Nie wiedziałem co powiedzieć, ba, nawet nie potrafiłem wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Z jednej strony chciałem się najzwyczajniej w świecie rozpłakać, a z drugiej wykrzyczeć całą rozpacz i złość. Cholera, to co wtedy czułem było nie do opisania. Dałem się wykorzystać. I to przez Gaskartha! Przecież mogłem choć odrobinę pomyśleć, mogłem przeanalizować sprawę, mogłem odizolować wszelakie uczucia do niego, ale tego nie zrobiłem. Oczywiście, że nie. Najlepiej oddać swoje ciało jakiemuś dupkowi. Dobra, nawet nie chodzi o seks. To po prostu bolało jak skurwysyn, ta świadomość iż znów zaufałem pierwszemu lepszemu i teraz znów będę cierpiał, bo przecież innego wyjścia nie ma. On wróci do swoich dziewczyn, będzie je pieprzył czy cokolwiek innego, ułoży sobie życie na nowo, natomiast ja - jak zwykle - zasiądę przed telewizorem z piwem, dużą ilością piwa oraz dopiero wtedy zacznę kalkulować jakie błędy popełniłem, co zrobiłem źle, czego w ogóle nie zrobiłem, co powinienem był zrobić i tak dalej. Czeka mnie nieciekawy okres w życiu. Jednak mimo wszystko wolałem się upewnić. Cóż, taki jestem, zawsze muszę znać przyczynę, bo bez tego nie dam sobie spokoju, będę myślał, wyobrażał scenariusze.
"A teraz o co ci chodzi?" Zapytałem.
Chłopak zmarszczył brwi w jeszcze większym zirytowaniu.
"Jesteś głupszy niż myślałem." Odparł.
"Hej, nie dam się w ten sposób obrażać." Warknąłem. "Wiesz co? To ty jesteś głupi. Jesteś dupkiem, jesteś idiotą, jesteś jebanym niewdzięcznikiem!"
Kipiała ze mnie złość. W tamtym momencie nawet nie obchodziły mnie konsekwencje. Chyba każdy człowiek ma prawo wybuchnąć pod ciśnieniem, a u mnie owe ciśnienie było takie duże, że nie wytrzymałem trzymając wszystkiego w sobie.
"Ja jestem dupkiem? Powiem ci coś, Barakat i słuchaj uważnie. Tamtej nocy po prostu chciałem spróbować czegoś nowego. Podobało mi się, ale do ciebie nic nie czuję. Byłeś jedynie obiektem, który sprawił, iż przez określony czas czułem się zajebiście. Teraz wrócimy do stanu kiedy byliśmy kolegami. Wiesz o co chodzi, powtarzać się nie muszę. Wszystko jasne?"
Kolejne słowa uderzały we mnie ze zdwojoną siłą. No kto by się spodziewał takiego obrotu akcji? Szczerze, zacząłem żałować każdej spędzonej chwili z tym palantem. Te chmury będą za mną podążać w smutnej egzystencji jaką aktualnie zacząłem. Wszelka nadzieja wygasła, cóż, nikt mnie nie chce.
"Dzięki, że przynajmniej byłeś szczery." Mruknąłem.
"Nie ma za co." Uśmiechnął się. "Więc co, pijemy wieczorem piwo?"
Rozumiem, teraz sprawy wracają do normy, a my znowu stajemy się dobrymi kumplami, pijemy razem browara, oglądamy mecze, gadamy czy wychodzimy na miasto. Chociaż... to wcale nie był taki zły pomysł. Ogólnie rzecz biorąc, nawet bardzo dobry. To moja szansa na odbudowę naszych relacji. Kurde, w tamtym momencie również nie myślałem racjonalnie. Czy ja w ogóle kiedykolwiek myślę racjonalnie? Wątpię. Teraz liczyło się tylko i wyłącznie ponowne zbliżenie do Alexa, tym razem emocjonalne. Nie wiem jak to zrobię, nie wiem czy mi się uda, praktycznie nic nie wiedziałem, Gaskarth ponownie postanowił grać nieprzewidywalnego i chyba to najbardziej mnie do niego ciągnęło. Te jego wciąż nowe reakcje na poszczególne sytuacje czy chociażby jego zachowanie skrywające nieodkryte tajemnice. Może w przyszłości będę pierwszym, który wyciągnie je na światło dzienne. Nadzieja matką głupich.
