Otworzyłem szeroko buzię. Przecież jak inaczej miałem zareagować? Z rodziną Fuentesów straciłem kontakt po liceum, co bardzo mnie cieszyło, gdyż nie byłem zmuszony oglądać więcej Victora. Tak, wiem, to takie niedojrzałe, ale naprawdę cierpiałem. Więc czemu teraz? Czemu Mike zjawia się akurat teraz, kiedy wreszcie ułożyłem sobie życie? Może chce po prostu pogadać, a ja, jak zwykle, panikuję. Czasami naprawdę potrzebuję opanować niektóre odczucia, bo natychmiast zaczynam panikować.
- Hej, stary, kopę lat! - zagadał.
Wyglądał dokładnie podobnie jak w szkole, teraz posiadał kilkudniowy zarost oraz prawdopodobnie przybyło mu tatuaży, nie żebym o to dbał.
- Um, cześć. - odpowiedziałem zestresowany.
Przecież nie będę rozmawiał z bratem mojego byłego o pogodzie. Nie będę, prawda?
- Kim jest ta urocza pani?
- Ah tak, to jest Tay, moja przyjaciółka, ale i koleżanka ze studiów.
Pocałował wierzch jej dłoni, a następnie wrócił na mnie wzrokiem.
- Studia, powiadasz? - zapytał. Mogło by się wydawać, iż był pod niemałym wrażeniem. - Co tak zawzięcie studiujecie?
- Prawo. - odpowiedziała.
Z jednej strony bardzo dobrze, że Jardine stała tu ze mną, gdyż najchętniej zakopałbym się pod ziemię. Dziwne uczucie gadać z nim po tylu latach, naprawdę. Z drugiej strony znając moją aktualną towarzyszkę, pewnie będzie chciała w jakiś sposób nawiązać dalszą rozmowę z młodszym Fuentesem. Nie żeby coś, Mike to fajny gość, miło go widzieć, po prostu nie bardzo widziała mi się z nim konwersacja, szczególnie, iż za pół godziny przybędzie Alan, który zapewne też do nas dołączy. Jezu, czy jako jedyny chciałem wrócić do Memphis?
- No więc, co tu robicie?
- Właśnie skończyliśmy praktyki i szliśmy do pobliskiej kawiarni. - wyjaśniłem.
- Wybrałbyś się z nami? - usłyszałem.
- Chętnie. - odparł, szczerząc przy tym swoje śnieżnobiałe zęby.
Całą trójką zaczęliśmy kontynuować naszą drogę. Siedziałem cicho oraz nasłuchiwałem zawziętej wymiany zdań między moją przyjaciółką, a bratem Victora. Mówili o filmie, według nich przedstawiał się on jako "najlepszy film wszechczasów" lecz nie wychwyciłem tytułu. Szkoda, ostatnio dość brakuje mi wypadów na seanse w kinie, być może raz załapałbym jakiś maraton, z czego byłbym cholernie zadowolony. Jakby nie patrzeć, człowiek stworzony jest do funkcjonowania w grupie, przynajmniej tak mnie uczyli. Natomiast Kellin nie widuje nikogo innego jak Taylor i Ashby'ego, no i tam resztę klasy, profesorów, ale z nimi nie rozmawiam. Ba, nawet unikam bliższych kontaktów. To niezdrowe, przyznaję, dlatego stwierdzam, iż ów wypad do kina to genialny pomysł. Gdy ja rozmyślałem, oni nadal rozmawiali, tylko tym razem porzucili poprzedni temat.
- Hej, ludzie, dotarliśmy! - krzyknąłem, by tamci choć na chwilę zwrócili na mnie uwagę.
Stanąłem przed wejściem do małego lokalu na brzegu ruchliwej ulicy. Kolory aż prosiły, aby zajrzeć do środka. Prawie wszystkie małe, drewniane zostały okupywane przez klienterię. Po przekroczeniu progu od razu uderzyły w nas niesamowite zapachy dopiero zmielonej kawy i szarlotki, prawdopodobnie podawanej z gałką lodów waniliowych. Wziąłem głęboki wdech i powiedziałem:
- Znajdźcie stolik, ja nam coś zamówię.
Przytaknęli, po czym ruszyli na poszukiwania miejsca siedzącego, gdzie cała trójka mogłaby w spokoju pochłonąć zamówienie, natomiast ja podszedłem do kasy.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - ekspedientka zapytała.
- Dobry, poproszę trzy małe kawy oraz trzy porcje szarlotki.
- Oczywiście, zamówienie za chwilę zostanie zrealizowane. - oznajmiła.
