Bardzo proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem.
__________
No nie zgadniecie, dostałem się na studia! Tak, zrobiłem to i takim sposobem jestem studentem trzeciego roku na Uniwersytecie w Memphis. Walczyłem naprawdę długo, gdyż na moje miejsce było pełno równie dobrych, uzdolnionych osób ze świetnymi świadectwami otrzymanymi pod koniec nauki w szkole ponadgimnazjalnej. Jednak ostatecznie okazałem się jeszcze lepszy od nich. Ukończę je w maju, za kilka miesięcy, a na czerwiec mam już wyznaczony egzamin kwalifikacyjny do palestry. Zapewne nie uzyskam dyplomu z wyróżnieniem, lecz należę do lepszych studentów mojego rocznika. W ciągu trzech lat nauki podjąłem chyba jedną rozsądną decyzję, a mianowicie wcześniej zaliczyłem wszystkie trudniejsze przedmioty, żeby teraz, w ostatniej klasie mieć trochę swobody. Na koniec pozostało mi już tylko to, co nie nastręcza żadnych kłopotów: prawo sportowe, prawo w kulturze i sztuce, wybrane zagadnienia Kodeksu Napoleona oraz przedmiot, którego nie lubię najbardziej - "Problemy Prawne Ludzi Starszych". Do jego zaliczenia wymagane są krótkie zajęcia praktyczne i to właśnie z ich powodu siedziałem na metalowym krzesełku przy rozchwianym, składnym stole w gorącym, dusznym wnętrzu blaszanego baraku, w którym zgromadziła się cała plejada seniorów - oni lubią, kiedy ich się tak nazywa. Ręcznie malowany emblemat nad drzwiami wejściowymi szumnie określał ów barak jako Miejski Klub Seniora w Steiden Gardens. Jakby na przekór nazwie miasta nie było tu ani jednego kwiatka w doniczce. Odrapane ściany świeciły pustkami, jeśli nie liczyć samotnego, wyblakłego zdjęcia, na którym Ronald jakiśtam stoi między dwoma sztandarami: gwiaździstym Stanów Zjednoczonych oraz stanu Tennessee. Budynek był mały, posępny i przygnębiający, ewidentnie został postawiony na chybcika, za jakieś niespodziewane dotacje z kasy federalnej.
Szczerze, liceum wydaje się o wiele prostsze od tego co przerabiam aktualnie na lekcjach. Tęsknię za starymi nauczycielami, nawet za panem od biologii mimo tego, że dawał mi naprawdę spory wycisk podczas jego nauczania. Chociaż patrząc z perspektywy czasu nawet ma to pewne skutki w teraźniejszości, bo stałem się bardziej pilny i dokładniejszy w stosunku do przygotowań na różnorakie prace pisemne czy odpowiedzi ustne. Przyznaję bez bicia, studia są wiele razy trudniejsze od banalnego liceum, gdzie uczęszczałem trzy lata temu. Owszem, brakuje mi znajomych, bo straciłem z poszczególnymi osobami kontakt. Może inaczej, o debilach klasowych nawet nie myślę, ale na przykład taki Matty. Nie rozmawiałem z nim, huh, rok. Postanowił wyjechać, zostawiając mnie w Memphis. Co prawda, nie samego, gdyż miałem Alana. Właśnie, Alan! Wciąż nosił status mojego chłopaka, nawet razem zamieszkiwaliśmy małą kawalerkę w centrum miasta, więc mogę go również nazwać moim współlokatorem. Bardzo dobrze się dogadujemy, nie ma już tych problemów, które istniały wraz za naszym pierwszym podejściem do poważnego związku. Szczęśliwie, tym razem nieporozumienia są niemal natychmiast rozwiązywane byśmy cały czas żyli w zgodzie. Poważnie, oboje się staramy jak tylko możemy, by to podejście było ostatnim, by w tym przypadku wszystko chodziło jak w zegarku, co zresztą wydawało się wiele prostsze aniżeli kiedyś. Co mogę więcej powiedzieć, osiągnąłem pełnię tego co chciałem osiągnąć. Więcej nie potrzebuję. Chociaż, jest jedna, w sumie to jedyna sprawa, którą potrzebuję wymazać ze swojego umysłu. Mianowicie jest nią Victor Vincent Fuentes. Myślę o nim co najmniej raz dziennie, znów stwarzam możliwe scenariusze, tego co mogło być, a się nie zdarzyło. Naturalnie, to trochę... dobra, nie trochę, a bardzo nie fair w stosunku do Ashby'ego, ale jak na razie nic mu na ten temat nie mówiłem. Zresztą, nawet jeśli, co bym mu oznajmił? "Hej Alan, od tych trzech jebanych lat codziennie rozmyślam o swoim ex, wiem, że źle robię, bo jesteśmy ze sobą, ale to silniejsze ode mnie."? Zjebałbym wszystko, zraniłbym go i prawdopodobnie znów został sam. Ok, tu nawet nie chodzi o moje dobro, tylko o dobro mojego chłopaka, którego kocham nad życie. Vica też kocham, fakt, ale on w ciągu tych paru lat stał się celem nieosiągalnym. Poza tym, z której strony by patrzeć nasz cudowny, nieskazitelny Vik skrzywdził biednego Kellina przez pierdolony zakład! Czy mu wybaczyłem? Nie.
