- Jaki Vic? - mężczyzna zapytał. - Kellin, do reszty oślepłeś?
- Boże, Alan, przestraszyłeś mnie. - mruknąłem.
- Nawet we mnie widzisz tego jebanego Fuentesa? No fajnie. - warknął.
- Daj mi spokój. - oznajmiłem, może nieco zbyt agresywnie, a następnie zwinnie go wyminąłem, by uniknąć dalszej konwersacji.
Czy to przypadek, że w Ashby'm widziałem Victora? Czemu jego rude włosy zmieniły kolor na brąz, czemu zamiast jego twarzy zobaczyłem twarz Vika? Prawdopodobnie mój mózg zgłupiał do reszty. Albo wciąż za nim tęsknię, albo to po prostu moja wyobraźnia. Choć przekalkulowawszy niektóre rzeczy stwierdzam, iż nie mam się czym frasować. Nie ma sensu powtarzać niektórych rzeczy, warto zostawić przeszłość za sobą. Nie ma sensu pomagać ludziom, skoro za jakiś czas oni cię skrzywdzą. Doświadczyłem wystarczająco dużo zachowań tego typu, więc doszedłem do owego wniosku. Nie potrzebuję niczyjej pomocy, potrafię stanąć o własnych siłach bez drugiej osoby. Potrafię, przecież podniosłem się po stracie Fuentesa, nie zareagowałem na odejście Alana, prawdę mówiąc, miałem to gdzieś. Właśnie, zignorowałem zerwanie! Można? Można. Cóż, niektóre rzeczy przychodzą do nas dość nieoczekiwanie, w najmniej odpowiednich momentach. Uderzają jak grom z jasnego nieba, jak zimna woda w gorącą skórę. Doznajemy olśnienia, wyzwalamy się spod jarzma osób nam niepotrzebnych, zostawiamy tylko prawdziwych przyjaciół, bez których dalsza egzystencja byłaby bezsensowna. Fakt, trochę tęsknimy za pozostawionymi w otchłani zapomnienia, lecz po czasie wszystko stanie się idealne, właśnie bez nich. Przypadek Kellina Quinna, czyli mój, jest trochę bardziej skomplikowany. Chciałbym zapomnieć, porzucić wspomnienia za sobą, ruszyć do przodu. Mimo tego, jak silnego udaję, gdzieś w duszy cholernie cierpię, chcąc wrócić do przeszłości. Jestem po prostu słaby, pragnę znów poczuć jego zapach, pragnę znów go przytulić, pragnę znów usłyszeć głupie słowa "kocham Cię". Przeczę sam sobie, istny paradoks! Moje myśli to paradoks. Moje zachowanie to paradoks. Odrzucam kolejnych ludzi, a później narzekam, że jestem samotny, że nie mam do kogo otworzyć buzi, że mi smutno. Pogrążam się coraz głębiej w depresji, popadam w dołek, z którego ciężko wyjść. Może potrzebuję kogoś, by mnie ocalił?
Kontynuując dalszą wędrówkę nieustannie rozmyślałem, niemal toczyłem zawziętą walkę. Ostatecznie dotarłem pod willę Jardine, wszedłem do środka od razu zdejmując buty.
- O, już jesteś? - dziewczyna zapytała.
Cicho westchnąłem.
- Coś się stało?
- Nie, wszystko w porządku, po prostu trochę za szybko szedłem. - skłamałem.
- Oh, ok, jak coś to zrobiłam kolację.
- Dzięki, nie jestem głodny. - mruknąłem.
Tay popatrzyła się na mnie badawczo, ale porzuciła konwersację, co dało mi wolną rękę, by iść do sypialni. Tak też zrobiłem. Niczym małpka sprawnie pokonałem wysokie schody, szybko otworzyłem drzwi i natychmiast wylądowałem na miękkim materacu.
Czemu sprawy się tak komplikują? Jeszcze kilka dni temu miałem cudownego chłopaka oraz własne mieszkanie, które z nim dzieliłem. Co się zmieniło przez tak krótki czas? Nie mam zielonego pojęcia.
Alan zjebał, nie ja. To on zawinił, nie ja. Gdyby nie jego bezmyślne zachowanie, wciąż bylibyśmy szczęśliwą parą, planowałem nawet po studiach zaadoptować dziecko. Szlag to strzelił.
Jednak... za Ashby'm nie tęsknię. Tęsknię za Vicem. Od początku tęskniłem, od samego początku. Kocham go, tak bardzo go kocham, że mu wybaczę, zapomnę cokolwiek jeszcze zrobił złego w stosunku do mnie. Miłość zawsze przezwycięża przeciwności, prawda? Musi, bo ja bez niego nie przeżyję chociażby sekundy dłużej.
Znalazłem komórkę, wygrzebałem stary numer Vika, który trzymałem od liceum. Teraz albo nigdy, Kells.
Przycisnąłem zieloną słuchawkę.
Jeden sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci sygnał i nic.
- Halo? - odezwał się głos.
O mój Boże, zaraz dostanę zapaści.
- Witam, czy rozmawiam z Victorem Fuentesem? - udałem poważny głos.
- Tak, a ja z kim rozmawiam?
- Jezu, Vic. - otetchnąłem. - Z tej strony Kellin, Kellin Quinn.
- Kellin? - zapytał niepewnie.
- Tak. - zaśmiałem się.
*
Poniosło mnie. Czemu? Skakałem po pokoju jak nienormalny. Umówiliśmy się! Nie na randkę, zwykłe spotkanie. Jeden telefon i wszystkie ciemne chmury odpłynęły. Dostałem szansę, szansę, której po prostu nie mogę zmarnować. Tym razem się uda.
- Tay! - krzyknąłem podekscytowany.