Skinąłem głową i szybko zapłaciłem cenę wyświetloną na urządzeniu stojącym przy obsługującej mnie kasjerce. Miała szatynowe włosy, duże, jakby pragnące oglądać świat, zielone oczy, rumieńce na policzkach i kolczyki w uszach. Uśmiechnąłem się, ale mimo wszystko niemal natychmiast odszedłem, by stanąć przy Tay i Fuentesie.
- Co tak długo?
- Wiesz, Jardine, ja w przeciwieństwie do ciebie robiłem coś więcej niż podrywanie Mike'a. - oznajmiłem ugryźliwie.
Twarz dziewczyny od razu pokrył szkarłatny kolor, co było potwierdzeniem, iż trafiłem w dziesiątkę.
- Nienawidzę cię. - mruknęła, po czym pobiegła na tyły lokalu, chyba do łazienki.
Byłem zadowolony ze swojego działania. Czemu? Proste, ona zawsze mi dopieka, więc raz na jakiś czas ja również mogę. Fuentes patrzył na mnie ze zmieszaniem.
- Wyluzuj, Taylor podrywa wszystko co się rusza. - wyjaśniłem.
- Oh, ok.
- No więc... - zacząłem. - Co tu robisz?
- Wiedziałem, że o to zapytasz! - zaśmiał się. - Przyjechałem tu odwiedzić znajomego, a jak wracałem to nawineliście się wy. - powiedział.
Do stolika podeszła kelnerka z zamówieniami, ładnie podziękowaliśmy, a ja wziąłem łyk gorącej kawy, która swoją drogą była cudowna.
- To fajnie. - przyznałem.
W między czasie wróciła Tay. Jej twarz zbledła, pewnie wiele razy ją przypudrowała, by otrzymać aktualny kolor policzków. Usiadła obok Mike'yego przy okazji wystawiając swój język na światło dzienne. Odwzajemniłem gest i kontynuowałem konwersację.
- Czym się zajmujesz?
- Pracuję w salonie tatuażu. - oznajmił.
- Wow, to super. - wtrąciła Jardine.
- Hej, patrz, przyszło twoje ciasto, zapchaj się nim i pozwól dorosłym rozmawiać. - warknąłem lekko zirytowany.
Czasami powinna przystopować, bo po dziurki w nosie miałem słuchania tego. Wyobraźcie sobie bite trzy lata patrzenia na osobę, z którą spędzacie większość chwil podczas zajęć, wykładów, praktyk, flirtującą z przypadkowymi, nieznanymi facetami. Może jest zdesperowana? Ale bardzo zdesperowana.
- A ty? Czym się zajmujesz? - zapytał, jedząc szarlotkę.
- Głownie nauką. - odparłem.
- Słabo. - mruknął. - Mogę o coś spytać?
- Cały czas to robisz. - odpowiedziałem pół żartem.
- Nadal jesteś z Alanem?
Zacząłem dusić się tym cudnym napojem. Moment temu czerpałem przyjemność z siedzenia w ich gronie, teraz niekoniecznie.
- Czemu pytasz?
- Ciekawość. - mruknął, na co głośno przełknąłem ślinę.
Szczęśliwie, poczułem wibracje w kieszeni oznajamiające o nowej wiadomości.
A: Zaraz będę na miejscu, stój tam gdzie zawsze.
K: Jasne, dzisiaj podwieziemy Tay.
A: Cokolwiek zechcesz ;)
- Słuchaj Mike, my się musimy zbierać, bo zaraz przyjedzie nasz transport. - oznajmiłem.
- Jasne, rozumiem. - znów się wyszczerzył. - Może jeszcze kiedyś gdzieś razem wyjdziemy?
- Um, jasne, czemu nie. - wzruszyłem ramionami.
Wymieniliśmy numery telefonów, po czym wraz z brązowowłosą dziewczyną opuściłem budynek. Zaraz po wyjściu, głęboko odetchnąłem. Zero niezręczności. Wreszcie cisza. Chociaż, nie, to drugie nie bardzo było prawdą. Taylor postanowiła całą drogę przegadać o tym, jaki Mike jest wspaniały, jaki ma hipnotyzujący uśmiech, przenikliwe oczy, jakie idealne włosy, jakie idealne tatuaże, bla bla bla. Jezu, zabiłbym ją, gdyby nie trąbiące auto. Jej, Alan przybył. Szybko wsiadłem do samochodu, zajmując miejsce obok kierowcy. Dziewczyna usiadła na tylnych siedzeniach. Grzecznie przywitałem Ashby'ego krótkim pocałunkiem, by następnie rozkoszować się cichymi odgłosami dobiegającymi z radia. Godzina piętnasta, a ja umierałem na ból głowy. Dziwne, gdyż wcześniej ta dolegliwość przychodziła pod koniec dnia zmuszając mnie do snu. Cóż, najwyraźniej dzisiaj trochę wcześniej zawitam do łóżka.