'Jasne." Odparłem. "A teraz przepraszam, muszę gdzieś wyjść."
Już nie odpowiedział, a ja natomiast ruszyłem do przedpokoju, założyłem buty, kurtkę i wyszedłem. Gdzie? Cel nie był mi znany. Jedyne czego pragnąłem to pooddychać świeżym powietrzem, ponownie przemyśleć niektóre sprawy, więc to uczyniłem. Wziąłem głęboki wdech, pozwoliłem zanieczyszczonemu tlenowi dostać się do płuc oraz ruszyłem przed siebie. W sumie to miałem nawet dużo możliwości. Mogłem pójść do Kellina, Matty'ego, Trevora. Chociaż nie. Nie bardzo widziało mi się siedzenie w barze i picie ochłapów z tamtejszej kuchni. Faktycznie, ciekawe co dodają do ich piwa. Wciąż idąc prosto zastanawiałem się co dalej zrobić. Nagle nad głową zaświeciła mi lampka. No przecież! Wypadałoby znaleźć Zacka. Nie dawał znaku życia już jakiś czas, a ja faktyczne byłem odrobinę przerażony jego wyprowadzką.
Szybko odnalazłem w kieszeni spodni komórkę, po czym otworzyłem wiadomości. Postanowiłem, że lepiej napisać aniżeli zadzwonić. Znając mnie pewnie nawet nie bym nie wiedział co powiedzieć.
J: Hej. Słuchaj, trochę głupio, że wyprowadziłeś się tak bez żadnego pożegnania. Co ty na to żeby się teraz spotkać na jakiejś kawie?
Czekałem i czekałem, a odpowiedzi nadal nie było. Zacząłem myśleć, iż całkowicie straciliśmy kontakt, ale pół godziny bezcelowego chodzenia po parku zdecydowanie zabiło trochę czasu i w końcu usłyszałem dzwonek smsa.
Z: Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
J: No weź, zamierzasz się do mnie nie odzywać?
Z: Dokładnie tak zamierzałem, ale zgoda. Za 15 minut przy naszej ulubionej kawiarni.
"A teraz o co ci chodzi?" Zapytałem.
Chłopak zmarszczył brwi w jeszcze większym zirytowaniu.
"Jesteś głupszy niż myślałem." Odparł.
"Hej, nie dam się w ten sposób obrażać." Warknąłem. "Wiesz co? To ty jesteś głupi. Jesteś dupkiem, jesteś idiotą, jesteś jebanym niewdzięcznikiem!"
Kipiała ze mnie złość. W tamtym momencie nawet nie obchodziły mnie konsekwencje. Chyba każdy człowiek ma prawo wybuchnąć pod ciśnieniem, a u mnie owe ciśnienie było takie duże, że nie wytrzymałem trzymając wszystkiego w sobie.
"Ja jestem dupkiem? Powiem ci coś, Barakat i słuchaj uważnie. Tamtej nocy po prostu chciałem spróbować czegoś nowego. Podobało mi się, ale do ciebie nic nie czuję. Byłeś jedynie obiektem, który sprawił, iż przez określony czas czułem się zajebiście. Teraz wrócimy do stanu kiedy byliśmy kolegami. Wiesz o co chodzi, powtarzać się nie muszę. Wszystko jasne?"
Kolejne słowa uderzały we mnie ze zdwojoną siłą. No kto by się spodziewał takiego obrotu akcji? Szczerze, zacząłem żałować każdej spędzonej chwili z tym palantem. Te chmury będą za mną podążać w smutnej egzystencji jaką aktualnie zacząłem. Wszelka nadzieja wygasła, cóż, nikt mnie nie chce.