Nawet nie zauważyłem, a wspaniałe zajęcia integracyjne ze staruszkami dobiegały ku końcowi. Czasem dobrze porozmyślać, szczególnie na nudnych, irytujących lekcjach. Jak już wcześniej wspominałem, siedziałem na cholernie niewygodnym krześle obok Tay, średniej (chodzi o wzrost) brunetki z blond końcówkami włosów, porozrzucanymi na całej głowie według ich widzimisia, a ich długość mierzyła za jej ramiona. Ogólnie była szczupłą, całkiem atrakcyjną kobietą i gdyby nie to, że oznaczam się jako homoseksualista pewnie bym do niej startował, co dokładnie robiła reszta mężczyzn z naszej klasy, gdyż moja płeć liczyła jedną czwartą dwudziestoosobowej grupy ludzi. Czasem po prostu zachowanie tych zwierząt załamuje, poważnie. Ja pierdole, wykształceni dorośli powinni zachowywać choć odrobinę powagi, ale nie, lepiej robić głupie dowcipy, na które nie wpadłby nawet żółtodzioby. Smarowanie krzeseł klejem, pisanie graffiti na murach Uniwersytetu czy klepanie pań po, przepraszam za wulgarność, dupie to zachowania niedojrzałych emocjonalnie dzieci, a ja, Kellin Quinn, muszę egzystować w tym posranym towarzystwie.
Ruch w sali się zwiększył, niestety, już myślałem, iż nasze praktyki dobiegają końca. Było ich mniej więcej pięćdziesięcioro, połowa białych, drugie tyle czarnych. Średnia wieku: co najmniej siedemdziesiąt pięć lat. Parę osób było ociemniałych, kilkanaście siedziało na wózkach inwalidzkich, sporo nosiło aparaty słuchowe. Powiedziano nam, że spotykają się tu codziennie w południe, zjadają gorący posiłek i odśpiewują kilka pieśni, czasami jakiś zdesperowany polityk zorganizuje zebranie przedwyborcze. Po takim parogodzinnym spotkaniu towarzyskim wracają do swych domów (sam aktualnie chciałem się znajdować u siebie w mieszkaniu), gdzie zapewne odliczają godziny do następnej wizyty. Według naszego profesora te spotkania mają dla nich olbrzymie znaczenie.
Profesor Klane obserwował to wszystko z miną człowieka, który właśnie skończył wyśmienity posiłek i teraz napawa się widokiem, jaki ma przed oczyma. Ten sympatyczny pięćdziesięciolatek, przejawiający czasami pewne nieodpowiedzialne zachowania, od dwudziestu lat wykłada niechciane przez innych przedmioty, a i nieliczni studenci decydują się specjalizować pod jego kierownictwem. Te dziedziny to prawa nieletnich, prawa niepełnosprawnych, seminarium zatytułowane "Przemoc w Rodzinie", problemy umysłowo chorych i oczywiście "Prawa Starych Pryków", jak wszyscy za jego plecami nazywają ten przedmiot. Kiedyś zorganizował nawet kurs na temat prawa nienarodzonego płodu, lecz wywołał on tak wielką falę kontrowersji, że Klane błyskawicznie się wycofał.
