Najzwyczajniej w świecie się stresowałem. Ten chłopak tak na mnie działał, a ja nawet nie wiem czemu. Oczywiście, nienawidziłem go, co chyba jest rzeczą normalną. Od początku za sobą nie przepadaliśmy, wymienialiśmy zdania tylko w konieczności, ale tam było coś jeszcze.
Bo przecież... nie starałby się zdobyć mojego numeru by oznajmić mi, iż zostawiłem w pracy iPoda. Rozmawiałem przez telefon z Kellinem, którego reakcja była podobna.
Leniwie wstałem z sofy, na której wczoraj wieczorem przysnąłem oglądając telewizję, po czym cicho ruszyłem do sypialni zabrać jakieś czyste ubrania na dzisiaj. Pracę zaczynam o dziewiątej, a była siódma trzydzieści, więc pierwszy raz od dłuższego czasu miałem szansę stanąć w sklepie na czas i nie zdenerwować Riana. Ma już serdecznie dość moich wiecznych tłumaczeń czy zaspań. Cóż, nie jestem człowiekiem punktualnym, nigdy nie byłem. Bywało tak, że po wywiadówce w szkole ponagimnazjalnej dostawałem naprawdę porządne baty od ojca za liczne spóźnienia wypisane na białej kartce otrzymanej od wychowawczyni.
Przez przypadek uderzyłem ręką w szklane drzwi od szafy wydając przy tym cichy jęk.
"Co ty robisz?" Mruknął.
No i go obudziłem, świetnie.
"Nic takiego, szykuję się do pracy."
Coś jeszcze bełkotał pod nosem, ale mało z tego zrozumiałem. Szybkim krokiem wyszedłem z pokoju, by następnie stanąć w łazience. Chciałem jak najszybciej stąd uciec, bo Merrick rano jest nie do zniesienia.
*
"Wow, Barakat, to chyba cud." Zażartował Dawson.
"Jack, serio? Nie spodziewaliśmy się ciebie tutaj tak wcześnie" Oznajmił Matty.
"Ludzie, czy to takie dziwne, że choć raz jestem na czas?"
"Tak." Przytaknęli jednocześnie.
Pokazałem im język i poszedłem na zaplecze szukając Alexa. Na pewno gdzieś tu siedzi, bo zgodnie ze słowami Quinna zawsze przed otwarciem prowadził zawziętą rozmowę, najprawdopodobniej z jedną ze swoich dziewczyn. Jak doskonale wiemy, Gaskarth jest typem cholernego kobieciarza i chyba nie zamierza się ustatkować, ale to jego problem, nie mój.
"Kto tu zawitał?" Zagadał z ironicznym uśmieszkiem.
"Dawaj iPoda" Warknąłem.
Wytrzymałem bez swoich piosenek całą noc, teraz normalnie spałbym ze słuchawkami w uszach, więc jeśli zaraz go nie otrzymam to wybuchnę.
"Oj, no weź, gdzie tu zabawa, co?"
"Nie wiem w co grasz, ale zależy mi tylko na tym urządzeniu. Oddaj mi je." Odparłem lekko poirytowany.
Kogo oszukuję, byłem strasznie poirytowany, niemal wściekły. Nawet nie chodzi o to, że zostawiłem to w pracy, a o to, że ten chłopak sobie pogrywa.
"Oddam ci...."
"Dziękuję." Przerwałem mu oraz wystawiłem rękę czekając na wręczenie przedmiotu.
"Nie przerywaj mi, bo opchnę tego iPoda w pierwszym lepszym lombardzie" Syknął.
Oho, chyba go zdenerwowałem. Zabawny widok.
"W zamian wyświadczysz mi przysługę."
"Niby jaką?" Prychnąłem.
"Jeszcze zobaczę, a teraz trzymaj, muszę odebrać." Odparł przewracając oczami, po czym przystawił telefon do ucha.
Zadowolony wyszedłem z pomieszczenia dołączając do znajomych. Szybko odpaliłem tego głupiego iPoda, o którego było całe zamieszanie. Tak, wreszcie.
Mimo wszystko, wciąż zastanawiało mnie kilka rzeczy.
Jaką przysługę miał na myśli Alex? Mam nadzieję, że nie chodzi o coś upokarzającego, choć po nim można spodziewać się wszystkiego.
Po co tak strasznie chciał zdobyć mój numer telefonu od Kellina?