"Dzięki, że przynajmniej byłeś szczery." Mruknąłem.
"Nie ma za co." Uśmiechnął się. "Więc co, pijemy wieczorem piwo?"
Rozumiem, teraz sprawy wracają do normy, a my znowu stajemy się dobrymi kumplami, pijemy razem browara, oglądamy mecze, gadamy czy wychodzimy na miasto. Chociaż... to wcale nie był taki zły pomysł. Ogólnie rzecz biorąc, nawet bardzo dobry. To moja szansa na odbudowę naszych relacji. Kurde, w tamtym momencie również nie myślałem racjonalnie. Czy ja w ogóle kiedykolwiek myślę racjonalnie? Wątpię. Teraz liczyło się tylko i wyłącznie ponowne zbliżenie do Alexa, tym razem emocjonalne. Nie wiem jak to zrobię, nie wiem czy mi się uda, praktycznie nic nie wiedziałem, Gaskarth ponownie postanowił grać nieprzewidywalnego i chyba to najbardziej mnie do niego ciągnęło. Te jego wciąż nowe reakcje na poszczególne sytuacje czy chociażby jego zachowanie skrywające nieodkryte tajemnice. Może w przyszłości będę pierwszym, który wyciągnie je na światło dzienne. Nadzieja matką głupich.
'Jasne." Odparłem. "A teraz przepraszam, muszę gdzieś wyjść."
Już nie odpowiedział, a ja natomiast ruszyłem do przedpokoju, założyłem buty, kurtkę i wyszedłem. Gdzie? Cel nie był mi znany. Jedyne czego pragnąłem to pooddychać świeżym powietrzem, ponownie przemyśleć niektóre sprawy, więc to uczyniłem. Wziąłem głęboki wdech, pozwoliłem zanieczyszczonemu tlenowi dostać się do płuc oraz ruszyłem przed siebie. W sumie to miałem nawet dużo możliwości. Mogłem pójść do Kellina, Matty'ego, Trevora. Chociaż nie. Nie bardzo widziało mi się siedzenie w barze i picie ochłapów z tamtejszej kuchni. Faktycznie, ciekawe co dodają do ich piwa. Wciąż idąc prosto zastanawiałem się co dalej zrobić. Nagle nad głową zaświeciła mi lampka. No przecież! Wypadałoby znaleźć Zacka. Nie dawał znaku życia już jakiś czas, a ja faktyczne byłem odrobinę przerażony jego wyprowadzką.
Szybko odnalazłem w kieszeni spodni komórkę, po czym otworzyłem wiadomości. Postanowiłem, że lepiej napisać aniżeli zadzwonić. Znając mnie pewnie nawet nie bym nie wiedział co powiedzieć.
J: Hej. Słuchaj, trochę głupio, że wyprowadziłeś się tak bez żadnego pożegnania. Co ty na to żeby się teraz spotkać na jakiejś kawie?
Czekałem i czekałem, a odpowiedzi nadal nie było. Zacząłem myśleć, iż całkowicie straciliśmy kontakt, ale pół godziny bezcelowego chodzenia po parku zdecydowanie zabiło trochę czasu i w końcu usłyszałem dzwonek smsa.
Z: Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
J: No weź, zamierzasz się do mnie nie odzywać?
Z: Dokładnie tak zamierzałem, ale zgoda. Za 15 minut przy naszej ulubionej kawiarni.
Czyli jednak chciał naprawić naszą relację! To dobrze, gdyż nie potrafiłbym dalej funkcjonować po stracie Merricka. Przecież jest moim najlepszym kumplem! Życie bez niego nie byłoby takie same.
Na zegarku widniała dziesiąta czterdzieści pięć, tak więc wyruszyłem w drogę. Nasze miejsce spotkania to nieduża kawiarenka w centrum Baltimore. Jej wystrój nie jest specjalnie kolorystyczny, raczej wszystko jest stonowane w kolorze jasnego drewna. Tyle wystarczy.