Już pierwszego dnia zajęć seminaryjnych zakomunikował, że celem teh specjalizacji jest przybliżenie nam autentycznych problemów prawnych autentycznych ludzi. Zacytował też opinię, że wszystkich studentów rozpoczynających naukę na wydziale prawa cechuje idealizm i chęć służenia społeczeństwu, ale po trzech latach bezwzględnej rywalizacji dbamy już wyłącznie o zdobycie jak najlepszej posady w jak najlepszej firmie, gdzie po siedmiu latach zyskamy sposobność wejścia do spółki i zarobimy grubą forsę. Pod tym względem ma rację.
- Obudź mnie jak skończą. - mruknąłem do równie znudzonej obok Tay, malującej rozmaite szlaczki w zeszycie.
Dziewczyna skinęła głową, a ja schowałem twarz w ramionach oraz z uśmiechem na ustach zamknąłem oczy. Usnę, a później droga wolna. Wreszcie do domu. Zresztą, i tak nie będą mówić czegoś, czego nie wiem, więc raczej dużo nie przegapię.
*
Grupą dwudziestu jeden osób, łącznie z profesorem opuściliśmy Staiden Gardens. Skłamałbym mówiąc, iż cokolwiek mnie tam interesowało, gdyż śpiewający staruszkowie, ledwo wymawiający pojedyncze słowo nie jest tym, co chciałbym słyszeć.
- Hej, Jardine! - zawołałem.
- Hej, nie po nazwisku. - powiedziała będąc już bliżej.
- Tak, tak. Zaraz zadzwonię do Alana i tak się zastanawiałem, potrzebujesz podwózki?
- Awww, Kellin Quinn pierwszy raz w ciągu tylu lat proponuje mi podwózkę. - powiedziała sarkastycznie.
- Czy ty zawsze musisz być wredna? - zapytałem odrobinę zirytowany.
- Sam sobie odpowiedz, kochasiu.
- Boże, Tay. - zaśmiałem się na słowo "kochaś". Ona wręcz uwielbiała dawać mi pedalskie przezwiska. - To jak?
- Dobra, skorzystam. Przecież zawsze musi być ten pierwszy raz. - odpowiedziała, a ja przewróciłem oczami na podtekst seksualny, który na pewno tam umieściła, na 100%!
Wyciągnąłem telefon, po czym skontaktowałem się z moim chłopakiem. Powiedział, iż będzie na miejscu za jakieś pół godziny. Staiden Gardens to małe miasteczko oddalone od Memphis o jakieś 10 kilometrów? Nawet dokładnie nie wiem, w każdym bądź razie jesteśmy zmuszeni czekać.
- Mamy trzydzieści minut. - oznajmiłem.
- Idealnie, wypatrzyłam kawiarenkę tuż za rogiem, napijmy się kawy.
- Ugh, zgoda. - mruknąłem.
Wspólnie ruszyliśmy niby znaną przez Taylor drogę. Dziewczyna ma cholernie dobrą orientację w terenie, gdy ja natomiast potrafię zgubić się w centrum. Żartuję, wszędzie się zgubię.
- Halo, Ziemia do Kellsa, ktoś cię woła. - usłyszałem.
Czasami przestaję kontaktować, tak jak wtedy. Nie mam zielonego pojęcia od czego to zależy, naprawdę. Dajmy na to, siedzę na wykładach, słucham bełkotania nauczyciela i nagle się wyłączam. Powinienem z tym iść do lekarza? Nah, pewnie coś sobie ubzdurałem.
- Kto śmie zakłócać moją chwilę kontemplacji? - zapytałem pół żartem.
Chciałem być śmieszny, ale natychmiast przestałem, gdy ujrzałem Mike'a Fuentesa stojącego przed nami.
__________
Kto się wreszcie zmotywował, no kto? No ja :') Czekaliście równe 2 tygodnie, wakacje się udały, tak jakby. Rozdział dłuższy, ale nie wszystkie takie będą, co jest zamierzone, halooo, nie pytać się o to. Ta kontynuacja będzie długa mniej więcej na 20 części (rozdziałów).
