Czas mijał nieubłagalnie szybko, co rusz przynosząc kolejne niespodzianki. Aktualnie był dwunasty grudnia, a jeszcze dwa miesiące temu mieliśmy październik. Co się w tym czasie zadziało? Naprawdę wiele ciekawych rzeczy. Alex tak jakby 'zaakceptował' Zacka, znów stał się cholernie miły, a jego osoba przejawiała ostatnimi czasy naprawdę dobry humor. Nie wiem, może to dlatego, że za dwa dni ma urodziny. Co do Zacharego, zaprzestał tworzyć sprzeczki z Gaskarthem, co zresztą bardzo mnie cieszyło, bo szczerze po dziurki w nosie miałem słuchanie ich, co prawda głupiej, wymiany zdań podczas codziennych śniadań, obiadów, kolacji i najbliższych spotkań. Dogadywali się nawet! Mnie natomiast przestała pochłaniać rutyna. Coraz częściej wychodziłem z domu, nie tylko do pracy, ale też na różnorakie spacery, najczęściej do parku, by pomyśleć. Jednak nie tylko, czasami wraz z chłopakami ze sklepu organizowaliśmy wypady do kina co było naprawdę genialnym pomysłem. Taka interakcja każdemu się przydała. W to wliczał się również Alex, który od początku miał nie za ciekawe nastawienie do naszej akcji, ale jakoś go ubłagałem i chyba nawet to polubił. W sensie wypady do kina, a nie błagania. Chyba. W każdym razie wiele się zmieniło na lepsze oraz ku mojemu zdziwieniu takie pozostawało.
Co robiłem aktualnie? Grałem w karty ze współlokatorami. Niby posiadałem ważniejsze rzeczy do roboty, ale uległem mimo, że nie znałem zasad i nie umiałem grać, więc z łatwością przegrywałem sprawiając im prawdziwą radochę. Pierwszy raz widziałem ich w takim stanie. Byli naprawdę szczęśliwi, kooperowali ze sobą. Cudowny widok.
"Dobra, dość tego, to chyba już dziesiąta rozgrywka." Mruknąłem.
"Oj no weź, ostatni raz." Powiedzieli chórkiem.
"Ugh, zgoda, ale później muszę wyjść, bo jestem omówiony."
Przytaknęli, a następnie Lex potasował karty i je rozdał. Jak zwykle, u nich zawitał uśmiech, tylko ja bez przerwy dostawałem wybrakowane karty. Być może to dlatego przegrywałem. Pewnie wspólnie wymyślili spisek, dzięki któremu bez przerwy wygrywali. Najważniejsze, że robili to wspólnie.
*
Po skończonych katuszach ubrałem kurtkę, lekko zniszczone kozaki i wyszedłem z mieszkania. Mój cel był prosty, chciałem urządzić palantowi Gaskarthowi małe przyjęcie urodzinowe, gdyż - jak już wspominałem - skończy on dwadzieścia jeden lat. Jest młodszy ode mnie o parę miesięcy z czego niezmiernie się cieszę, bo zawsze można mu podokuczać, a ten temat nie bardzo lubi drążyć co sprawia, iż irytacja maluje się na jego twarzy podczas rozmowy. Zresztą, nie dziwota, bo prawie cały czas to ja byłem "młody" czy "gówniarz", ale pomińmy szczegóły.
Początkowy cel jaki obrałem do odwiedzenia to dom Kellina. On zazwyczaj wie co i jak, a ja jestem dość słaby w organizowaniu spotkań towarzyskich, więc kilka dni temu poprosiłem go o pomoc oraz wyraził zgodę. Także, jeden haczyk więcej na mojej liście zadań do zrobienia.
Skierowałem się w prawo, gdyż mieszkanie Quinna leży w południowej części Baltimore. Nie miałem daleko, tylko jakieś piętnaście minut drogi, ale cholernie wiało mroźnym powietrzem, niemal zamroziło mi twarz. Na szczęście, rzadko pada tu śnieg, choć całkiem niedawno samochód 'porósł' lodem. Poważnie, calutkie auto oprócz dachu było zamarznięte. Gdy tylko to zobaczyłem zacząłem swój niekontrolowany pokaz śmiechu, który wcale nie ustępował. To okropne z mojej strony.
