Nienawidzę latać samolotem! To najgorsze co może być! Wiedza, że jestem wysoko nad ziemią przeraża mnie bardziej niż wycieczka w nieznane. Chociaż tego drugiego wcale się nie boję. Dobrze jest odetchnąć pełną piersią w innym otoczeniu. Ileż przecież można siedzieć w domu? Każdemu by się znudziło, tak jak mi.
Złapałem Biersacka pod rękę, odnalazłem mój bagaż i sprawnie ruszyliśmy do przodu.
Ciekawe czy rodzice w ogóle zauważyli, że mnie nie ma.. Pewnie nie, ale cóż, mają ważniejsze sprawy na głowie niż ich własny syn. Chyba to jakoś przeżyję.
Wziąłem głęboki wdech. Ach, jakie czyste powietrze! Nie było tu prawie żadnych aut, od lotniska zobaczyliśmy ich ze cztery. Miła odmiana, wreszcie mogę usłyszeć własne myśli, a nie mruczenie samochodów.
- Który to? - zapytałem.
Przed nami stały trzy ogromne budynki i gdyby je połączyć, powstałaby niezwykle urokliwa twierdza. Pomarańczowa cegła jedynie dodawałaby tego nastroju, jakby wyrwano ten zamek prosto ze średniowiecza. Haha, już to sobie wyobrażam! Chętnie bym tam zamieszkał. A najchętniej z moim księciem.
- A wiesz, że nie mam pojęcia?
Jedynie przewróciłem oczami, a następnie ruszyłem do środka jednej z budowli. Gdy tylko zobaczyłem recepcję, szybko acz z gracją popchnąłem Andy'ego w jej kierunku. Przecież nie mogę wszystkiego załatwiać! Przyleciałem tu, by wypocząć, by mój mózg wreszcie odpoczął od ciągłego spiskowania i myślenia. Niech chłopak trochę popracuje, nie będę się do tego mieszał. W końcu to moje wakacje.
Niepewnie skierował ruchy w stronę nieszczęsnej recepcji. Wyraźnie widziałem zakłopotanie wypisane na jego bladej twarzy.
- No dalej. - powiedziałem sam do siebie.
Czasami wciąż zadziwia mnie nieśmiałość, ha, wielka nieśmiałość, u dorosłego człowieka, w dodatku z wyglądem Biersacka. Bo nie powiedziałbym, że "chodzące zło" jego pokroju może być nieśmiałe. Myślę, iż nikt by tak nie powiedział. Tymczasem on ma poważne problemy z poznawaniem nowych ludzi. Ech, kiedyś mu przejdzie. Nie może wiecznie trwać w tych samych kontaktach, osobiście zwymiotowałbym widząc codziennie te same twarze. Każdy normalny człowiek powinien zawierać nowe znajomości, im więcej ich jest tym lepiej, zawsze jakoś się przydadzą.
Ja natomiast stanąłem przy niezwykle urokliwej fontannie na środku holu. Ten hotel wygląda mi bardziej na francuski, a nie hawajski. Wyobrażałem sobie raczej kwiaty i na wpół rozebranych mężczyzn z idealnie wyrzeźbioną klatką piersiową, czy tam brzuchem, jak kto woli. Wyobrażałem sobie uśmiechy wymalowane na buziach małych dzieci, matki uspakajające swe pociechy, by przestały krzyczeć i takie tam. Jednak miałem okazję patrzeć na wyrafinowanych biznesmenów w garniakach oraz ich sztucznie uśmiechnięte żony. Właśnie od takiego środowiska uciekam! Nie no, muszę sobie pogratulować wyboru, brawo Alan, jesteś kurwa geniuszem. Mistrzem w tym co robisz. Szkoda, że mistrzem bez mózgu. Ale ten tydzień czy dwa to się przemęczę, nie? Nie po to wydałem pieniądze żeby teraz marudzić. Stało się, trzeba przeżyć i cieszyć się każdą chwilą, bo po powrocie nie będzie tak różowo.
- Co z tego, że Hawaje to kolonia należąca do USA, i tak nie potrafiłem się z nimi dogadać. - oznajmił zmarnowany Andy, na co odpowiedziałem śmiechem.
- Pokój numer..?
- Sto osiem. Nie wierzę, że wybrałeś położony tak wysoko, przecież masz lęk wysokości. Zaskakujesz mnie z każdą kolejną sekundą!
"Haha, ja siebie też.", pomyślałem. Najwyraźniej moje wymarzone wakacje będą albo jedną wielką klapą albo pokonywaniem własnych słabości. Obstawiam to pierwsze.
- No to chodźmy. - westchnąłem bezsilnie.
