałym szoku. Co prawda nasze relacje po zerwaniu określałem jako bardzo dobre, można powiedzieć przyjacielskie, ale utraciliśmy kontakt jakiś miesiąc temu. Nie pisał, nie dzwonił, więc pomyślałem, że po prostu ogarnął swoje życie i mnie już nie potrzebował. A tu nagle bum! Stał zadowolony w mojej szkole, przed moją panią dyrektor. Wyskoczył tak szybko, a zdezorientowany Kellin nie mógł nic zrobić. Nic, zupełnie nic.
- Skoro się poznaliście, to proszę paniczu Ashby byś podążał za naszym najlepszym orłem wśród wszystkich tu uczęszczających nastolatków. Mam nadzieję, że spędzicie miło czas, a nauka nie będzie taka przerażająca i trudna jaką mogłaby się wydawać. - dyrektor oznajmiła do rudzielca.
On skinął głową, wziął mnie za rękę i wyszliśmy z gabinetu. To wydarzenie wstrząsnęło mną na tyle mocno, że nie wydusiłem z siebie ani jednego słowa. Alan ciągle trzymał moją rękę, nie sprzeciwiałem się, skąd, nawet sam podtrzymywałem jego dłoń.
*Kilka tygodni później...*
- Matty, debilu oddaj to! - krzyknąłem.
Na dłuższej przerwie Mullins postanowił zabrać mi telefon i przeglądać smsy wymieniane z rozmaitymi osobami.
- No już już! Poczekaj! "Pamiętaj, że bardzo Cię kocham Kells", no no! - zaśmiał się donośnie, a ja w tym czasie zwinąłem mu zależytą mi własność.
- Więcej nie dam tak łatwo za wygraną - warknąłem odchodząc w stronę Vica stojącego przy Alanie. Któż by pomyślał. Mimo tego nieoczekiwanego gościa moje życie wciąż było poukładane, zaplanowane i bez niespodzianek, a mój aktualny chłopak i mój były dogadywali się bardzo dobrze. Ashby jest takim człowiekiem, którego po prostu trzeba lubić co jest oczywiste.
Lekcje jak lekcje, nudne, bo wszystko wiedziałem, ale czas dany między owymi lekcjami był chyba jednym z najciekawszych momentów w ciągu ostatnich kilku tygodni. Szkoła, dom, nauka, szkoła, dom, nauka, tak w kółko. Raz na kilka dni wychodziłem gdzieś z Vikiem lub Alanem (bo odnowiliśmy znajomość) i tak to wyglądało.
Rutyna.
Teraz siedziałem na stołówce jedząc swoją kanapkę z plasterkami indyka. Pochłaniałem ją na tyle szybko, że każdy przeciętny człowiek dawno by się zakrztusił lecz byłem cholernie głodny. Zauważyłem jedną rzecz. Ludzie ze szkoły patrzyli na mnie z rozbawieniem, a ja nie wiedziałem o co mogło im chodzić. Zawsze istniało tak zwane obgadywanie bliźniego. Mierzyli mnie wzrokiem od góry do dołu, chichotali pod nosem.
Nienawidzę ludzi z mojej szkoły.
Nienawidzę ludzi z mojego miasta.
Ogólnie nienawidzę ludzi.
Są tylko wyjątki, ale zdarzają się one w proporcjach jeden na tysiąc, czyli mało osób może cieszyć się moją sympatią.
- Kellin! Kellin, Boże, dobrze, że jesteś.
Do stolika podbiegł zmachany Jack.
- O co chodzi?
- Patrz - wręczył mi swój telefon. - Podłącz lepiej słuchawki.
Tak zrobiłem, a w mojej głowie zaczęły brzmieć rozmaite jęki, niektóre głośniejsze niż pozostałe.
- No i? - zapytałem zmieszany.
Niekoniecznie chciałem tego odsłuchiwać. Nie było mi to potrzebne do szczęścia.
- To ty tak jęczysz, Kell. Podczas imprezy u Fuentesów, ale to chyba wiesz. Któryś z gości cię nagrał i teraz ma to cała szkoła. Przykro mi, stary.
_________________________________________________________________________________
Proszę bardzo, następny.
Nie podobała mi się liczba komentarzy pod ostatnim postem, więc tu poproszę co najmniej 11, żebym dodała następny.


14 komentarzy:

  1. O mój boże,
    Ja nie daje rady,
    Umieram...
    Opis naszego kraju- strzał w 10 :)
    I Alan,
    Wiedziałam, że prędzej czy później się pojawi <3
    PS. Matty to suka ;-;
    Weny chce nastepny rozdział i wielbie :(((

    OdpowiedzUsuń
  2. borze szumiący, wspaniały no. weny <3 /anonimek

    OdpowiedzUsuń
  3. NIE ŻYJĘ. ZABIŁAŚ MNIE.
    matty powinien w końcu zrozumieć, że kellin jest vica, a nie jego. zaczyna mnie denerwować ._.
    alan... to może być kolejny ciekawy wątek, który pewnie wspaniale rozwiniesz.
    czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu, wiedziałam, że w końcu wyjdzie coś takiego z tej imprezyXD
    A jak czytam o tym spokoju w życiu Kellina i tej rutynie, to mam jakieś dziwne/złe przeczucia. Nie wiem dlaczego, tak jakoś...;-; W sumie po części się sprawdziły przez te nagrania.
    Ogólnie to umieram z ciekawości i chcę już następny rozdział. Kocham to ff po prostu
    Weny xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja pierdziele.....
    Czemu dopiero teraz takie rzeczy się dzieją jak masz kończyć to ff :(((
    Kocham Cię bardzo za to opowiadanie, dużo weny /i

    OdpowiedzUsuń
  6. PRZECZYTAŁAM DZISIAJ WSZYSTKIE ROZDZIAŁY I MAM TAKI NIEDOSYT, ŻE MASAKRA. PROSZĘ CIĘ, PISZ SZYBKO NASTĘPNY BO CHYBA UMRE XD NO I ZYSKAŁAŚ NOWĄ CZYTELNICZKĘ. WENY.

    OdpowiedzUsuń
  7. O. Mój. Boże.
    Tylko tyle jestem w stanie z siebie wydusić po tym wszystkim.
    Weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieje, że nasz kochany Alan coś namiesza XD
    A ja tam kocham Matty'ego i mi nie przeszkadza XDD bo wiem, że z nim będzie ciekawiej :)
    Booooze, ale sie narobiło ;o
    Uwielbiam Cie! Czekam <3/Merry

    OdpowiedzUsuń
  9. Matko. A jednak. Niby można było się domyślić, że prędzej czy później to wyjdzie na jaw, ale... wow. Za kolorowo jednak było. Ciekawa jestem, co dalej z tego wyniknie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Weny KC czekamy xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimy mnie kochają. Czuję się wyjątkowa.
      Kct anonimie.

      Usuń