Powoli zacząłem otwierać oczy, co skutecznie utrudniały mi promienie słoneczne wyciekające zza ciemnych zasłon. Wczoraj chyba zupełnie nie pomyśleliśmy, że na następny dzień czeka nas szkoła, a także pytanie z etyki. Po prostu się upiliśmy. Nigdy nie byłem za takimi rozwiązaniami w temacie smutku, bólu czy czegokolwiek innego, ale najwidoczniej coś skłoniło mnie ku temu, by wyjąć starą, tanią wódkę z biurka i wypić za kumpla, który zerwał ze swoją najukochańszą.
Mruknąłem cicho "Jeszcze pięć minut", po czym starałem się znów zapaść w głęboki sen, tak bardzo potrzebny w owym momencie, ale kogo oszukiwać - nie dane mi było choć raz porządnie wyspanym wstać na lekcje. Zawsze coś musiało temu przeszkodzić, a dzisiaj była to po prostu zimna woda lądująca na moim ciele.
Błyskawicznie zerwałem się na nogi klnąc pod nosem. Kto normalny polewa biednego, skacowanego człowieka lodowatą cieczą? W efekcie byłem cały mokry, wczorajsze ubranie było przemoczone, bez ani jednej suchej nitki. Kapała ze mnie woda, która następnie lądowała na panelach podłogowych i płynęła w stronę Matty'ego wciąż nieprzytomnie leżącego na podłodze przy szafie. Tak, zdecydowanie przesadziliśmy z alkoholem.
Przy drzwiach wejściowych do mojego pokoju stała matka trzymająca duże wiadro, gdzie prawdopodobnie znajdowała się ciecz przed wylądowaniem na mnie. Wyglądała na zdenerwowaną. Wyraźnie widać było, że z trudem powstrzymuje się od krzyku:- Jest za pięć ósma, już dawno powinniście wychodzić do szkoły. Kellin, co ci mówiłam o piciu na początku tygodnia? Przecież to przerabialiśmy.
To fakt, wałkowaliśmy ten temat kilka razy, gdy zerwałem ze swoim chłopakiem o imieniu Jesse. Wakacyjna przygoda, że tak to określę. Zakończenie tego związku wiele mnie kosztowało, ale się pozbierałem do początku drugiej klasy liceum, gdzie aktualnie uczęszczam.
- Przepraszam. - mruknąłem z udawanym skruszeniem i ruszyłem budzić Mullinsa. Chłopak drgnął, prawdopodobnie pod wpływem mojego dotyku. Miał przekrwione oczy, suche usta, potargane włosy. Biedny Matty, nie dość, że Emily go zostawiła, to jeszcze będzie jednym, chodzącym zombie. Na szczęście ja znałem umiar, natomiast on pił kieliszek za kieliszkiem aż do opróżnienia butelek, których było cztery. Później po prostu usnął.
Z trudem pociągnąłem go na łóżko, znajdujące się pod ścianą tuż obok wielkiej szafy z ubraniami, naprzeciwko biurka. Przyjaciel stawiał niemały opór, nie wiem jakim cudem udało mi się go postawić na nogi.
- Trzymaj. - podałem mu dwie tabletki przeciwbólowe wraz ze szklanką wody. Cicho podziękował, po czym szybko połknął pigułki. Powtórzyłem ta czynność, przecież nie będę się męczył cały dzień z okropnym bólem głowy.
- Ej chyba nam matematyka mija.
Spojrzałem na zdenerwowanego chłopaka. No tak, Matt ciągle walczy o ocenę wzorową z tego przedmiotu, strasznie ciężko na to pracuje, a nauczycielka mu tego nie ułatwia wymagając bez przerwy jeszcze więcej. Po szkole średniej chce iść na studia matematyczne, zrobić magisterkę i nauczać w szkołach, a być może nawet zostać wykładowcą na uniwersytetach. Wspólnie mamy bardzo ambitne plany oraz staramy się dojść do perfekcji w swoich dziedzinach.
Do szkoły dotarliśmy równo o godzinie ósmej trzydzieści. Autobus się spóźnił, a pieszo zapewne wyszłoby o wiele dłużej, więc postanowiliśmy czekać. Nie mam w zwyczaju się spóźniać, nigdy nie miałem, jestem dość punktualnym człowiekiem, a to raczej atut niżeli wada.