Jechaliśmy czterdzieści minut, ponieważ los zmusił nas do stania na światłach. Naprawdę, za każdym razem widniał czerwony kolor, co doprowadzało mnie do szaleństwa. Zmęczony Kellin - rozdrażniony Kellin, proste i logiczne. Ostatecznie odstawiliśmy Jardine pod jej blok. Ładnie podziękowała za podwózkę, ale zrobiła to dostatecznie szybki, gdyż prawdopodobnie zobaczyła w jakim byłem stanie. Gdy zostaliśmy we dwójkę, Alan postanowił przełamać ciszę:
- Dobrze się bawiłeś?
- Jak zawsze. - mruknąłem. - Choć nie zgadniesz kogo spotkałem.
- Dobrze wiesz, że nie lubię zagadek. Gadaj! - zachęcił.
- Mike'a Fuentesa.
- Żartujesz teraz. - powiedział.
- Nope.- odpowiedziałem prosto.
Obydwoje ponownie zamilczeliśmy, nawet radio przestało grać. To nie była komfortowa cisza, skąd. Niepotrzebnie poruszyłem jego temat. Przed mieszkanie dotarliśmy o równo szesnastej zero zero. Podróż przez miasto trochę trwała. Rozumiecie? Pełna godzina natłoku myśli. Zgłupieć można. Mimo wszystko, wysiadłem z maszyny jak gdyby nigdy nic. Ruszyłem do środka bloku, sprawnie wdrapałem się na drugie piętro, a następnie otworzyłem drzwi kluczem wyjętym z mojej kieszeni spodni. Zdjąłem buty oraz kurtkę i odruchowo pobiegłem do kuchni. Odnalazłem odpowiednią szufladę. Normalni ludzie nie biorą leków przeciwbólowych na noc, ale ja inaczej nie usnę, więc połknąłem dwie pigułki, popijając je przegotowaną wodą.
- Idę spać, bo umieram. Obudzisz mnie rano, czy nastawiać budzik? - zapytałem Alana, który siedział na krześle.
- Obudzę. Kocham cię. - powiedział oraz podszedł dać mi buzi w czoło.
- Ja ciebie też. - szepnąłem.
__________
Przepraszam, że rozdziały są 'nudne', ale jak wszyscy wiedzą - to dopiero początek. Nie oczekujcie jakiejś super rozwiniętej akcji na początku fica, bo to niemożliwe. Więc, radzę uzbroić się w cierpliwość i przestać narzekać, serio.
Doprosiłam Juju o nowy szablon, piękny, no nie? Zakochałam się w nim. Także - Summer, dziękuję, ratujesz mi dupę, już chyba któryś raz z rzędu!
Rozdział niesprawdzany.
Standardowo,
15 komentarzy to następny post. Do napisania.
To chyba zrozumiałe, że nie będzie takiej akcji na jaką wszyscy czekamy na początku xD
OdpowiedzUsuńLudzie są niecierpliwi, nie przejmuj się :)
"- Dobrze się bawiłeś?
OdpowiedzUsuń- Jak zawsze. - mruknąłem. - Choć nie zgadniesz kogo spotkałem.
- Dobrze wiesz, że nie lubię zagadek. Gadaj! - zachęcił."
Mamy z Alanem tyle wspólnego.......
Coś czuje, że niedługo pojawi się Vic i ta cała wielka miłość się skończy.
