Czy stawiałem opór? Nie. Czemu? Bo nie chciałem. To tylko pogorszyło by sytuację, a Alex jakby przypiął mnie pasami do fotela i gdzieś wywoził. Mimo zaistaniałej sytuacji w aucie panowała naprawdę dobra atmosfera, nie żebym o to dbał. Po prostu chłopak bez przerwy nawijał i aż szkoda było mu nie odpowiadać. W taki sposób nawiązaliśmy ciekawą rozmowę.
Po trzydziestu minutach jazdy dotarliśmy na krańce Baltimore. Doskonale znałem tą okolicę, więc na spokojnie trafiłbym do domu. Tylko po co Gaskarth mnie tu zabrał? Tego nikt nie wie.
"Powiesz mi w końcu gdzie idziemy?" Zapytałem.
"Zaraz zobaczysz."
"Stój. Nie uciekałem ci, konwersowaliśmy, byłem miły. Łaskawie mógłbyś mi powiedzieć gdzie idziemy." Warknąłem.
"Zluzuj trochę." Zaśmiał się.
"Do cholery, powiedz mi gdzie idziemy!"
"Jack! Wreszcie jesteście."
Rian? Co tu robił Rian? Czemu w ogóle tam stałem?
Nie dali mi nic więcej powiedzieć, zgaduję, że w ich mniemaniu nie miałem zbyt wiele do zakomunikowania. Szkoda, bo w tamtym momencie chciałem wszystko im wygarnąć. Aż we mnie wrzało ze wściekłości. Alex to bezczelny, rozpieszczony dupek, a Rian jeszcze pomaga mu realizować ten 'plan'. Nawet do końca nie wiem co to. Jasne, najlepiej planować sobie coś za plecami kolegi. Nie byłbym tak zły, gdybym ja nie grał jednej z głównych ról w tym 'przedstawieniu'. Od początku nie lubiłem Gaskartha, trzymałem się od niego z dala. Czemu akurat teraz wszystko szlag strzelił? Tego również nie wiem. Wiele tu niewiadomych, a z matematyki nigdy dobry nie byłem.
Chciałem do Zacka. Tak cholernie. Wolę jego towarzystwo aniżeli tych typków, z którymi przebywałem aktualnie. Poza tym... ciepła kolacja lepsza od wszelkiego rodzaju innych rzeczy. Już sobie to wyobrażam, gorące udko z kurczaka nałożone na śnieżnobiałym talerzu wraz z sałatką.... Muszę się stąd wydostać. Jak najszybciej.
Oni szli weszli gdzieś między budynki zostawiając mnie z tyłu, więc postanowiłem skorzystać z okazji, by uciec.
Miarę szybkim krokiem przeszedłem osiedle, gdzie byłem i miałem już prostą drogę do domu. Dziwne, że to poszło aż tak łatwo.
Już spokojniej przemierzałem miasto. Od domu dzieliły mnie, huh, 4 kilometry? Cóż, jeszcze sporo drogi przede mną. Powiedzmy sobie szczerze, nie chciało mi się, więc postanowiłem zadzwonić po Merricka. Wreszcie się przyda, a auto pierwszy raz od kilku miesięcy zmieni swoje miejsce. Zbieraliśmy na nie dobre pół roku, ponieważ Zack zrobił prawo jazdy. Pamiętam, gdy siedział po nocach zakuwając do testu. Poszedł i zdał. Ja nawet nie próbowałem. Po co, skoro on ma?
Wyjąłem z kieszeni telefon, wykręciłem odpowiedni numer oraz czekałem aż osoba po drugiej stronie odbierze.
"Tak?"
"Hej, z tej strony Jack. Mógłbyś mnie odebrać?"
"O, Jack! Tamten już cię zostawił?"
"Można tak powiedzieć." Mruknąłem
"Dobra, to gdzie jesteś?"
*
Doczłapałem się na odpowiednie piętro, po czym otworzyłem drzwi. Dom, słodki dom. Była godzina dwudziesta druga. Nieźle ten czas upłynął, ale jakoś nie usypiałem, więc mój plan na wieczór wyglądał następująco - najpierw kolacja, później telewizja, ale tylko do czwartej. Nad ranem trzeba wstać do pracy. Cholera, znów zobaczę Alexa, który pewnie się nie odczepi. Świetnie.