Tak jak wcześniej obliczyłem - marsz zajął mi dokładnie piętnaście minut.
J: Stary, złaź już, bo zaraz tutaj zejdę. Zimnoooooooooooo.
K: Nie gorączkuj się tak, ha ha ha, jaki ja dowcipny jestem.
J: Zobaczymy jaki będziesz dowcipny jak zejdziesz :)
Nie odpisał, natomiast dosłownie za chwilę przede mną stanął.
"Dziękuję." Mruknąłem wypuszczając parę wodną z ust.
"Faktycznie zimno." Oznajmił.
"No co ty nie powiesz, Sherlocku."
"Oj, nie bądź wredny. Gdzie najpierw idziemy?"
"Hmm, nie wiem, może do sklepu?" Zapytałem sarkastycznie.
Jak jest zimno, robię się strasznie uszczypliwy.
"Dobra, przepraszam, najpierw do spożywczego, musimy kupić czekoladę, bo ja kocham czekoladę."
*
Czas był w tamtym momencie moim arcywrogiem. Do urodzin został jeden dzień, a wraz z resztą mieliśmy tylko połowę zaplanowanych akcji. Zostało jeszcze wygonienie gdzieś Zacka z Alexem, udekorowanie salonu, upieczenie w miarę zjadliwego tortu, zorganizowanie prezentu. Ugh, tyle roboty przed nami. Co do prezentu.... ostatnio myślałem, żeby wynająć striptizerkę. Wiem, to głupie, ale wiele razy przez głowę przeszedł mi taki pomysł, a to tylko dlatego, że Gaskarth to kobieciarz. Jak się z tym czułem? Mimo wszystko nadal próbowałem go uwieść, chociaż kłucie w sercu towarzyszyło kolejnym porażkom. Próbowałem, próbuję i próbować będę.
"Dobra chłopaki, bierzmy się za to, bo w końcu nie zdążymy." Ogłosiłem do zebranych w kuchni osób. Znajdowali się tam kolejno: Matty siedzący na stole, Kellin stojący obok, jedzący ciastko, Victor za nim, Trevor urzędujący na krześle grzebiący w telefonie oraz Rian. Tak, jego też zaprosiłem, ale tylko ze względu na to, iż dobrze zna Alexa, zawsze może nam doradzić co takiego lubi, na przykład w kwestii ciasta. Czekoladowe czy waniliowe? Jaki smak nadzienia? Ma na coś uczulenie? Właśnie do tego potrzebuję Dawsona.
"Co najpierw?" Zapytał Mullins.
"Ok, słuchajcie uważnie. Najpierw przygotujemy tort. Mamy wszystkie składniki?"
"Tak myślę." Wtrącił Quinn, a reszta przytaknęła.
"Lepiej sprawdźmy." Mruknąłem. "Mleko?"
"Jest!" Krzyknął Trevor rzucając w moją stronę karton białej cieczy.
"Super, jajka?"
"Są!"
"Vic, błagam, odłóż je." Zachichotałem.
"Nie, one są takie super, Jack, nie bądź taki." Powiedział robiąc smutną minkę w moim kierunku.
"Odłóż je, idioto."
Do akcji wkroczył Kellin i wyrwał biedny produkt z jego rąk. Czy tylko mi się wydaje, że to będzie ciężkie przedpołudnie?
*
"Gotowe." Odetchnąłem, po czym wyjąłem gotowy wypiek z piekarnika.
O dziwo nie miał czarnego koloru, nie leciał z niego dym i wyglądał naprawdę smakowicie. Cóż, okazuje się, że w grupie wcale nie jesteśmy takimi złymi piekarzami. Chłopaki jednocześnie wydali z siebie okrzyk radości, a następnie masowo zaczęli opuszczać kuchnię. W rezultacie zostałem sam, co bardzo mnie cieszyło, gdyż mogłem w spokoju posprzątać narobiony tutaj bałagan, w sumie niemały bałagan. Porozrzucane opakowania, porozbijane jajka, mikser w częściach, pełno mąki na podłodze, woda na ścianach, istne pobojowisko. Ale halo, jakimś niewyjaśnionym cudem tort wyszedł cudownie! Choć nigdy nie wiadomo czy któryś z tamtych nie dosypał do niego trucizny, by zlikwidować Lexa, z czego bym się śmiał jak głupi. Zresztą nieważne, trzeba ogarnąć ten burdel.