- Kellin, co ćpałeś? Jeszcze niedawno byłeś super zmęczony.
- Bardzo śmieszne. - mruknąłem. - Nie musiałem czegokolwiek ćpać.
- Co jest? - zapytała ostatecznie.
- Zadzwoniłem do Fuentesa.
- Po co znowu dzwoniłeś do Mike'a? Dobrze wiesz, że mi się podoba.
- Nie tego Fuentesa. - odparłem rozbawiony.
- Pojebało cię do reszty, Quinn!? - wrzasnęła. - Przecież on cię zranił. Jak w ogóle możesz się tak zachowywać?
- Ja go kocham, Tay. Uświadomiłem sobie coś. Tak naprawdę przez Alana. Gdy mnie zostawił, zacząłem rozmyślać. Bardzo dużo rozmyślać, aż w końcu doszedłem do wniosku, że jest mi potrzebny. Bardziej niż kiedykolwiek.
- Jesteś pewien? - zapytała, tym razem spokojniej.
- Na to wygląda. - odpowiedziałem szeroko się uśmiechając.
- No dobra. - odparła w końcu. Odetchnąłem. - Ale! Jeśli jeszcze raz cię skrzywdzi to ja skrzywdzę jego.
- Spokojnie, nie skrzywdzi.
Tymi słowami zakończyłem konwersację. Jedyne co teraz potrzebowałem to sen. Mimo wszystko, czas leciał nieubłagalnie szybko, co mnie cieszyło. Spotkać się z Vikiem miałem jutro wieczorem. Pójdziemy na jakiegoś typu spacer po parku albo po mieście. Zresztą, nieważne co będziemy robić ani gdzie, naważniejsze, iż będziemy razem. W swoim towarzystwie. Nie mogę przestać myśleć o jego silnych ramionach, które niedługo mnie obejmą, o jego brązowych, przenikliwych oczach, o jego meksykańskim akcencie, o każdym jego szczególe.
To już za kilkanaście godzin.
__________
Przepraszam, że rozdział jest krótki, ale nie było czasu żebym cokolwiek napisała, to cud, że się w ogóle wyrobiłam, wiecie, próbne egzaminy, zwiedzanie przyszłej szkoły itp.
W każdym razie, zauważyłam pewną rzecz. Coraz rzadziej komentujecie. Jeśli nie wyrobicie się w tydzień to postów nie będzie - proste.
15 komentarzy - następny.
wiedziałam
OdpowiedzUsuńKellin nie może żyć bez Vica
:)))))))
oczywiście, że nie może /wera
Tamten Vic to miał być Vic ;-;
OdpowiedzUsuńNie lubie Alana ;-;
Mała wredna suka
KELLIN SIĘ WZIĄŁ ZA SIEBIE I ZADZWONIŁ DO FUENTESA YEAH!
powiedzcie, że teraz oni razem, super, seksy i w ogóle ;-;
Licze na to, bardzo :(
Weny, kocham misia :(
Kc, jesteś supi
OdpowiedzUsuńi fajnie się dowartościowywujesz
Ostatnio moje komentarze nie mają sensu, no ale sama tego chciałaś. XD
A oólnie rozdział perf, wszystko perf
W dalszym ciągu czekam na Viktura
No i weny Xo
Idealny ♥♥♥
OdpowiedzUsuńBoże to ja dostane zapaści nie Kellin ! XD nie no dziewczyno spisałaś sie ♥ pierwsze zdanie mnie przeraziło. Powiedzialam sobie : " Co ?!?! Jak to Alan przecież... Przecież Vic miał być !!! " XDD a potem jak się wszystko wyjaśniło i jak przeczytałam, że Kelliś dopiero spotka się z Vicusiem to byłam w 7 niebie ♥ w końcu VIC ♥
OdpowiedzUsuńNio dobra ;p Czekam ! ♥ weny ! ♥ i życze Ci czasu przede wszystkim ;p
ZASKAKUJESZ MNIE ZA KAŻDYM RAZEM /anonimek
OdpowiedzUsuńNA POCZĄTKU BYŁAM ZŁA PRZECIE₎Ż TEN PIERWSY VIC MIAŁ BYĆ VICEM
OdpowiedzUsuńALE TERAZ WSZYSTKO MA SENS
❤
Jezusku nazaryjski umarłam *-* Ten rozdział jest uroczy no i Kellin się wziął za siebie ;3 Jak ty to robisz ,że wszystko jest takie realistyczne ....
OdpowiedzUsuńKELLIN ZMĄDRZAŁ! CHWAŁA MU! XD
OdpowiedzUsuńiii już niedługo będzie z Vic'em, musi być, proszę XD
Wiem, że jestem okropna bo dopiero teraz komentuję ale mój poprzedni komentarz się nie dodał chociaż myślałam, że jednak się pojawił ;-;
Mimo to wiem, że wybaczysz, masz dobre serduszko XD
czekam na to spotkanie tak bardzo, ze sobie nawet nie wyobrażasz xd
Nie przeciągam bardziej, weny :)/ Merry
Plus duży za element zaskoczenia :D
OdpowiedzUsuńDobrze, że Kellin się w końcu zdecydował zadzwonić. Zachowuje się jak zakochana nastolatka, urocze ;)
"Spokojnie, nie skrzywdzi." - OBY! Bo nogi z dupy powyrywam, jak to mówią xD
Zabijasz mnie ;)
OdpowiedzUsuńWszystko wspaniale !!!♥
OdpowiedzUsuńBoziu cudowne *-* czeekam ! ^^ w końcu Vic *w*
OdpowiedzUsuńNie przejmuj się długością, bo jest w porządku :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny :)
weny ♥
OdpowiedzUsuń