*
"Hej!" Krzyknąłem do umięśnionego chłopaka, by mnie zauważył.
"No cześć." Powiedział lekko zmieszany.
Teraz jak go przekonać, by wrócił do domu? Poradzę sobie.
"Gdzie się podziewałeś?"
Zack usiadł na miejscu przeciw mojej osoby, a następnie podparł brodę o swoje dłonie.
"No wiesz, tu i ówdzie, jak dotąd śpię u kolegi." Odparł bez uczuć.
"Może..." Zacząłem. "Może prowadziłbyś się z powrotem do nas? Przyjmiemy cię, przecież to też twoje mieszkanie."
Po dłuższym namyśle odpowiedział:
"Zgoda."
Konwersacja nie trwała długo, a my w spokoju zjedliśmy obiad. Ciekawy jestem jak na ta sytuację zareaguje Alex. Może być śmiesznie.
Konwersacja nie trwała długo, a my w spokoju zjedliśmy obiad. Ciekawy jestem jak na ta sytuację zareaguje Alex. Może być śmiesznie.
_________________________________________________________________________________
Jeny, tak dawno nie było rozdziału, nie wiem co się ze mną działo, po prostu ogarnęło mnie bezwenie, ale i miałam dość duże problemy z bloggerem czy internetem, więc dodaję dopiero teraz. Obiecuję, że teraz się ogarnę i jeśli bardziej sprężycie się z komentarzami to posty będą pojawiać się nawet co 3 dni!
Tak więc, stawka standardowa, 15 - następny.
+ Niedługo kończę to ff, szykujcie się na to.
++ Kto podekscytowany wyjściem nowej piosenki BMTH? Ja ją kocham.
+++ Was też kocham.
Do napisania!
Mnie też bierze bezwenie więc....
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się ten rozdział (to zdanie jest standardem w moich komentarzach, ja przewidywalna)
I Alex taki tajemniczy XD
O co mu chodzi
Chce się zbliżyć do Jacka potem się wścieka
Nie ogarniam go jednym słowem (może dwoma ale cii)
JAK ZAREAGUJE ALEX NA ZACKA OGSISKSCAKSFJS CHCE JUZ NASTĘPNY BŁAGAM KC
No wreszcie jest ;)
OdpowiedzUsuńCzekałam długo, już myślałam, że nie dodasz, a tu proszę :)
Świetny jak wszystko co piszesz
no jak ja nie lubię Zacka. pewnie znowu będzie zarywał do Jacka. weny
OdpowiedzUsuńDOCZEKAŁAM SIĘ
OdpowiedzUsuńALEX NAPRAW CO POPSUŁEŚ /anonimek
No i znowu witamy Zacka.
OdpowiedzUsuńMam tylko nadzieję, że da się dalej rozwijać Jalexowi.
No super, pisz szybciutko :)
można się z tobą jakos skontaktować ?
OdpowiedzUsuńMożna. Wszystko masz w zakładce 'Kontakt', wystarczy, że się tam udasz.
UsuńSuper chociarz troche krotki ;c czekam !♥
OdpowiedzUsuńNie umiem nawet określić tego co aktualnie przeżywam.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Cię, dziewczyno.
coraz ciekawiej, weny /i
OdpowiedzUsuńKoooocham ❤
OdpowiedzUsuńwreszcie jest :*
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny szybko dodawaj
Jestem wielką fanką twoich opowiadań, są świetne, cała akcja nie jest nudna, czytam to i czytam. Czekam :*
OdpowiedzUsuńsuuuuuper /wera
OdpowiedzUsuńSupcio ;> czekam ;))
OdpowiedzUsuńSame tu anonimy, ale nie mam tu konta, więc też zostanę anonimowa :)
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle cudowny, może się powtarzam, bo pewnie wiele razy to słyszałaś :)