Wracamy do myślników, koniec narzekania, jej.
W sumie to tyle mam do zakomunikowania, informowanie o nowych postach wciąż możliwe, więc jeśli chcesz być informowany/a, pisz tu: <KLIK>
O, no tak,
15 komentarzy - następny.
Masz jeszcze jakieś pytania dotyczące fica? Pisz na dole, odpowiem na 100%.
Cały czas jak czytałam ten rozdział to taki spokój, w miarę normalna mina i kiedy tylko zobaczyłam " Mike Fuentes" jakbym nagle wygrała życie, zaczęłam się szczerzyć jak debil XD
OdpowiedzUsuńZamiesza i ja to wiem XD
Ale bardzo mnie to cieszy, lubię jak Fuentes'y mieszają XD
AHAHAHAHA JAK TO BRZMI XD
Nie ważne, a więc oczekuję rozdziału bardzo mocno :)
Weny / Merry
WRESZCIE
OdpowiedzUsuńMIKE NAMIESZA
TAY TAKA WREDNA
NIE UMIEM ZŁOŻYĆ POPRAWNEGO ZDANIA
WENYYYYYYYYYY ♥♥♥
You kill me in a good way
OdpowiedzUsuńAkurat słucham, a to idealnie pasuje do tego bloga.
Rozdział świetny, oby tak dalej, czekam :))
Misiu,ja zawsze wiedziałam,ze jestes madra ale to co piszesz,to wygrywa wszystko:')
OdpowiedzUsuńJestes najlepsza
WENY KOCHANIE!/PANDZIA
Haha chciałam napisać dokładnie tak jak Merry xd ♥
OdpowiedzUsuńNapoczątku rozdział był nudny, ale wiem, że musiałaś nas wprowadzić... ;*
I ten Mike na końcu... *w* awww
Czekam ! ♥
nie zgadzam się z komentarzem wyżej
OdpowiedzUsuńnic tu nie było nudne
nigdy nie jest
długie opisy są dobre
a ten mike :)))))))
weny /anonimek
super
OdpowiedzUsuńHej, trudno żeby akcja w pierwszym rozdziale była jakoś specjalnie rozwinięta
OdpowiedzUsuńJa osobiście jestem zwolennikiem rozpoczynania opowiadań w taki sposób, a nie pędzenia na siłe do przodu
Rozdział-genialny
Opisy-mistrzowskie
Więc jak zwykle-kocham
Masz ogromny talent, wprost uwielbiam to co piszesz. Jestem twoją fanką namber łan
Idk czekam na kolejne rozdziały
Bo prawdę mówiąc w czasie Jalexa nie mogłam się już doczekać tej kontynuacji
Więc podsumowując, perf perf perf
Zostało mi życzyć Ci tego co najważniejsze, weny, weny I jeszcze raz weny ♡
W końcu wracam do pisania komentarzy po takim długim czasie ;-;
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podobał
Uwielbiam te opisy i tak jakoś z nimi zawsze lepiej
Brak zastrzeżeń i w ogöle wszystko fajnie.
Tak sobie czytam, okej
Bez większych emocji
I NAGLE MIKE
ŁAŁ, TEGO SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM
dodawaj szybko nowy
Weny, kc /M.
Wiesz co najbardziej wielbie w twoich fikach?
OdpowiedzUsuńWszystko xD
Weny /i
MIKE? CIEKAWIE :)
OdpowiedzUsuńopisy sa tu najlepsze
OdpowiedzUsuńa ludzie nie umieja docenic ;) /wera
Nie sądziłam, że w już w pierwszym rozdziale tak nas zaskoczysz :))) świetny, weny :)
OdpowiedzUsuńMike? W pierwszym rozdziale robi się ciekawie, weny :)
OdpowiedzUsuńCudo :*
OdpowiedzUsuńprzepraszam, ale tam na górze nie powinno być "heaven"? ;) chodzi o zdjęcie w szablonie :)
OdpowiedzUsuńNie powinno. Haven oznacza przystań, więc całe zdanie brzmi "Jesteś moją przystanią."
UsuńOMG TAM JEST TAY, JEJU MOJA CUDOWNA, KOCHAM CIE ZA TO PO PROSTU <3
OdpowiedzUsuń