¤Alex¤
Opuszczony budynek, Rian na okropnie zniszczonej kanapie i ja siedzący na starym krześle. Czekaliśmy na powrót Barakata, który postanowił sobie zwiać. Powinien do mnie lecieć, a nie uciekać, przecież jestem boski. Wszystkie dziewczyny mam na pstryknięcie palcami - dokładnie, dziewczyny. Mężczyźni to nie mój typ, po prostu. Jestem zagorzałym heterykiem, geje mnie brzydzą i na samą myśl o nich robi mi się niedobrze.
"To co robimy?" Zapytałem.
Całe życie na spontanie, a teraz wszelakie pomysły jakby wyparowały.
"Wymyśl coś, ja jestem na to za przystojny" Odparł.
"Jasne, za przystojny na myślenie, zrozumiałem." Zachichotałem.
Z Dawsonem przyjaźnimy się od dawna, już w szkole rozwinęliśmy naszą znajomość na wyższy poziom, taki, na którym jesteśmy aktualnie, czyli najlepsi kumple. Załatwił mi pracę, mieszkanie, współlokatora, praktycznie wszystko.
"Wiesz co, idę stąd. Pierdol się." Mruknąłem.
Wstałem z krzesła i za chwilę stałem na zewnątrz. Świerze powietrze, ah. Co ja gadam, powietrze zanieczyszczone spalinami. Wziąłem głęboki wdech oraz ruszyłem przed siebie. Pójdę do domu, być może ogarnę jakiś film z Danielem. Potem pewnie pójdę spać.
O co chodzi z tym całym Jackiem? Nie zdradzę. Zrobię z nim co trzeba. Manipulacja, to moje hobby, w tym jestem mistrzem. Udoskonalam swoje umiejętności, oczywiście, chcę być jeszcze lepszy niż dotychczas. Oh tak, zawsze mam takie podejście.
Marsz zmarnował tylko piętnaście minut. Wyjąłem klucze do mieszkania, wsunąłem je w dziurkę i przekręciłem. Dziwne, myślałem, że Daniel będzie sam. Pewnie przyprowadził jakąś laskę, pomyślałem. Henders to całkiem przystojny chłopak, więc to chyba zrozumiałe iż kobiety na niego lecą. Choć na mnie leci ich więcej, bo moja uroda znacznie przewyższa jego.
Zdjąłem trampki, zostawiłem skórzaną kurtkę na wieszaku w przedpokoju i wszedłem do salonu.
Kurwa, w życiu bym się nie spodziewał takiego czegoś.
"Co ty odpierdalasz!?" Krzyknąłem.
Dwaj nadzy przytuleni mężczyźni leżeli na podłodze (?). Ugh, naprawdę bym bez tego przeżył.
Na mój widok obaj oderwali się od siebie, jednocześnie wstając z ziemi. Ja nie wiem co Daniel wraz ze swoimi 'przyjaciółmi' tu robił. To znaczy - wiem, ale wolałbym nie wiedzieć.
"A-Alex, c-co ty tu robisz? Miałeś być później." Wydukał.
Jego towarzysz stał jak wryty z grobową miną. I dobrze, zaraz go wypieprzę nago za drzwi frontowe.
Henders doskonale wiedział co myślę o gejach. Wiedział, że najchętniej wszystkich bym wytępił. Ewidentnie próbował mi zrobić na złość.
"Alex, proszę, daj mi to wytłumaczyć."
"Bo jest co tłumaczyć." Prychnąłem. "Jesteś pierdolonym pedałem! Mieszkałem z tobą pod jednym dachem! Robiliście coś w moim łóżku? A co jeśli to jest zaraźliwe? A co jeśli mnie zakaziłeś? Kurwa, przysięgam, zabiję cię!" Złapałem chłopaka za szyję. "Zabiję cię, rozumiesz? Przez ciebie ja też jestem pedałem!" Wycedziłem przez zęby.
To mój tok myślenia. Ludzie nazywali mnie homofobem, bo moja tolerancja jest bliska zeru. Ale było trochę słuszności było w moim rozumowaniu. Oczywiście, że było.
"Ty." Pokazałem na gościa. "Wypierdalaj póki masz na czym. Teraz!"
Zebrał swoje ubrania i wyszedł. Cudnie. Sprawa rozwiązana.
"Wyprowadzasz się." Syknąłem do Daniela.
"To moje mieszkanie, Gaskarth. Ty się wyprowadzasz." Odparł ze stoickim spokojem.
