sobota, 13 grudnia 2014

6. (Kellic)

Pierwsza nad ranem. Godzina niby późna, ale i wczesna, trudno dokładnie określić jaka ona jest. Wiem jedno - nie spałem już. Prawdopodobnie ze stresu przed zobaczeniem miłości mojego życia, chociaż bezsenność może mieć inne podłoże, na przykład powodem będzie ciężka choroba. Właśnie, przypomniałem sobie dowcip. Co jest gorszego od kraba na pianinie? Rak na Twoich organach. Od małego uwielbiałem czarny humor, tak naprawdę jedynie takie żarty mnie śmieszyły.
Jeszcze raz spojrzałem na zegarek, by się upewnić czy na pewno jest tak rano. Niestety było, a czułem, że nie dam rady ponownie zapaść w sen, nawet ten najpłytszy, więc wstałem z łóżka. Leniwym krokiem ruszyłem do łazienki, gdzie wziąłem krótki prysznic, umyłem zęby i tym podobne. Następnie zjadłem szybkie śniadanie w salonie, jednocześnie oglądając poranne wiadomości. Znowu mówili o psycholach, powodziach, napadach. Co się dzieje w tych Stanach? Żartuję, mnie to rybka, najważniejsze, by w Memphis można było żyć. Jak na razie nigdzie nie planuję wyprowadzki. Skończę studia, zdobędę dobrze płatną pracę, kupię dom w centrum, może nawet adoptuję dzieci, krótko - ułożę sobie życie. Niestety, by tak się stało, potrzebuję Victora. Wiem, ostatnio tylko o nim myślę. Po prostu jestem cholernie szczęśliwy, że dostałem szansę. Chciałbym zacząć wszystko od nowa, lecz "na przeszkodzie" stoi szkoła. Czemu? Do wieczora jeszcze kawał czasu, a ja muszę iść na zajęcia. Pewnie przesiedzę tam, rozmyślając. Czyżby mały Kellin znów poczuł to co w liceum?
Po skończonym posiłku, obudziłem Tay co było, hmm... wyzwaniem, jednak musiałem, bo minuty na zegarku leciały nieubłagalnie szybko, sprawiając iż była niemal dziewiąta. Gdy wstała, czułem się jakbym dopiero co zszedł z ringu. Twarz miałem podrapaną, prawdopodobnie na rękach uformują się ciemnofioletowe sińce. Więcej jej nie budzę!
- Jedziemy autobusem? - zapytałem po chwili, jednocześnie patrząc na dziewczynę.
- Chyba po coś mam prawo jazdy. - odparła ugryźliwie.
- Taylor z rana jak śmietana. - zażartowałem.
Ona tylko przewróciła oczami, ubrała wysokie koturny, założyła bluzę, otworzyła drzwi i wyszła, zostawiając mnie w przedpokoju. Również założyłem buty, zakluczyłem owe drzwi oraz pobiegłem za Jardine. Sprawnie wsiadłem do auta.
- Naprzód przygodo! - wykrzyknęła.
- Jesteś psychiczna, zapomniałaś dzisiaj wziąć swoje psychotropy? - spytałem z uśmiechem od ucha do ucha.
- Następnym razem idziesz pieszo, Quinn.
Tak zakończyła rozmowę. Bardzo dobrze. Co prawda, lubię jej dopiekać, wręcz uwielbiam, ale co za dużo to niezdrowo, jak powiadają. Wolałem w duszy się modlić, aby ten dzień minął jak najszybciej i żeby był już mój upragniony wieczór.
*
O dziwo, lekcje zleciały naprawdę szybko, a profesorzy postanowili nas tak nie męczyć pytaniem. Mogłem spokojnie siedzieć, nawet na etyce usnąłem. Taki ze mnie okropny student! Łamię reguły, kto by pomyślał!
Wróciłem do willi. Boże, jak ja się stresowałem. Czułem, że flaki normalnie latają w moim brzuchu, oczywiście sprawiając mi ból nie do wytrzymania. Co ubrać? Jak uczesać włosy? Tyle pytań, a żadnej odpowiedzi. Cholera.
- Taylor Kathleen Jardine, w tej chwili cię widzę w garderobie! - krzyknąłem.
- Boże, Kellin, nie tak oficjalnie! - usłyszałem.
Szybkim krokiem ruszyłem do umówionego miejsca.
- Co jest?
- Mam randkę, to jest! - ponownie podniosłem głos. - Nie randkę. Nie wiem co to jest, Tay.
Przytuliłem ją, jednocześnie ocierając pojedyncze łzy. Stres mnie wykończy.
- Wybierzemy ci jakiś ładny strój, wszystko będzie ok, a teraz przestań ryczeć, bo rozmażesz sobie makijaż, panienko. - odpowiedziała.
- Nie jestem panienką. - mruknąłem.
- Jesteś, a teraz, jak chcesz dzisiaj wyglądać?
- Nie wiem.
- Hmm.. - zamyśliła się.
- Proszę, nie karz mi zakładać garnituru. - powiedziałem błagalnie.
- Masz to i nie narzekaj, bo więcej ci nie pomogę. - odparła ugryźliwie wręczając mi ciemne spodnie oraz szary t-shirt.
- Jesteś aniołem! - pocałowałem ją w policzek.
Posłała mi nieśmiały uśmiech, który odwzajemniłem, a następnie uciekłem do łazienki zmienić ubranie. Zostało jakieś dwadzieścia minut, czyli bardzo mało. Co ja zrobię przez dwadzieścia minut? Ludzie, zgłupieję. Co jeśli się czymś ubrudzę? Nie mam drugiej takiej samej bluzki. Co jeśli podrę spodnie? Co jeśli się spóźnię? Co jeśli on się spóźni? Co jeśli, nie wiem, co jeśli on nie przyjdzie?
Nie może nie przyjść.
Miałbym złamane serce.
Mniejsza, ubrałem dane ciuchy, uczesałem swoje kruczoczarne włosy, umyłem twarz, wypsikałem na siebie cały dezodorant, przewróciłem się z cztery razy. Zestresowany Kellin = niezdarny Kellin. Zestresowany Kellin = porażka. No cóż, w tamtym momencie byłem chodzącą porażką.
- Wychodzę. - oznajmiłem.
__________
Znowu za krótki, znowu nudny, znowu okropny, idk co jeszcze. Po prostu brakuję mi czasu, cieszcie się, że w ogóle coś dodaję w terminie.
15 komentarzy - następny.