Na parkingu nie było żywej duszy, stały tylko pojedyncze auta. Spojrzałem na Matty'ego z lekkim zaniepokojeniem. Przecież zawsze tu jest od cholery ludzi, pomyślałem. Najwyraźniej przyjaciel również nie rozumiał zaistniałej sytuacji, ale obaj postanowiliśmy to zignorować.
Spokojnym krokiem weszliśmy głównym wejściem do budynku. Na korytarzu też nikogo nie było. W mojej głowie zaczęły rodzić się najróżniejsze myśli. Może to apokalipsa zombie, może jakiś płatny zabójca wybił wszystkich z miasta i zostaliśmy tylko ja oraz Mullins, albo jeszcze coś gorszego!
Boże, miej mnie w swojej opiece.
- Co jest?
- Nie wiem, Matty, nie wiem. Chodź sprawdzimy dalej.
Zaczęliśmy otwierać kolejno sale, patrzeć czy ktoś jest w środku. Nie przynosiło to żadnych skutków.
Matt jak to Matt już panikował, natomiast ja starałem się ukryć swoje zdenerwowanie, choć z każdą chwilą narastało.
Mimo wszelkich starań nikogo nie znaleźliśmy.
Bezsilnie opadłem na podłogę i opierając się o ścianę myślałem nad kolejną opcją, która nam została. Jako przyszły prawnik nie mogę tak po prostu odpuścić, to byłoby co najmniej dziwne.
Minęło pięć minut, ale wciąż nic nie wymyśliłem. Siedziałem z zamkniętymi oczami opracowując jakiś sensowny plan, aż nagle usłyszałem odgłosy dobiegające z sali gimnastycznej.
Wtedy zaświeciła mi się lampka. Wszyscy uczniowie wraz z nauczycielami gdzieś zniknęli, w salach ich nie było, więc poszli na apel. Jeszcze nie wiem z jakiej okazji, bo na początku drugiego semestru dyrektorka rzadko je organizuje. Trochę powęszę i zobaczę o co chodziło.
- Mają apel, debilu - zakomunikowałem przerażonemu Matty'emu.
Jego mina - bezcenna.
Pociągnąłem go za rękę i szliśmy korytarzami w stronę owej sali. Niektórzy pomyślą, że ta szkoła to istny labirynt, same ślepe zaułki, ale po pewnym czasie - mi to zajęło około dwóch miesięcy - idzie się przyzwyczaić. Wiele tępych nieuków po pewnym czasie z niej odchodziło, co ciekawsze, ich rodzice pozywali naszą dyrektor, żądali zburzenia szkoły. Śmieszne jak ludzie potrafią zachowywać żałosne postawy nie mając racji. Co z tego, że szkoła jest ogromna? Przecież to dobrze, pomieści więcej tęgich głów takich jak ja i Matty, a dyrektorka będzie zadowolona, że jej absolwenci odnoszą sukcesy w życiu zawodowym, że to ona się do tego przyczyniła.
Po około trzech minutach dotarliśmy na miejsce, zajrzeliśmy do środka i w ten sposób moje podejrzenia się sprawdziły.
Zaproponowałem żeby już tam nie wchodzić, zaraz przerwa, a chłopak przystał na tą propozycję.
Praktycznie po pięciu minutach zadzwonił dzwonek. Zacząłem się denerwować, za kilka chwil nadejdzie moja egzekucja, pytanie z etyki. Nie lubię tego przedmiotu, ale muszę go zaliczyć najmniej na ocenę bardzo dobrą, jeśli chcę się dostać na te studia. Ocena wzorowa zadowoliłaby mnie jeszcze bardziej.
Szybko wyjąłem książkę i zacząłem pochłaniać tematy. Etyka jest nudna, ale podobno ma jej być więcej podczas trzyletniej nauki na Uniwersytecie w Memphis. Etyka pracy, etyka tego, etyka tamtego, bla bla bla. Każdy normalny wie, że dzisiejsi adwokaci wcale się tego nie trzymają, czasami nawet żerują w szpitalnych kawiarenkach czekając na potencjalnego klienta, następnie wręczają mu swoją wizytówkę (a raczej swojej kancelarii, bądź kancelarii swojego pracodawcy) i znów wracają do poprzedniego zajęcia. Tak w kółko. Ale czego to się nie robi, żeby zarobić na kawałek chleba, nie? Na szczęście jeszcze nie muszę myśleć o tym, w jaki sposób zdobędę pieniądze na własne utrzymanie, a być może także na utrzymanie mojego przyszłego chłopaka, którym - mam nadzieję - będzie Victor.
