sobota, 22 listopada 2014

3. (Kellic)

Każdy czasem ma taki okres, że posiada pewne trudności ze wstawaniem. W zależności od osoby i jej trybu życia owe problemy są silniejsze bądź słabsze. Gdyby patrzeć na to ogólnikowo, studenci poświęcają godziny przeznaczone na sen ucząc się. Dokładnie! Nie raz, ani dwa zarywałem nockę pochłaniając materiał. Ten przypadek był zdecydowanie inny. Usnąłem stosunkowo wcześnie, a jednak mimo wszystko Alan budził mnie godzinę, dosłownie. Zajęcia zaczynałem o dziesiątej, zazwyczaj na uczelnię docieram w pół godziny, autobusem. Raz na ruski rok uda mi się namówić rudzielca, by "przy okazji" mnie tam odwiózł. Trochę mu nie po drodze, gdyż jego praca leży zupełnie w innym kierunku od Uniwersytetu.
Przetarłem oczy dłońmi, by obraz przestał być rozmazany. Oh, słodkie poranki, jak ja ich nienawidzę. Brzmię jak rozwydrzony nastolatek, który nienawidzi świata, przyznaję. Dorosły człowiek bierze wszelakie przeciwności losu na klatę, pokonuje je, a nie narzeka. Dlatego leniwie, bo leniwie, ale wstałem. Odnalazłem okulary, przez młodzież potocznie nazywane "kujonkami", założyłem je na nos, co sprawiło, iż wcześniej całkowicie rozmyte pole widzenia stało się ostre jak nowo zakupiona żyletka. Problemy ze wzrokiem miałem już w liceum, rzadko o tym rozmawiałem, wręcz unikałem tegoż tematu. Wtedy nie potrafiłem podejść do matki, poprosić o daną kwotę na okulistę. Skutki w teraźniejszości są? Niestety są. Według Alana wyglądam uroczo mając głupi przedmiot doprowadzający me oczy do ładu. Według Tay również, tylko jej zdanie się nie liczy. Cokolwiek bym nie założył, ona i tak stwierdzi, iż wyglądam uroczo.
Ukradkiem spojrzałem na zegarek umiejscowiony na blacie małego stolika nocnego. Ósma czterdzieści nie jest aż tak złą godziną, miałem pewnego rodzaju wrażenie, że było po dziewiątej. Nawet lepiej! Prawdopodobnie zdążę pierwszy raz od... hm.. w sumie od tygodnia. Można mi gratulować, przyjmuję też pokłony.
Podszedłem do rozsuwanej szafy w poszukiwaniu normalnych ubrań. Bałagan, bałagan... o! Jedna praktycznie niewygnieciona bluzka. Cóż, zostałem na nią skazany, więc powolnym krokiem ruszyłem do łazienki w jakiś sposób się ogarnąć. Wziąłem krótki prysznic, wykonałem rutynowe czynności i za niecałe piętnaście minut stanąłem pod drzwiami wejściowymi czekając na wciąż szykującego się Alana. Zeszło dłużej aniżeli myślałem, ponieważ Ashby postanowił jeszcze zjeść śniadanie co było nowością. On nigdy, powtarzam, nigdy nie je śniadania. Dziwne, zmienił swoje zachowanie z normalnego na nienormalne. Chyba muszę z nim porozmawiać na ten temat.
- Gotowy? - zapytałem, gdy w końcu podszedł do drzwi.
Skinął głową, po czym ruszyliśmy w dół klatki, schodząc po schodach, a następnie wsiedliśmy do samochodu. Chłopak odpalił silnik, wprawiając maszynę w lekkie drgania. Oparłem głowę o tył fotela, rudzielec natomiast pozostawał na nic niewzruszony, po prostu cała jego uwaga skupiona była na drodze oraz przejeżdżających obok autach.
- Um.. - zacząłem. - Możemy pogadać?
- Jestem zajęty, nie widzisz? - odparł ugryźliwie.
- Nie bądź wredny. Chcę tylko coś wyjaśnić.
- Dobra, nawet okulary ci nie pomagają. Czego chcesz? - zapytał niewzruszony.
Czegoś nie rozumiem. Wczoraj był najmilszym facetem jakiego kiedykolwiek spotkałem, no... może przesadzam, ale był naprawdę miły, milszy niż przez większość naszego związku.
- Co się z tobą dzieje? Masz zły humor czy jak, bo od dość dawna jesteś nie do zniesienia. Co się zmieniło?
Wypuścił głośno powietrze.
- Psuje się między nami, Kellin. - przyznał. - Po prostu przestałem cokolwiek do ciebie czuć. Jesteś nudny, nie można nic z tobą zrobić. Wieczne kolacje w domu mi nie odpowiadają. Twoje towarzystwo mi nie odpowiada. To koniec, mam cię dość.
- Zrywasz ze mną? - prychnąłem.