Po prostu chciałem pójść spać. Byłem wykończony prawie całodzienną wycieczką przez chmury, teraz jeszcze widokiem nadmiernie pewnych siebie, bogatych (tak zakładam, a ja się nie mylę) ludzi. Chciałem odpocząć od tego wszystkiego.
Gdy już tak staliśmy w windzie, pomyślałem, że może nie będzie tak źle. Przecież nie muszę się odzywać do tych wszystkich bufonów, a może nawet poznam kogoś godnego mojej uwagi. I choć nie pora o tym myśleć to chciałbym wyjechać gdzieś indziej. Nie Hawaje, ani żadna z kolonii, zastanawiałem się bardziej nad Europą, jakimś antycznym miastem z ciekawą przeszłością. Ach, byłoby tak pięknie!
Pięć minut jazdy windą później, byliśmy już na samym szczycie, tuż przed naszym pokojem. Od samego początku kręciło mi się w głowie, ale siedziałem cicho, bo to również ma być miły czas dla niego. Nie będę narzekać jak jakaś nastoletnia dziewczyna! Jestem przecież prawie dorosłym mężczyzną. Muszę się zachowywać.
Po otworzeniu drzwi od razu pobiegłem do sypialni.
- Nie przeszkadzaj mi! - krzyknąłem tylko i zatrzasnąłem się w środku, że aż szyba prawie wyleciała.
**
- Nudy. - ziewnąłem, jednocześnie patrząc na półnagie kobiety uczestniczące w jakiegoś typu tańcu egzotycznym. Gdybym chciał striptiz, w dodatku damski, co prawdopodobnie w tym życiu się nie stanie, to zamówiłbym tancerki do domu, które zrobiłyby to milion razy lepiej, a tutaj mam w cenie marne wyginanie biodrami. Żenada.
Coraz bardziej ten kutort odrzucał mnie od siebie, aniżeli zachęcał. Nawet napić się drinka nie mogłem, musiałem błagać Andy'ego, by mu kupił. Traktowali mnie tam jak bachora, cholera, mam siedemnaście lat!
**
A najgorsze, że przed ten tydzień nikt nie uznał mej dojrzałości. Został jeszcze jeden i nie wiedziałem jak dam radę. Ten hotel wprowadzał mnie w furię.
Mam to gdzieś, wyjeżdżam jak najprędzej! Nie zniosę tego dłużej.
Zacząłem pakować ubrania do walizek, moje i Biersacka.
- Gdzie jest mój laptop.. - wymruczałem.
Leżał zakopany pod toną bluzek oraz bielizny. Szybko go chwyciłem. Jego tępo przypominało tępo ciężarnej słonicy, więc uruchamiał się z dobre pięć minut.
W wyszukiwarkę wpisałem byle jaki kościół gotycki. Osobiście wielbię ów klimaty gotyckie, więc chętnie zwiedziłbym taki kościółek.
Podróże, podróże i jeszcze raz podróże! To mnie kręci, to chcę robić w życiu, to moja pasja i szczerze, lepiej wybrać nie mogłem.
Zakupiłem bilety do Haarlem. Cóż, muszę oznajmić Andy'emu, że wyjeżdżamy spełniać me dziwne marzenia!
___
Wreszcie długi żeby każdemu odpowiadał, i nawet fajny. Wyszedł mi, jestem z siebie dumna, takie bezwenie i bum, stworzyłam coś, co można przeczytać.
Rozdział dedykuję promyczkowi Martynce - nie przejmuj się, w końcu znajdziesz ten gotycki kościółek X""D
No ja się starałam, ale co poradzę, że Twojemu promyczkowi nie wychodzi nawet szukanie kościółków .-.
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle idealny, wszystko co Twoje mi się podoba.
Alan Ty wybredny buraku...
Nic dodać nic ująć.
Kocham Biersacka, tym oto zakończę ten bezsensowny komentarz nie mający ładu i składu.
Oczywiście czekam na więcej i weny zmęczony jednorożcu.
"Wreszcie długi żeby każdemu odpowiadał" no przepraszam, już nie będę
OdpowiedzUsuńI szczerze mówiąc nie spodziewałam się twojego powrotu do tego opowiadania, ale dobrze że zdecydowałaś, w końcu podobają mi się twoje postacie (brzmi jak postęp!)
Andy jest super, Alan trochę mniej, ale wciąż super i gotyckie kościoły też są super
Nie wiem co napisać, wybacz pieprzenie od rzeczy, znowu tłumaczę się czwartą nad ranem i brakiem mózgu
Ekhm, więc życzę weny i w miarę szybkiego powrotu z nowym rozdziałem xxxoxoo