*
"Wszystkiego najlepszego!" Całą grupką wyskoczyliśmy zza kanapy.
Było tam odrobinę ciasno, jednak musieliśmy wytrzymać, żeby nie popsuć niespodzianki, która, jak sądzę, nam się udała. Skąd taki wniosek? Uśmiech Alexa wszyściutko mi powiedział. Wargi odkryły śnieżnobiałe zęby, sprawiając, iż moje kąciki ust również powędrowały ku górze. Zrobiliśmy to! I nawet nikt się nie wygadał, co jest cudem, naprawdę. Gaskarth był całkowicie zaskoczony.
"O Jezu." Zachichotał.
Kolejno zaczęliśmy do niego podchodzić składając szczere życzenia. Z tego co usłyszałem większość życzyła mu fajnej dziewczyny, na co odpowiadał śmiechem, ale dziękował. Na końcu zostałem ja. Wziąłem torbę z prezentem oraz ruszyłem w stronę chłopaka.
"No więc, staruszku, nie będę oryginalny. Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, super partnerki i tak dalej." Oznajmiłem, a następnie wręczyłem czerwoną, tekturową torebeczkę.
W przeciwieństwie do innych, mały Jack wybrał zawartość od serca. Poważnie, obserwowałem Lexa dłuższy czas, radziłem się Riana, aż ostatecznie wypatrzyłem odpowiednią rzecz na tą uroczystość, mianowicie jego ulubione perfumy. Na szczęście Dawson łaskawie dał mi podwyżkę, bo kosztowały mnie one połowę mojej poprzedniej pensji. Cóż, zapłacę każdą cenę, żeby go uszczęśliwić.
"Jacky, nie musiałeś."
"No weź, taki dzień jest raz na rok i chyba powinieneś dostać coś godnego uwagi." Odparłem.
"Dziękuję." Powiedział, po czym mnie przytulił.
"No już, puść mnie i chodźmy zabalować." Zaśmiałem się.
Tak, chciałem odrobinę dłużej trwać w jego uścisku, lecz mógł znowu mieć coś w stylu niekontrolowanego napadu agresji, albo coś innego, a przecież to byłoby niepotrzebne. Może jeszcze będę miał okazję go wytulić.
Chłopak przytaknął, wziął moją rękę (?) oraz poprowadził na środek salonu. Głośniki wypełniały pierwsze dźwięki piosenki "First Date" ulubionego zespołu Alexa, Blink 182. Ogólnie to również mój ulubiony zespół, czyli kolejna wspólna cecha jaką dzielimy. To musi być miłość.
Tańczyliśmy dobrą godzinę, a w efekcie obydwoje nie mieliśmy na nic siły.
"Dzięki za super taniec, Barakat. I w ogóle za wspaniałe urodziny, nigdy nikt czegoś takiego dla mnie nie zrobił."
"Przyjemność po mojej stronie." Odpowiedziałem.
"Hej, słuchaj..." Zaczął. "Może pójdziemy w jakieś ustronne miejsce? Chciałbym coś wyjaśnić."
"Umm, jasne."
Gdzie poszliśmy? Do łazienki. Dokładnie, zabrał mnie do łazienki wyjaśnić tajemniczą sprawę. Nie wiem co to ma na celu, nie myślałem racjonalnie, bo byłem cholernie przestraszony całym zajściem. Zaraz po wejściu brunet zamknął drzwi, by nikt nam nie przeszkadzał, chyba.
"Miałem okazję pomyśleć przez dwa miesiące na nasz temat, wiesz, o tym co zrobiliśmy, o tym jak się zachowałem i w ogóle i jest mi przykro, bo prawdopodobnie bardzo cię zraniłem, Jack. Ja... uh, tak jakby pragnę naprawić nasze relacje."
"Co?" Zapytałem niepewnie.
Czy ja dobrze usłyszałem?