Tak bardzo chce już dramę ;-;
Cierpliwość przede wszystkim, wiem
Czekam na kolejny
Śpiesz się, weny
Kc
świetnie piszesz dialogi
OdpowiedzUsuńPERF PERF PERF
OdpowiedzUsuńCO Z TEGO ŻE NIE MA AKCJI
OPISY MI WYSTARCZAJĄ
I TAK MIKE DAŁ NAM TROCHĘ DO MYŚLENIA I TRZEBA SIĘ PRZYGOTOWAĆ NA VIKTURA
Super, a tempo akcji niech pozostanie takie jakie jest /i
OdpowiedzUsuńBardzo fajne ;) czekam aż akcja się rozwinie
OdpowiedzUsuńKochanie niektórzy są niecierpliwi ale to dobrze. Jeśli ludzie mają Ci mówić co masz robić (oczywyście nie zrozum tego źle) żeby doszło z Twoim pisaniem do perfekcji to pare komentarzy gorszych-że tak powiem-jest naprawdę potrzebnych. ;*
Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam
Czekam, ponieważ ff zajebiste ♥ ;)
Weny ! ;*
Czytam ten komentarz już piąty raz i nadal nie ogarniam o co w nim chodzi X'D
UsuńPomocy, niech mi ktoś wyjaśni XD
chodzi o to, że dobrze jeśli ludzie są niecierpliwi, bo po takich komentarzach wiesz o co im chodzi i, że w ten sposób dążysz do perfekcji xd
Usuńkrótko mówiąc krytyka
ale bezsens xd /anonim
Oh noooooooooooooooooooooooooooooo
UsuńAle pozytywne komentarze to jedyne komentarze jakie przyjmuje do wiadomości
HAHAHAH
Z lekkim opóźnieniem, ale przeczytałam. I jestem bardzo zadowolona huehue. Brak większej akcji mi nie przeszkadza. Tak jak pisałaś, to początek. Poza tym można to odebrać jako taką..zapowiedź. Może cisza przed burzą? :D
OdpowiedzUsuńNo i cóż...Mike nieco umilił rozdział :D (aż nie dziwię się Tay, nienic)
Pozdrawiam i czekam na kolejny <3
Jaki uroczy! :3
OdpowiedzUsuńpisz /wera
OdpowiedzUsuńMiło, że nas wprowadzasz, bo osobiście niewiele pamiętam z poprzedniego fika ;) pisz dalej, wszyscy czekamy na rozwinięcie alcji, ale wiadomo, że to musi trochę zajmować. A tak z innej beczki, ludzie! To dopiero 2 rozdziały!
OdpowiedzUsuńCzekamy na Vica :)
OdpowiedzUsuńPojzen jak zwykle dodaje komentarz od dwóch dni, ok
OdpowiedzUsuńI z góry pragne poinformować, iż nie będzie on jakiś cudowny, wybacz.
No ale przechodząc do rzeczy...nie wiem co napisać XD
Mam jakieś wewnętrzne przeczucie, że teraz wkroczy Viktur
i byłoby świetnie, gdyby Kelliś mu wybaczył
Ale nigdy nie jest do konca świetnie *i'm so emo*
Ok, Alan może spierdalać
Czekam mocno na Vica, no i na nowy rozdział xx
Nie chce tu juz Alana. Chce Victora Fuentes'a ! XD
OdpowiedzUsuńHHAAHAHAHAHAA ZART. I TAK GO KOCHAM.
KELS TAKI SPOLECZNY, JAK JA XD
Jeju, ja nie wiem co pisac ;-;
Czekam na Vica. I akcje ale cierpliwie xd
Poczekam ile trzeba xd
Weny :)
Ps. Komentarz tak bardzo do dupy ;-; /Merry
Weny :*
OdpowiedzUsuńSuper jest, nie śpiesz się! :)
OdpowiedzUsuńHej !! :)
OdpowiedzUsuńMam pełno pytań do Ciebie , ale się streszczę ;)
Co Cię zmotywowało do pisania ??
Kto jest dla Ciebie inspiracją ??
Jak to robisz , że wszystko wychodzi tak fajnie ??
Rozdział super , pozdrawiam :**
Czy ja dostalam pytania XDD
OdpowiedzUsuńI musze na nie odpiwiedziec? Ugh, no dobra.
Co mnie zmotywowalo? Nic, w pewnym momencie postanowilam cos napisac, na poczatku nie byly to najciekawsze fici, ale z czasem wyszlo to co jest aktualnie.
Nie mam wiekszej inspiracji, powiedzialabym nawet, iz sama dla siebie owa jestem.
Fajnie wychodzi? XD to sie ciesze. Nie wiem jak to robie, jej, zalezy czy to czuje, gdyz nie pisalabym ff, ktorego nie potrafie sobie wyobrazic. Najpierw wszystko ogarniam w glowie, pozniej dopiero przenosze "na papier".
Jak masz wiecej pytan - pisz na gg, odpisze na pewno XD
34 year-old Structural Analysis Engineer Alic Kinzel, hailing from Pine Falls enjoys watching movies like Eve of Destruction and scrapbook. Took a trip to Pearling and drives a MX-6. ta strona
OdpowiedzUsuńdobry adwokat koscielny rzeszow
OdpowiedzUsuń