- Spotkasz się z nim? Beze mnie? - zapytała.
Tay postanowiła odstawić mi scenę, bo jestem umówiony z Mike'ym. Nie sądziłem, że weźmie to wszystko na poważnie, przecież widzieli się tylko raz w życiu. Nie można być zazdrosnym o kogoś, kogo ledwo znamy. Przynajmniej tak myślałem, choć mogę się mylić.
- Tak, napisał do mnie, więc wychodzę. - odparłem.
Przewróciła oczami jednocześnie kontynuując swoją drogę do kuchni, ja natomiast ruszyłem do mojej tymczasowej siedziby, gdzie będę spał i urzędował, do czasu znalezienia czegoś własnego, ale żeby znaleźć coś własnego trzeba najpierw mieć pracę, której nie posiadałem. Już dawno myślałem nad złożeniem CV w jakiejś niewielkiej księgarni, gdyż większych kwalifikacji nie posiadałem. Teraz żałuje, że nie poszedłem do szkoły z gotowym zawodem po jej ukończeniu. Nie zdałem jeszcze egzaminu do palestry (zresztą wyznaczonego na czerwiec), jedyne co potrafię to wyrecytować kilka podpunktów z kodeksu karnego. Z czasem zacząłem naprawdę zastanawiać się, co by było, gdybym wybrał zupełnie inny kierunek nauczania. Matty dla przykładu wyjechał z Memphis (jak już wcześniej wspomniałem) do Oklahoma City w stanie Oklahoma oraz dalej szkoli się w przekazywaniu matematycznej wiedzy małym idiotom. Mullins nauczyciel, już to widzę. Katelynn również wyjechała wraz ze swoim nowym chłopakiem, jednak na Florydę. Oboje uciekli. Jasne, najlepiej tak! Najprostsze wyjście.
- Hej, Tay! - zawołałem.
- No? - odkrzyknęła.
- Nie wiem co założyć!
- Haha, Kellin strojniś. Czekaj, idę tam do ciebie!
Bez przerwy słyszałem jej donośny śmiech. Czemu zawsze musi być taka wredna?
- Co my tu mamy.... - mruknęła, jednocześnie grzebiąc wśród ubrań, prawdopodobnie szukając odpowiedniej "szmaty".
Szukała dobre pięć minut, poważnie, aż wyciągnęła jakąś bluzkę z nadrukiem i jeansy.
- Proszę. - powiedziała dumnie, po czym podała mi ubranie.
- Jezusie. - zaśmiałem się. - Dzięki, już sobie poradzę.
Wszedłem do małej łazienki umiejscowionej na tym samym piętrze co mój pokój. Jardine dostała w spadku po babci dwupiętrową willę, którą zamieszkiwała sama, więc raczej ogarnęło ją szczęście, że chciałem dzielić z nią ten dom. Przynajmniej teraz miała współlokatora.
Sprawnie założyłem dane rzeczy i muszę przyznać, iż całkowicie pasowały do luźnego typu owego spotkania z młodszym Fuentesem. Nie będzie to jakieś nie wiadomo co, po prostu zobaczymy się, pogadamy, może nawet wypijemy kawę, kto wie. W każdym razie raczej zaczerpniemy przyjemność ze swojego towarzystwa.
W korytarzu założyłem trampki, a następnie wyszedłem z domu, jednocześnie żegnając Tay. Dziewczyna jedynie pokiwała głową na znak zrozumienia. Pewnie zabiorę ją kiedyś, o ile jeszcze kiedykolwiek zobaczę Mike'a. Nie to, żebym planował więcej go nie spotkać, tylko najzwyczajniej jestem przygotowany, że jemu też coś odbije oraz postanowi zerwać kontakt. W liceum nie mieliśmy super relacji, skąd, choć mimo wszystko go polubiłem.
Szedłem spokojnie, nie śpieszyłem się, bo nie miałem takiej potrzeby. Zawsze wolę się spóźnić, aniżeli przyjść pierwszym. Czemu? Nienawidzę czekać, nieważne na co, czy na jedzenie czy na kogoś, z kim jestem umówiony. Po prostu nienawidzę. Przechodzą mnie ciarki na samą myśl o czekaniu. W każdym razie dziesięć minut później stanąłem pod ustalonym wcześniej miejscem. Mike'y już tam stał.
- Hejka! - zacząłem.
Chłopak pokazał swoje śnieżnobiałe zęby, by następnie zamknąć mnie w uścisku.
- Ktoś tu się stęsknił. - powiedziałem po wydostaniu się z jego wytatuowanych ramion.
- Może trochę. - zażartował. - To gdzie idziemy?
- Zaproponuj coś? - poprosiłem.
- Panie zawsze wybierają. - odparł.