O wilku mowa.
Wraz ze swoim meksykańskim towarzystwem wyszedł pewnym krokiem z sali gimnastycznej, jeszcze dyrektorka coś im powiedziała, uścisnęli dłonie oraz odeszli.
Chodzący ideał.
Jest trochę wyższy ode mnie, mierzy jakieś sto siedemdziesiąt pięć centymetrów. Mocno zbudowany. Ramiona ma nad podziw szerokie, imponujące bicepsy wypychały krótkie rękawki bawełnianego polo, chyba specjalnie tak dobranego, żeby podkreślało jego muskulaturę. Dodatkowo założył obcisłe dżinsy i wszystko wyglądało perfekcyjnie.
- Kellin, przestań się na niego gapić. - upomniał mnie przyjaciel.
Oh Matty, gdybyś ty wiedział jakie to trudne odwrócić od niego wzrok chociażby na minutę.
Szatyn spojrzał w naszą stronę, a następnie do nas ruszył.
Oddech mi przyspieszył, można by powiedzieć, że nie mogłem nabrać powietrza w płuca, niemal natychmiast upuściłem książkę trzymaną w dłoniach. Szybko się schyliłem zbierając porozrzucane papiery.
Usłyszałem cichy chichot należący do Vica i moje kąciki mimowolnie się uniosły tworząc uśmiech odkrywający zęby.
Chłopak pomógł mi pochować wszystkie "dokumenty", po czym zapytał:
- Masz coś dla mnie?
Nie za bardzo wiedziałem o co może chodzić, nic mu nie obiecywałem.
- W sensie?
- Miałeś mi odrobić pracę domową na matematykę.
O cholera, całkowicie o tym zapomniałem, a tym samym zaprzepaściłem szansę na otrzymanie niewielkiego uznania w jego oczach. Jak mogłem zapomnieć?
- Co do tego... nie mam jej.
- Jak to nie masz? - zapytał rozbawiony.
Mam takie wrażenie, że jemu wcale nie zależało na głupiej pracy domowej, a tylko i wyłącznie na kontakcie ze mną. Chociaż nie, to niedorzeczne.
- Zapomniałem.
- W takim razie po tej lekcji czeka cię kara. - oznajmił tajemniczo.
Już się boję co to może być tym razem.
_________________________________________________________________________________
Jaki niewypał, omg.
Mimo wszystko - tak będzie tylko na początku. Według moich planów akcja się rozwinie w przeciągu 3/4 rozdziałów.
A co sądzicie o tak dokładnym opisie wszystkiego?
I o rozmyśleniach Kellsa?
Bo mi się nie podoba, lel.
W każdym razie, to tylko początek.
No i czekam na komentarze, są bardzo ważne c:
Cya,
~adrianek
zaskakujesz mnie za każdym razem !
OdpowiedzUsuńwszystko jest super, pisz <3 /i
Świetnie piszesz :)
OdpowiedzUsuńMoże się wydawać, że dokładny opis jest nudny, ale to mi się bardzo podoba :3
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kary :o
OdpowiedzUsuńCzyżby gwałt ? XD
Nie wiem czego się spodziewać.
Super i czekam, dodawaj szybko :*
co ten Vic knuje :o
OdpowiedzUsuńczeeeeeeeekam :* /anonimek
Świetnie piszesz. Bardzo mi się wszystko podoba, chociaz to dopiero początek. Pisz szybko next. Czekam ^^
OdpowiedzUsuń~Ronni
No ciekawe co to będzie za kara XDD
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się to co piszesz. Mimo, że to dopiero pierwszy rozdział zapowiada się naprawdę ciekawie.
Czekam na następny ;3 xx
No nie powiem strasznie mnie wciągnęło.
OdpowiedzUsuńJuż sam początek dosyć dobry.
Akcja rozkręca się powoli ale to nawet dobrze.
To czekamy na nexta xD
~Wera
pisz dalej ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział *-* też jestem ciekawa tej kary :D dodawaj szybko nexta!
OdpowiedzUsuńZaskakujesz mnie za każdym razem,kochanie. Oby tak dalej! Love najmocniej. / Pandzia.
OdpowiedzUsuńPowiem jedno, jest MEGA ����
OdpowiedzUsuń