- Mniej więcej, wysiadasz pod uczelnią, a dzisiaj się wyprowadzam, albo ty, co wolisz. - odparł.
Byłem zły, rozczarowany, trochę smutny i przerażony. Alan na nas utrzymywał, a w tamtym momencie straciłem dopływ jakiejkolwiek gotówki. Nie zarabiał kokosów, ale starczało, spokojnie opłacaliśmy rachunki, jeszcze zostawało na przyjemności. Żyliśmy niczym prawdziwe dwudziesto dwu letnie osoby, jedliśmy zupy z puszek, kanapki, gdyż żaden nie potrafi gotować. Czemu myślałem tylko o pieniądzach? Kochałem go, a on zerwał. W związku z tym powinno być mi okropnie na sercu. Natomiast nie czułem nic - rozpaczy, żalu, nic.
- Świetnie, i tak byłeś słaby w łóżku. - skłamałem, po czym wyszedłem na chodnik.
Ruszyłem przed siebie. No co, zostawił mnie. Znowu. Niepotrzebnie dawałem mu drugą szansę, którą tak czy inaczej spierdolił. Szkoda, że w liceum nie pomyślałem.
Otworzyłem pokaźne drzwi Uniwersytetu oraz niemal natychmiast wszedłem do środka. Godzina dziesiąta, a był tu niemały ruch. Co chwilę ktoś kogoś przepychał, na korytarzu rozbrzmiewały głosy, głównie kobiet plotkujących na rozmaite tematy. Nie wsłuchiwałem się, po prostu szukałem Tay. Mijałem kolejne klasy, aż ostatecznie zobaczyłem brunetkę ubraną w jasną sukienkę.
- Hej, Jardine! - krzyknąłem.
Dziewczyna się odwróciła, więc ją znalazłem
- O, hej, Quinn. - odpowiedziała, odchodząc od swoich znajomych.
- Dobrze wiesz, że to nie jest moje nazwisko. - cicho się zaśmiałem.
- Co tam? - zmieniła temat.
- Zerwałem z Alanem. - oznajmiłem z uśmiechem.
- To jest powód do radości?
- Nawet sam nie wiem. Stwierdził, iż jestem nudny, ma mnie dość, więc nie ma co tego ciągnąć.
- Masz rację, od dzisiaj szukamy Kellsowi chłopaka!
- Jak chcesz. - mruknąłem. - Um, Tay, mam do ciebie sprawę.
- Jaką? - zapytała.
- Mogę trochę z tobą pomieszkać? Wiesz, Ashby kazał mi się wyprowadzić.
*
Pakowałem swoje rzeczy już jakieś piętnaście minut. Dom stał pusty, dlatego bez problemu dostałem się do środka. Wiedziałem, gdzie leżą klucze, po wszystkim odłożę je na miejsce, lecz teraz miałem ciekawsze zajęcie - opróżnienie wszelakich szafek/półek/czegokolwiek. Przy okazji podarłem kilka naszych wspólnych zdjęć, ale wyłącznie przez przypadek. Nie chciałem być wredny, ani nic, samo z siebie tak wyszło.
Przez ten czas miałem naprawdę wystarczająco czasu na refleksję oraz doszedłem do wniosku, iż powinienem wspomnienia związane z Alanem zostawić za sobą. Nie ma potrzeby bez przerwy o nim myśleć, skoro dobrowolnie mnie rzucił, rozbił moje serce na kawałeczki, znowu. Ogarnąłem również, że nie warto dawać ludziom drugiej szansy. Jedni cię zdradzają, drudzy zostawiają bez powodu, trzeci biją, poniewierają (na szczęście tego nie doświadczyłem), ale mimo obiecywania poprawy, oni nadal kontynuują poprzednią czynność. To tak jak zabronić alkoholikowi pić, przecież, halo, on do tego wróci, chociaż nie wiadomo jak bardzo chciałby przestać. Nie wierzę w "poprawę" u takich osób, po prostu nie.
Ostatnia bluzka i od razu ruszyłem w stronę drzwi. Szybko je otworzyłem, zamknąłem na klucz, po czym ów przyrząd schowałem pod wycieraczkę. Wiem, super miejsce, ale lepsze to niż nic. Przed klatką poczułem wibrację w spodniach oznaczającą przyjście smsa. Ekran wyświetlił 'Mike Fuentes". Odrobinę się przestraszyłem.
M: Hej, stary! Jestem w pobliżu i tak sobie myślę, może chciałbyś się spotkać?
K: Hej, Mike, czemu nie. Odpowiada Ci za jakąś godzinę? Aktualnie mam zajęcie.
M: Ekstra, do zobaczenia potem :)
__________
Rozdział! Tak sobie myślę, czy postów nie dodawać co tydzień, dla wszystkich byłoby o wiele łatwiej. Co o tym sądzicie?
+ O BOŻE, ALAN SOBIE POSZEDŁ. Wiem, że czekaliście na to jakieś, umm, 2 chaptery? XD Niecierpliwi ludzie, ale I promise, niedługo będzie akcja, oki nie oki.
15 - następny, buźka.