- Bardzo śmieszne, Fuentes. - mruknąłem. - Chodźmy do kawiarni, postawisz mi gorącą czekoladę!
- No zgoda. - pokwitował.
*
Godzinę osiemnastą uznałem jako odpowiednią, aby wrócić do domu. Jak już wcześniej wspominałem - nie czułem potrzeby zostania z nim chociażby minuty dłużej, lecz bawiłem się świetnie. Porozmawialiśmy, większością żartowaliśmy, tylko czasami schodziliśmy na te niebezpieczniejsze tematy, głównie Alana i Victora. Przez przypadek wygadałem, że zerwałem z Ashby'm, co spotkało się z ogromnym zrozumieniem i tak dalej. Reasumując - było fajnie, trochę niezręcznie, ale fajnie.
Teraz natomiast szedłem spokojnym krokiem, przemierzając centrum Memphis. Cel miałem prosty - pójść spać. Dzień pełen wrażeń dobrze mi zrobił, dzięki temu mój organizm powoli się męczył. Pod koniec dnia po prostu usypiałem. Od domu dzieliło mnie, hmm, uznajmy, iż jakieś czterdzieści pięć minut spacerkiem. Zadzwonić po Tay czy nie zadzwonić? Oto jest pytanie.
Kontynuowałem swoją drogę, czasami mijałem osoby, których nie znałem, co tylko ułatwiało mojej osobie dalszą wędrówkę. Nie bardzo chciałem zostać zaczepiony przez znajomego na ulicy, nie bardzo chciałem wdawać się z nim w konwersację, nie bardzo chciałem robić cokolwiek. Niestety z zamyślenia wpadłem w jakiegoś młodego mężczyznę z długimi, brązowymi i kręconymi włosami oraz z kolczykiem w nosie. Mimo ciemności idealnie rozpoznałem ową postać.
- Kellin? - chłopak zapytał.
- Vic?
__________
Postaram się dodawać rozdziały co tydzień w sobotę, zobaczę jak to wyjdzie.
15 - następny.
Trochę krótki, ale i tak świetny :3
OdpowiedzUsuńI wreszcie nasz Vic, weny :*
O Jezusie, Viic sie w koncu pojawil, spodziewalam sie go troche później ale taki obrot sprawy podoba mi sie bardziej XD
OdpowiedzUsuńZajebiscie to opisujesz i czuje sie jakbym tam byla i patrzyla na wszystko XD
No nic, bylo wszystko supi, weny! :)/Merry
ale cudownie *.*
OdpowiedzUsuńJesteś super :|
OdpowiedzUsuńI Viktur jest super
I Kellic jest super
Twój blog jest super
Wszystko jest super, u know
Czekam czekam
Omg, pois wzruszylam sie :(
UsuńVICTOR WPADLEŚ NA KELLSA <3
OdpowiedzUsuńMEGA
NIE MOGĘ PRZESTAĆ SIĘ ŚMIAĆ
NIECH COŚ WIĘCEJ Z TEGO WYNIKNIE
Awww i czo teraz?? ^^ Vicuś w końcu jesteś ♥ nie mogę się doczekać, wszystko poprostu supi, wszystko takie Kawaii *w* tylko troszke przykrótkie, ale i tak bardzo bardzo supi ^^ oki, Czeekam ! Weeny ! Pisz szybciutko ! ♥
OdpowiedzUsuńO MÓJ BOŻE VIKTUR W KOŃCU
OdpowiedzUsuńZastanawiałam się poważnie czy Ci się Fuentesy nie pomyliły
"- Panie zawsze wybierają. - odparł.
- Bardzo śmieszne, Fuentes. - mruknąłem. - Chodźmy do kawiarni, postawisz mi gorącą czekoladę!"
Kellin panienko
(NIE MA WENY NIE MA FAJNEGO KOMENTARZA)
Weny, czekam na kolejny ;-;
CUDNIE
OdpowiedzUsuńNASZ KOCHANY VIKTUR SIĘ POJAWIŁ
A MOŻE TO NIE VIKTUR .-. SUPI WENY /anonimek
krótki troszku
OdpowiedzUsuńale mimo wszystko cudo *-*
Weny ;**
OdpowiedzUsuńjak
OdpowiedzUsuńco
a no tak
przecież to vic /wera
VIC WRESZCIE !!!!! ♥♥♥
OdpowiedzUsuńCudowny, no i wreszcie ten Vic :)
OdpowiedzUsuńOkej, to zaczynam. Podoba mi się nowy wystrój bloga, jest sympatyczny. Rozdział jak każdy, fajny no i wreszcie ten wyczekiwany Victor Fuentes. Weny :))))
OdpowiedzUsuńJaki ładny :3
OdpowiedzUsuń