Huh, on sobie w coś pogrywa, jeszcze nie wiem w co, ale pogrywa. Zresztą, jego sprawa, ja będę się trzymał z daleka. Mam swoją grupkę 'przyjaciół', to mi starczy, zawsze starczało.
*
Jak zwykle siedziałem za ladą co chwilę słuchając zamówień klientów. Był wyjątkowo duży ruch, co bardzo cieszyło Riana liczącego gdzieś w kącie banknoty. Biznes się kręci, jak widać na załączonym obrazku, a to być może oznacza podwyżkę dla mnie. Nie narzekałem na brak pieniędzy, ale kilka dodatkowych papierków tego typu są mile widziane w moim portfelu.
"Hej, Jack, słuchaj, może wybrałbyś się z nami na miasto?"
"Jasne. I tak nie mam nic lepszego do roboty." Mruknąłem.
"To świetnie!" Krzyknął uradowany Trevor. "Jesteśmy my, Kells, Matty, Vic. Trochę nas mało."
"Zaproszę Zacka, mi nie odmówi." Zaśmiałem się cicho.
"Czyli do zobaczenia później." Odparł na odchodnym.
Cudownie, przynajmniej zaczerpnę powietrza, bo nie wypada wiecznie siedzieć w domu. Interakcja z innymi ludźmi też jest ok, przynajmniej tak myślę. W czasie przerwy na lunch napisałem Merrickowi smsa 'Wychodzimy dzisiaj wieczorem. Nie przyjmuję odmowy.'
Po pięciu minutach wróciłem na stanowisko. Ruch w sklepie zmalał, więc miałem chwilę dla siebie. Alex co jakąś chwilę na mnie spoglądał, uśmiechał się szelmowsko, robił głupie miny. Skończony debil.
W pewnym momencie nie wytrzymałem.
"Człowieku, o co ci do cholery chodzi?"
"A to musi mi o coś chodzić?" Zapytał z udawanym zdziwieniem.
Tak bardzo go nienawidzę.
"Nieważne." Uciąłem.
*
"No już chłopaki! Rozruszamy to drętwe Baltimore!" Powiedział donośnym głosem Vik, który postanowił wypić z sześć piw, szczać po krzakach i drzeć się na przypadkowych przechodniów. Krótko mówiąc - był pijany. Zresztą jak cała 'ekipa'. Również ja, choć nie tak bardzo, bo zachowałem rozsądek. Nawet jeśli jutro niedziela. Huh, wolałbym spędzić ten czas przed telewizorem, a nie co sekundę latać do łazienki.
Dwoma grupami ruszyliśmy do parku, by usiąść. Jedna, czyli ja, Zack i Matty od razu znaleźliśmy dogodną miejscówkę. Natomiast druga nie miała już takiego szczęścia. Gdzie nie przyszli tam jakieś starsze panie ich odganiały. Cóż, nawet o tak później porze znajdą się takie osoby.
"Hahah, patrzcie, wskoczę tu."
Spojrzałem na Kellina, który prawie calutki zanurzył się w małym stawiku na środku placu.
Nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać.
Będę mu to wypominał do końca życia.
*
Po czterech godzinach istnej katorgi postanowiłem zabrać się do domu. Przy okazji zgarnąłem Zacka, by później go nie szukać i git.
Szliśmy jakieś dwadzieścia minut, a spowalniał nas nikt inny jak Merrick, który co chwilę upadał na ziemię, chichotał bądź gubił drogę. Skończyło się na tym, że musiałem go nieść, a brak mi siły, więc to było niemałym, naprawdę niemałym wyczynem. Niebo było gwieździste, liście szeleściły pod wpływem wiatru, a ja taszczyłem wielkiego mięśniaka na swoich plecach, wprost cudownie.
Zrzucając chłopaka pod drzwi otworzyłem mieszkanie, po czym pociągnąłem 'zwłoki" do środka. Panowała tu ciemność oraz cisza, czyli moje ulubione rzeczy.
Jednak coś usłyszałem. Skrzypienie łóżka. Być może to alkohol we krwi dawał o sobie znać, a być może ktoś jeszcze tu był.
Cholera, znowu ten dźwięk.
Na palcach ruszyłem do kuchni, wziąłem patelnię, później na palcach dostałem się na piętro do sypialni. Dochodziło stamtąd światło. W tamtym momencie po prostu bałem się jak nigdy, plus miliardy obejrzanych horrorów, plus noc i w telewizji dużo informacji o włamywaczach.