"Tak? Świetnie."
*
Wziąłem trzy głębokie wdechy i zapukałem.
"Już!" Usłyszałem zza drzwi, które chwilę później otworzył zaspany wielkolud. Był cholernie umięśniony i miał wytatuowaną lewą rękę.
"Zastałem Jacka?"
Zmarszczył brwi. Nie zapowiada się dobrze.
"Co tu się... Alex? Po co przyszedłeś?" Zapytał, ale zaraz potem spojrzał na moje walizki.
Ej no, miejmy nadzieję, że się zgodzi, bo wyląduję pod mostem.
_________________________________________________________________________________
Halo, czy to akcja? Nie, przynajmniej jeszcze nie taka jaką przewiduję.
Komentarze = następny.
Buziaki.
"Jesteś pierdolonym pedałem! Mieszkałem z tobą pod jednym dachem! Robiliście coś w moim łóżku? A co jeśli to jest zaraźliwe? A co jeśli mnie zakaziłeś? Kurwa, przysięgam, zabiję cię!" Złapałem chłopaka za szyję. "Zabiję cię, rozumiesz? Przez ciebie ja też jestem pedałem!"
OdpowiedzUsuńPRZEZ CIEBIE JA TEŻ JESTEM PEDAŁEM.......
JAKI PEDAŁ CHĘTNY ŻEBY MNIE TEŻ ZARAZIĆ?!
NIE WIERZE W TO
KOCHAM TAK BARDZO
BARDZIEJ SIĘ NIE DA
JACK BĘDZIE MIESZKAŁ Z ALEXEM
BĘDZIE TAK FAJNIE
BŁAGAM NIECH TA CHOLERA GO PRZYJMIE
ZACHARY BĘDZIE TAKI ZAZDROSNY
UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU
NO NIE... JAKA DRAMA, KOCHAM. PISZ SZYBKO /anonimek
OdpowiedzUsuńEEEJ NO :C
OdpowiedzUsuńDLACZEGO ONI NIE TEN? NO DLACZEGO?! ;-;
SMUTNO. BARDZO.
HAHAHAHAHAHAHA DOBRA I TAK BYŁO SUPI <3
KOOCHAM MOCNO. I CZEKAM JESZCZE BARDZIEJ. TAK <3
WENY/Merry
o Jezuniu.
OdpowiedzUsuńwspaniale to opisałaś.
czekam
DLACZEGO W TAKIM MOMENCIE SKOŃCZYŁAŚ. CZEMU
OdpowiedzUsuńPISZ PISZ PISZ
a ja popieram komentarz wyżej.
OdpowiedzUsuńczemu w takim momencie :'(
weny :*
kiedyś to mnie zabijesz. jesteś najlepsza /i
OdpowiedzUsuńTen smutny moment kiedy wchodzisz na bloga z zamiarem skomentowania ostatniego rozdziału, a jest już nowy...A już sobie taki ładny komentarz w głowie ułożyłam. ;;;
OdpowiedzUsuńA co do tego...Jack ma się zgodzić. Wtedy będzie fajnie!
No i jak można kończyć w takich momentach. dhahskdbfsk :|
Alex taki homofob, o nie, whywhywhy
Oki, czekam na następny i weny, weny, duuużo weny
~poison-mózgozjeb taki leniwy, że nawet się nie zaloguje
Przepraszam, że dodałam wcześniej niż skomentowałaś, to nie moja wina tylko ludzi, którzy mnie molestowali żeby już był następny X'D
UsuńNo i ten... Poison, Ty leniu. Znam ten ból.
W tym momencie po prostu uśmiecham się jak nienormalna.
OdpowiedzUsuńNie mogę, po prostu nie mogę.
Wielbię cię i twoją twórczość. Otwierasz ludziom oczy, pozwalasz by mogli spojrzeć na różne rzeczy twoimi oczami co jest cudowne.
Wybacz, nie mam pomysłu na jakiś komentarz na poziomie.
Życzę weny.
Komentarz wyżej dokładnie opisuje co czuję. Jesteś genialna w tym co robisz.
OdpowiedzUsuńWeny <3
jaki cudowny :*
OdpowiedzUsuńpisz pisz pisz <333
to namieszałaś ;o
OdpowiedzUsuńweny /wera
Jejku jakie dramy ��
OdpowiedzUsuń