"Staram się być miły, Barakat, więc tylko to popsuj, a cię zabiję, ok? Ok. Kontynuując, zmieniłem swoje nastawienie co do związków homoseksualnych. Doszedłem do wniosku, że to nic złego kochać osobę tej samej płci, a stało się to po tym, jak zacząłem mieć do ciebie uczucia. Grałem totalnego dupka, bo najzwyczajniej w świecie byłem przestraszony."
Wiedziałem, iż trudno mu mówić o swoim wnętrzu. Alex nigdy nie był typem człowieka, któremu łatwo przychodziło opisywanie tego, co czuje. Ciągle do mnie nie docierało co właśnie powiedział.
"Wiem, że pewnie uznasz mnie za debila, palanta czy cokolwiek, ale, Jack, lubię cię. Tak lubię lubię." Zakończył.
Jako odpowiedz złączyłem nasze usta. Wreszcie, po tak długim czasie. Czekałem, czekałem, aż w końcu się doczekałem. Nawet teraz nie potrafię opisać jak uradowany byłem.
"Będziesz moim chłopakiem?" Zapytał zaraz po oderwaniu ode mnie swoich ust.
"Tak, będę." Odparłem.
Wygrałem życie, Alexander William Gaskarth to mój chłopak.
_________________________________________________________________________________
Koniec!
Dziękuję za przeczytanie tego krótkiego fica, za ogrom komentarzy, którymi mnie zasypaliście, za niesamowitą aktywność tutaj. Pisanie dla Was to prawdziwa przyjemność.
Od razu mówię, DO TEGO NIE BĘDZIE KONTYNUACJI, żeby było wszystko jasne.
Teraz robię sobie małą przerwę, tak jak poprzednio, nie wiem na ile zniknę, ale zgodnie z umową wrócę z Kellicem, w sumie to kontynuacją tamtego Kellica, więc oczekujcie.
No i ten, liczę na Waszą aktywność pod tym postem, bo to bardzo motywuje do dalszego tworzenia!
Do napisania!
JAK TO KONIEC ?!
OdpowiedzUsuńNie możesz skończyć w takim momencie :'(
Opowiadanie było świetne , nie mogę się doczekać kontynuacji .
Weny kobieto !!
Nie ma to jak napisać fajny komentarz i go usunąć...........
OdpowiedzUsuńTakże no
gdjgzskjgvhkjadfhgukashukhsfukdkjghak;jfhjdghaurgajkfygseyrfgtfjtdyafwetydzsyg
TO BYŁO CUDOWNE
jestem zaszokowana, bo jak zwykle dałam się wkręcić w to,
że Jack będzie z Zackiem
i po tym wszystkim miałam takie "wtf 0.o"
ale to już szczegół
CAŁE TO OPOWIADANIE BYŁO JEDNYM Z NAJLEPSZYCH
Szkoda, że na około 10 rozdziałów jedne seksy ale co tam
jestem trochę smutna, że to kończysz, ale CHCE JUŻ KELLICA TAK BARDZO ;-;
nic więcej nie wymyśle więc
Weny i kocham bardzo
(w poprzednim napisałam jeszcze ile to wszystko dla mnie znaczy, wszystko co odczuwałam czytając go całego i w ogóle, ale diabli by wzięli tego cholernego laptopa ;-;)
no to czekamy na następny /anonimek
OdpowiedzUsuńO
OdpowiedzUsuńM
G
Ja już tu zacieszam jak głupia, a tu koniec :c
Ale jaki ładny...:D
Chociaż ta dwójka to nie moje klimaty, tak czytałam to z przyjemnością. Dziękuję :)
Na wstepie ostrzegam ze moj komentarz bedzie pozbawiony logiki, sensu oraz nie bedzie posiadal ładu i składu gdyż mam grype :)))))))
OdpowiedzUsuńA wiec, ja tu zacieszalam bo tu wielkie love i wgl a tu koniec :c
Wszytsko tak supi opisane tylko malo seksow aczkolwiek nie to jest w opowiadaniach najwazniejsze i nie to czyni jest jednymi z najlepszych :)
Powracajac, kocham bardzo i czekam rownie mocno na kontynuacje Kellica <3
Weny i odpoczywaj :)/Merry
Ps. Widzisz, mowilam ze do dupy komentarz XD
O jeny, zdrowiej tam ;-;
Usuńkocham kocham kocham
OdpowiedzUsuńznowu wszystko czytalam
z najwiekszym zacieszem na ziemi :))
masz talent i go rozwijaj
jeszcze raz
kocham /wera
Cieszę się, że trafiłam na tego bloga. Dziękuję za wspaniałego Jalexa i czekam na kontynuację Kellica :)
OdpowiedzUsuńJezu Pięknee !! <3 adfghjklasdfghj kocham kocham <33
OdpowiedzUsuńBoże.. aaaaaa za niedługo Keeeeeeellic aaaa nie mogę się doczekaaać !!! *w* to ff było zajebiste <3 KOcham Cię.