Najciszej jak potrafiłem uchyliłem drzwi, po czym wskoczyłem do pokoju okładając intruza 'bronią'.
"Jack, Jack! Co ty do kurwy wyprawiasz!?"
Zaprzestałem czynność, by zobaczyć nikogo innego jak Alexa Gaskartha leżącego na łóżku.
Co się właśnie stało?
_________________________________________________________________________________
Hejka, to już drugi chapter pisany na bezweniu, także sorry not sorry.
Komentarze = następny, czyli standardowo.
Akcja się rozkręca, cierpliwości XD
Do napisania.
"Niebo było gwieździste, liście szeleściły pod wpływem wiatru, a ja taszczyłem wielkiego mięśniaka na swoich plecach, wprost cudownie"
OdpowiedzUsuńDlaczego czytając to chyba trzeci raz śmieje się tak samo głośno?
Kellin w stawiku, Kellin w stawiku
O nie
Hahahahahahaha
Jack z patelnią w ręku musi być pociągający ;-:
ALEX LEŻY W ŁÓŻKU JACKA
ON MA JAKIEŚ OCZEKIWANIA......
CHCE NASTĘPNY, TERAZ
AHAHAHAHA BOŻE, KOŃCÓWKA MNIE ROZWALA XDD
OdpowiedzUsuńnieee wiem co jeszcze napisać ;-;
Widzę, że się rozkręcasz, a to dobrze, poprawa humoru w postaci rozdziału u mnie mile widziana XD
"Spojrzałem na Kellina, który prawie calutki zanurzył się w małym stawiku na środku placu.
Nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać.
Będę mu to wypominał do końca życia" NOO NIE MOGĘ XD KELLS TAKI BUNTOWNIK XD
Dobra nie pisze więcej bo poziom mojego komentarza jest bliski zeru XDD
Weny, kc! <3 /Merry
Nie wiem co napisać xd
OdpowiedzUsuńWszystko jest w komentarzach wyżej xd
Weny :*
HAHAHAHAHAHAHAHA KOCHAM:** /anonimek
OdpowiedzUsuńNa tego bloga trafiłam wczoraj. Na początku przeczytałam kellica, który był naprawdę zajebisty ;D
OdpowiedzUsuńJalex też niczego sobie, końcówka była śmieszna, dawno brakował mi tak dobrego bloga do czytania <3
Mam tylko takie pytanie. Nagłówek masz z kellicem, nie sądzisz, że należałoby założyć kolejne blogi na kolejne opowiadania? ;)
Nie chcę zwracać ci uwagi, po prostu pytam :)
Życzę dużo weny, czekam xx
Głowny zamysł bloga był, żeby umieszczać tu tylko i wyłącznie Kellica.
UsuńSzybko się nudzę, taka moja natura, a po prostu w pewnym momencie natchnęło mnie, by napisać opowiadania z innymi shippami, bo sam Kellic to trochę nudno.
Postanowiłam zamieszczać je tu, ponieważ nie potrzebnym jest zakładanie miliona blogów. Osobiście bym się pogubiła.
Nad nowym nagłówkiem pracuję. Być może przekonam juju by owy mi zrobiła. Bandy tak bardzo.
Rozumiem, dziękuję za odpowiedź :)
Usuńczekałam i się doczekałam. nigdy nie zawodzisz /i
OdpowiedzUsuńBrak mi słów. Siedzę na tym komentarzem długo, więc wybacz, że będzie go tak mało.
OdpowiedzUsuńChciałam ci podziękowaća za opowiadania, które całkowicie mnie uwiodły :)
Życzę mnóstwa weny :)
Podpisuję się pod komenatrzami wyżej
OdpowiedzUsuńOk, nie mam weny na jakieś supi komentarze i nie mam pojęcia co napisać;;
OdpowiedzUsuńJalex zapowiada się naprawdę fajnie i jestem cholernie ciekawa jak to się rozkręci
Kellin w stawiku X'D
i skąd Alex w łóżku Jacka? ale w sumie to mi nie przeszkadza i mógłby tam zostać :|
No nic, czekam na następny i życzę weny x
CZEMU TAK KRÓTKO :(( CHCE WIĘCEJ, PISZ SZYBKO
OdpowiedzUsuńkiedy następny? :3
OdpowiedzUsuńNie wiem, jestem w trakcie pisania.
Usuń