19 komentarzy:

  1. No wreszcie się rozstali.
    Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. HASLFHWYWORBDGSJDHSLSGD
    *O*
    JAK TY TO ROBISZ
    JESTEM W SZOKU
    ALAN NAGLE ZMIENIŁ ZDANIE?
    PEWNIE SIĘ JESZCZE POJAWI ;))))
    MIKE TERAZ WKRACZA DO AKCJI
    GGALDUEORGSLRIEPHSDK *^*

    OdpowiedzUsuń
  3. Grrr nie w takim momemcie, no! :c
    Ale jest supi, boze nie wiem znowu co pisac ;-;
    Zaczyna robic sie ciekawie i mi sie to cholernie podoba XD
    Nie zanudzam wiecej, weny :)/Merry

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham tak mocno vic czekamy /wera

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadnij kto znowu wyłączył przeglądarkę z praktycznie gotowym komentarzem. JA pierdole, jezus mnie chyba nie kocha
    Ale ok, do tematu
    Jak uwielbiam Alanka, tak ciesze się z ich rozstania.
    Kells tez jakoś specjalnie się nie przejął, no i dobrze
    Teraz czekam na spotkanie z Fuenteskiem
    No i oczywiście na Viktura
    Jeszcze co do postów co tydzień - to jak najbardziej dobry i wygodny sposób. Nawet sama chciałam zrobić tak u siebie, ale żeby dodawać posty co tydzień najpierw trzeba mieć jakiekolwiek posty, ok XD
    Dobra, kończę ten mało składany wywód. Jak zwykle życzę Ci dużo weny no i czekam na Vica mocno. Xo

    OdpowiedzUsuń
  6. Posty co tydzień ?? Mi pasuje , super pomysł :))
    Mike znowu chce kontaktu , mam wielką nadzieję , że namiesza ... :*
    Weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mike niech sie lepiej postara :P

    OdpowiedzUsuń
  8. MIKE ZNOWU
    A GDZIE VIC
    ŻARTUJE POCZEKAM WENY /anonimek

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja się ciesze, że Alan w końcu sobie poszedł.
    Nie lubiłam go tutaj od początku.
    Mam nadzieję, że w końcu gdzieś pojawi się Viktur.
    Zakończyłaś rozdział akurat wtedy, gdy zaczęłam się w niego wkręcać.
    Mimo tego bardzo mi się podobało czekam na to spotkanie z Fuentesem
    Weny <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystko świetnie tylko kiedy Victor xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie pls.
      Wszyscy wiemy, że to Kellic, więc Vic pojawi się kiedy będzie odpowiedni czas na niego.
      A może nie pojawi się wcale cx

      Usuń
    2. nie będzie Vica? :o

      Usuń
    3. Bedzie, wyczujcie sarkazm

      Usuń
  11. Tak ! Jestem za tym żeby były co tydzień ;) kobieto piszesz fantastycznie i czekam na Vic'a i kolejny rozdział ♥ weeny ! ♥
    OMG Alanka nie ma ;o czo mu odbiło... ? ;p
    Hehe czekam ! ;)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Odpowiedzi
    1. A ja chce spokoju, by rozwinac to ff!!!!!!!!!!!!11111!!1!1!1!1oneone
      To kochane, ze sie upominacie, ale zaczyna to byc przesada

      Usuń