super. Naprawdę. Ale Ja Chcę Keeeelic'aaa !!! >_< KC ! KC ! KC ! ^^ <3 sorry ale jestem taka podekscytowana tą superaśną końcówką i tym, że będzie kontynuacja Kellic'a, że nie potrafię sformułować ani jednego zdania XD kocham Cię ;))
TO OPOWIADANIE BYŁO IDEALNE
OdpowiedzUsuńNIE MOGĘ PRZESTAĆ PISZCZEĆ
OESU <33333333333
O nie...ja ciesze sie jak pojebana, bo są razem, a tu koniec opowiadania.
OdpowiedzUsuńAha, no bardzo śmieszne XD
W ogóle podczas czytania tego rozdziału moje życie uległo wielkiej zmienia, cały mój światopogląd obrócił się o 360 stopni i już nigdy nie będę tym samym człowiekiem, ponieważ Victor Fuentes w końcu ma jaja...jestem wzruszona, omg <3 ;;
Ok, mój komentarz jak zwykle bez sensu, wybacz.
A ogółem całe opowiadanie było perf i już nie mogę doczekać się kontynuacji Kellica
Wracaj szybko xx
Szczerze to się boję kontynuacji xD
OdpowiedzUsuńZnowu dasz jakieś niespodziewane wydarzenia i zejdę na zawał :)
Co do Jalexa, kocham kocham kocham kocham kocham kocham
Nie lubiłam ich, ale dzięki tobie zaczęłam słuchać All Time Low, za co dziękuję :)
Weny /i
nie w takim momencie
OdpowiedzUsuńnie wiem jak to przeżyje bo teraz umieram na brak opowiadań do czytania
chyba muszę znowu zacząć twojego kellica :))
czekam na następne opowiadanie, dużo weny xxxxxx
JA MAM JEDNO PYTANIE.
OdpowiedzUsuńCZEMY TY ZAWSZE KOŃCZYSZ OPOWIADANIA W TAKICH MOMENTACH? ._. PRZECIEŻ TO OKRUTNE
ale i tak było superaśnie, pisz szybko ;)
pisz <3
OdpowiedzUsuńKolejne opowiadanie, które było naprawdę zajebiste :)
OdpowiedzUsuńCzekamy na kontynuację.
Ile będzie trwała twoja przerwa? Wszyscy czekamy na kontynuację z niecierpliwością :))
OdpowiedzUsuńNie wiem ile będzie trwała. Na razie odpoczywam i ogarniam szkołę, ale już zaczęłam pisać 1 rozdział, więc pewnie niedługo.
UsuńRozumiem :))
UsuńWeny :)
JEST !!!!!!
OdpowiedzUsuńwybacz mi , o mistrzyni , ze komentuje z takim opoznieniem
wenyyyyyyyyy i czekam na kellica wreszcie
O MISTRZYNI XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
UsuńDobra, ludzie, od dzisiaj jestem mistrzyni alex *żartuję*
Kocham XDDDDDDD
BCEVFUIWEBFI *.*
OdpowiedzUsuńJA WIEDZIALAM,ZE JESTES UZDOLNIONA ALE,ZE AZ TAK KURDE NO TO MADZIA :--------)))
KOCHAM CIE:)/ PANDZIA
JEJU TO BYLO TAKIE CUDOWNE JA NA WSZYSTKICH LEKCJACH CZYTAM
OdpowiedzUsuńJAK NIE ZACZNIESZ CZEGIS NOWEGO TO JA CHYBA ZALAMKI DOSTANE
KC + DUUUUUZO WENY ������