16 komentarzy:

  1. cudny wcale nie krótki *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Może trochę przy krótki ale nie nudny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze - żart o raku z zrobił mi dzień. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam tak zjebane poczucie humoru XD
    No i liczyłam w końcu na to spotkanie z Victurem, ale niestety będę musiała jeszcze poczekać. Czy dam radę? agh
    Rzeczywiście rozdział trochę krótki, ale nie znaczy to, że jest zły. Rozumiem, teraz z czasem szczególnie kiepsko.
    Idk, nie mogę się juz doczekać następnego
    Luv Xo

    OdpowiedzUsuń
  4. Może i troszkę krótki, ale napewno nie nudny ! ♥ jejku tyle emocji !!! ^w^
    Niech sie spotkają, niech sie pogodzą, niech... Och ! Chcę już seksy ! ♥
    Kocham Cie, życzę weny, i CZASU i czeekam ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Krótko troche ;-;
    Ale przynajmniej jest :)
    Wierzyłam bardzo, że już w tym rozdziale opiszesz spotkanie Victora z Kellinem ;-;
    No cóż, nie musi być tak jak ja chcę a z resztą będę jeszcze bardziej czekać XD
    Weny :)/ Merry

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma to jak napisać fajny komentarz, który robi nagle puf i znika :')
    W skrócie:
    Jejku, zawiodłam się ;-;
    Tak bardzo chciałam już to spotkanie.
    Nie dam rady tak długo czekać.
    ("Zestresowany Kellin = niezdarny Kellin. Zestresowany Kellin = porażka" - muszę to zapamiętać).
    Jestem prawie pewna, że teraz się spotkają wszystko będzie super, a potem zrobisz mega
    dramę, którą będę przeżywała i znowu się poryczę.
    Nie żeby coś mi nie pasowało.
    Dodawaj szybko rozdział, bo nie wiem czy wytrzymam tyle czasu :(
    Weny, kocham♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Czarny humor jednak wygrał wszystko.
    Nie sądzę, żeby był krótki czy nudny. To raczej takie..budowanie napięcia xD Teraz jeszcze bardziej będziemy ciekawi co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam pomysłu co napisać, więc poprostu napisze, że jest supi :') i to budowanie napięcia, jak to powiedziała Imperfecta tez jest supi ^^ w każdym razie. Czekam i weny i czasu przede wszystkim ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. po co przeciągasz tak czekałam na Viktura
    żartuje jest super
    super, tak /anonimek

    OdpowiedzUsuń
  10. Tyle łączy mnie z Kellinem XD też lubię czarny humor ;D
    Rodział jest super,nie przejmuj się,że krótki ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dobrze, że są krótkie. Będzie ich więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. kiedy rozdział ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli się wyrobię na sobotę to w sobotę, jeśli nie to później, serio nie wiem XD

      Usuń
  13. Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zadziwiasz, byle tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń