Czas mijał nieubłagalnie szybko, co rusz przynosząc kolejne niespodzianki. Aktualnie był dwunasty grudnia, a jeszcze dwa miesiące temu mieliśmy październik. Co się w tym czasie zadziało? Naprawdę wiele ciekawych rzeczy. Alex tak jakby 'zaakceptował' Zacka, znów stał się cholernie miły, a jego osoba przejawiała ostatnimi czasy naprawdę dobry humor. Nie wiem, może to dlatego, że za dwa dni ma urodziny. Co do Zacharego, zaprzestał tworzyć sprzeczki z Gaskarthem, co zresztą bardzo mnie cieszyło, bo szczerze po dziurki w nosie miałem słuchanie ich, co prawda głupiej, wymiany zdań podczas codziennych śniadań, obiadów, kolacji i najbliższych spotkań. Dogadywali się nawet! Mnie natomiast przestała pochłaniać rutyna. Coraz częściej wychodziłem z domu, nie tylko do pracy, ale też na różnorakie spacery, najczęściej do parku, by pomyśleć. Jednak nie tylko, czasami wraz z chłopakami ze sklepu organizowaliśmy wypady do kina co było naprawdę genialnym pomysłem. Taka interakcja każdemu się przydała. W to wliczał się również Alex, który od początku miał nie za ciekawe nastawienie do naszej akcji, ale jakoś go ubłagałem i chyba nawet to polubił. W sensie wypady do kina, a nie błagania. Chyba. W każdym razie wiele się zmieniło na lepsze oraz ku mojemu zdziwieniu takie pozostawało.
Co robiłem aktualnie? Grałem w karty ze współlokatorami. Niby posiadałem ważniejsze rzeczy do roboty, ale uległem mimo, że nie znałem zasad i nie umiałem grać, więc z łatwością przegrywałem sprawiając im prawdziwą radochę. Pierwszy raz widziałem ich w takim stanie. Byli naprawdę szczęśliwi, kooperowali ze sobą. Cudowny widok.
"Dobra, dość tego, to chyba już dziesiąta rozgrywka." Mruknąłem.
"Oj no weź, ostatni raz." Powiedzieli chórkiem.
"Ugh, zgoda, ale później muszę wyjść, bo jestem omówiony."
Przytaknęli, a następnie Lex potasował karty i je rozdał. Jak zwykle, u nich zawitał uśmiech, tylko ja bez przerwy dostawałem wybrakowane karty. Być może to dlatego przegrywałem. Pewnie wspólnie wymyślili spisek, dzięki któremu bez przerwy wygrywali. Najważniejsze, że robili to wspólnie.
*
Po skończonych katuszach ubrałem kurtkę, lekko zniszczone kozaki i wyszedłem z mieszkania. Mój cel był prosty, chciałem urządzić palantowi Gaskarthowi małe przyjęcie urodzinowe, gdyż - jak już wspominałem - skończy on dwadzieścia jeden lat. Jest młodszy ode mnie o parę miesięcy z czego niezmiernie się cieszę, bo zawsze można mu podokuczać, a ten temat nie bardzo lubi drążyć co sprawia, iż irytacja maluje się na jego twarzy podczas rozmowy. Zresztą, nie dziwota, bo prawie cały czas to ja byłem "młody" czy "gówniarz", ale pomińmy szczegóły.
Początkowy cel jaki obrałem do odwiedzenia to dom Kellina. On zazwyczaj wie co i jak, a ja jestem dość słaby w organizowaniu spotkań towarzyskich, więc kilka dni temu poprosiłem go o pomoc oraz wyraził zgodę. Także, jeden haczyk więcej na mojej liście zadań do zrobienia.
Skierowałem się w prawo, gdyż mieszkanie Quinna leży w południowej części Baltimore. Nie miałem daleko, tylko jakieś piętnaście minut drogi, ale cholernie wiało mroźnym powietrzem, niemal zamroziło mi twarz. Na szczęście, rzadko pada tu śnieg, choć całkiem niedawno samochód 'porósł' lodem. Poważnie, calutkie auto oprócz dachu było zamarznięte. Gdy tylko to zobaczyłem zacząłem swój niekontrolowany pokaz śmiechu, który wcale nie ustępował. To okropne z mojej strony.
Tak jak wcześniej obliczyłem - marsz zajął mi dokładnie piętnaście minut.
J: Stary, złaź już, bo zaraz tutaj zejdę. Zimnoooooooooooo.
K: Nie gorączkuj się tak, ha ha ha, jaki ja dowcipny jestem.
J: Zobaczymy jaki będziesz dowcipny jak zejdziesz :)
Nie odpisał, natomiast dosłownie za chwilę przede mną stanął.
"Dziękuję." Mruknąłem wypuszczając parę wodną z ust.
"Faktycznie zimno." Oznajmił.
"No co ty nie powiesz, Sherlocku."
"Oj, nie bądź wredny. Gdzie najpierw idziemy?"
"Hmm, nie wiem, może do sklepu?" Zapytałem sarkastycznie.
Jak jest zimno, robię się strasznie uszczypliwy.
"Dobra, przepraszam, najpierw do spożywczego, musimy kupić czekoladę, bo ja kocham czekoladę."
*
Czas był w tamtym momencie moim arcywrogiem. Do urodzin został jeden dzień, a wraz z resztą mieliśmy tylko połowę zaplanowanych akcji. Zostało jeszcze wygonienie gdzieś Zacka z Alexem, udekorowanie salonu, upieczenie w miarę zjadliwego tortu, zorganizowanie prezentu. Ugh, tyle roboty przed nami. Co do prezentu.... ostatnio myślałem, żeby wynająć striptizerkę. Wiem, to głupie, ale wiele razy przez głowę przeszedł mi taki pomysł, a to tylko dlatego, że Gaskarth to kobieciarz. Jak się z tym czułem? Mimo wszystko nadal próbowałem go uwieść, chociaż kłucie w sercu towarzyszyło kolejnym porażkom. Próbowałem, próbuję i próbować będę.
"Dobra chłopaki, bierzmy się za to, bo w końcu nie zdążymy." Ogłosiłem do zebranych w kuchni osób. Znajdowali się tam kolejno: Matty siedzący na stole, Kellin stojący obok, jedzący ciastko, Victor za nim, Trevor urzędujący na krześle grzebiący w telefonie oraz Rian. Tak, jego też zaprosiłem, ale tylko ze względu na to, iż dobrze zna Alexa, zawsze może nam doradzić co takiego lubi, na przykład w kwestii ciasta. Czekoladowe czy waniliowe? Jaki smak nadzienia? Ma na coś uczulenie? Właśnie do tego potrzebuję Dawsona.
"Co najpierw?" Zapytał Mullins.
"Ok, słuchajcie uważnie. Najpierw przygotujemy tort. Mamy wszystkie składniki?"
"Tak myślę." Wtrącił Quinn, a reszta przytaknęła.
"Lepiej sprawdźmy." Mruknąłem. "Mleko?"
"Jest!" Krzyknął Trevor rzucając w moją stronę karton białej cieczy.
"Super, jajka?"
"Są!"
"Vic, błagam, odłóż je." Zachichotałem.
"Nie, one są takie super, Jack, nie bądź taki." Powiedział robiąc smutną minkę w moim kierunku.
"Odłóż je, idioto."
Do akcji wkroczył Kellin i wyrwał biedny produkt z jego rąk. Czy tylko mi się wydaje, że to będzie ciężkie przedpołudnie?
*
"Gotowe." Odetchnąłem, po czym wyjąłem gotowy wypiek z piekarnika.
O dziwo nie miał czarnego koloru, nie leciał z niego dym i wyglądał naprawdę smakowicie. Cóż, okazuje się, że w grupie wcale nie jesteśmy takimi złymi piekarzami. Chłopaki jednocześnie wydali z siebie okrzyk radości, a następnie masowo zaczęli opuszczać kuchnię. W rezultacie zostałem sam, co bardzo mnie cieszyło, gdyż mogłem w spokoju posprzątać narobiony tutaj bałagan, w sumie niemały bałagan. Porozrzucane opakowania, porozbijane jajka, mikser w częściach, pełno mąki na podłodze, woda na ścianach, istne pobojowisko. Ale halo, jakimś niewyjaśnionym cudem tort wyszedł cudownie! Choć nigdy nie wiadomo czy któryś z tamtych nie dosypał do niego trucizny, by zlikwidować Lexa, z czego bym się śmiał jak głupi. Zresztą nieważne, trzeba ogarnąć ten burdel.
*
"Wszystkiego najlepszego!" Całą grupką wyskoczyliśmy zza kanapy.
Było tam odrobinę ciasno, jednak musieliśmy wytrzymać, żeby nie popsuć niespodzianki, która, jak sądzę, nam się udała. Skąd taki wniosek? Uśmiech Alexa wszyściutko mi powiedział. Wargi odkryły śnieżnobiałe zęby, sprawiając, iż moje kąciki ust również powędrowały ku górze. Zrobiliśmy to! I nawet nikt się nie wygadał, co jest cudem, naprawdę. Gaskarth był całkowicie zaskoczony.
"O Jezu." Zachichotał.
Kolejno zaczęliśmy do niego podchodzić składając szczere życzenia. Z tego co usłyszałem większość życzyła mu fajnej dziewczyny, na co odpowiadał śmiechem, ale dziękował. Na końcu zostałem ja. Wziąłem torbę z prezentem oraz ruszyłem w stronę chłopaka.
"No więc, staruszku, nie będę oryginalny. Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, super partnerki i tak dalej." Oznajmiłem, a następnie wręczyłem czerwoną, tekturową torebeczkę.
W przeciwieństwie do innych, mały Jack wybrał zawartość od serca. Poważnie, obserwowałem Lexa dłuższy czas, radziłem się Riana, aż ostatecznie wypatrzyłem odpowiednią rzecz na tą uroczystość, mianowicie jego ulubione perfumy. Na szczęście Dawson łaskawie dał mi podwyżkę, bo kosztowały mnie one połowę mojej poprzedniej pensji. Cóż, zapłacę każdą cenę, żeby go uszczęśliwić.
"Jacky, nie musiałeś."
"No weź, taki dzień jest raz na rok i chyba powinieneś dostać coś godnego uwagi." Odparłem.
"Dziękuję." Powiedział, po czym mnie przytulił.
"No już, puść mnie i chodźmy zabalować." Zaśmiałem się.
Tak, chciałem odrobinę dłużej trwać w jego uścisku, lecz mógł znowu mieć coś w stylu niekontrolowanego napadu agresji, albo coś innego, a przecież to byłoby niepotrzebne. Może jeszcze będę miał okazję go wytulić.
Chłopak przytaknął, wziął moją rękę (?) oraz poprowadził na środek salonu. Głośniki wypełniały pierwsze dźwięki piosenki "First Date" ulubionego zespołu Alexa, Blink 182. Ogólnie to również mój ulubiony zespół, czyli kolejna wspólna cecha jaką dzielimy. To musi być miłość.
Tańczyliśmy dobrą godzinę, a w efekcie obydwoje nie mieliśmy na nic siły.
"Dzięki za super taniec, Barakat. I w ogóle za wspaniałe urodziny, nigdy nikt czegoś takiego dla mnie nie zrobił."
"Przyjemność po mojej stronie." Odpowiedziałem.
"Hej, słuchaj..." Zaczął. "Może pójdziemy w jakieś ustronne miejsce? Chciałbym coś wyjaśnić."
"Umm, jasne."
Gdzie poszliśmy? Do łazienki. Dokładnie, zabrał mnie do łazienki wyjaśnić tajemniczą sprawę. Nie wiem co to ma na celu, nie myślałem racjonalnie, bo byłem cholernie przestraszony całym zajściem. Zaraz po wejściu brunet zamknął drzwi, by nikt nam nie przeszkadzał, chyba.
"Miałem okazję pomyśleć przez dwa miesiące na nasz temat, wiesz, o tym co zrobiliśmy, o tym jak się zachowałem i w ogóle i jest mi przykro, bo prawdopodobnie bardzo cię zraniłem, Jack. Ja... uh, tak jakby pragnę naprawić nasze relacje."
"Co?" Zapytałem niepewnie.
Czy ja dobrze usłyszałem?
"Staram się być miły, Barakat, więc tylko to popsuj, a cię zabiję, ok? Ok. Kontynuując, zmieniłem swoje nastawienie co do związków homoseksualnych. Doszedłem do wniosku, że to nic złego kochać osobę tej samej płci, a stało się to po tym, jak zacząłem mieć do ciebie uczucia. Grałem totalnego dupka, bo najzwyczajniej w świecie byłem przestraszony."
Wiedziałem, iż trudno mu mówić o swoim wnętrzu. Alex nigdy nie był typem człowieka, któremu łatwo przychodziło opisywanie tego, co czuje. Ciągle do mnie nie docierało co właśnie powiedział.
"Wiem, że pewnie uznasz mnie za debila, palanta czy cokolwiek, ale, Jack, lubię cię. Tak lubię lubię." Zakończył.
Jako odpowiedz złączyłem nasze usta. Wreszcie, po tak długim czasie. Czekałem, czekałem, aż w końcu się doczekałem. Nawet teraz nie potrafię opisać jak uradowany byłem.
"Będziesz moim chłopakiem?" Zapytał zaraz po oderwaniu ode mnie swoich ust.
"Tak, będę." Odparłem.
Wygrałem życie, Alexander William Gaskarth to mój chłopak.
_________________________________________________________________________________
Koniec!
Dziękuję za przeczytanie tego krótkiego fica, za ogrom komentarzy, którymi mnie zasypaliście, za niesamowitą aktywność tutaj. Pisanie dla Was to prawdziwa przyjemność.
Od razu mówię, DO TEGO NIE BĘDZIE KONTYNUACJI, żeby było wszystko jasne.
Teraz robię sobie małą przerwę, tak jak poprzednio, nie wiem na ile zniknę, ale zgodnie z umową wrócę z Kellicem, w sumie to kontynuacją tamtego Kellica, więc oczekujcie.
No i ten, liczę na Waszą aktywność pod tym postem, bo to bardzo motywuje do dalszego tworzenia!
Do napisania!
środa, 29 października 2014
wtorek, 21 października 2014
Chapter Eight (Jalex)
Nie wiedziałem co powiedzieć, ba, nawet nie potrafiłem wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Z jednej strony chciałem się najzwyczajniej w świecie rozpłakać, a z drugiej wykrzyczeć całą rozpacz i złość. Cholera, to co wtedy czułem było nie do opisania. Dałem się wykorzystać. I to przez Gaskartha! Przecież mogłem choć odrobinę pomyśleć, mogłem przeanalizować sprawę, mogłem odizolować wszelakie uczucia do niego, ale tego nie zrobiłem. Oczywiście, że nie. Najlepiej oddać swoje ciało jakiemuś dupkowi. Dobra, nawet nie chodzi o seks. To po prostu bolało jak skurwysyn, ta świadomość iż znów zaufałem pierwszemu lepszemu i teraz znów będę cierpiał, bo przecież innego wyjścia nie ma. On wróci do swoich dziewczyn, będzie je pieprzył czy cokolwiek innego, ułoży sobie życie na nowo, natomiast ja - jak zwykle - zasiądę przed telewizorem z piwem, dużą ilością piwa oraz dopiero wtedy zacznę kalkulować jakie błędy popełniłem, co zrobiłem źle, czego w ogóle nie zrobiłem, co powinienem był zrobić i tak dalej. Czeka mnie nieciekawy okres w życiu. Jednak mimo wszystko wolałem się upewnić. Cóż, taki jestem, zawsze muszę znać przyczynę, bo bez tego nie dam sobie spokoju, będę myślał, wyobrażał scenariusze.
"A teraz o co ci chodzi?" Zapytałem.
Chłopak zmarszczył brwi w jeszcze większym zirytowaniu.
"Jesteś głupszy niż myślałem." Odparł.
"Hej, nie dam się w ten sposób obrażać." Warknąłem. "Wiesz co? To ty jesteś głupi. Jesteś dupkiem, jesteś idiotą, jesteś jebanym niewdzięcznikiem!"
Kipiała ze mnie złość. W tamtym momencie nawet nie obchodziły mnie konsekwencje. Chyba każdy człowiek ma prawo wybuchnąć pod ciśnieniem, a u mnie owe ciśnienie było takie duże, że nie wytrzymałem trzymając wszystkiego w sobie.
"Ja jestem dupkiem? Powiem ci coś, Barakat i słuchaj uważnie. Tamtej nocy po prostu chciałem spróbować czegoś nowego. Podobało mi się, ale do ciebie nic nie czuję. Byłeś jedynie obiektem, który sprawił, iż przez określony czas czułem się zajebiście. Teraz wrócimy do stanu kiedy byliśmy kolegami. Wiesz o co chodzi, powtarzać się nie muszę. Wszystko jasne?"
Kolejne słowa uderzały we mnie ze zdwojoną siłą. No kto by się spodziewał takiego obrotu akcji? Szczerze, zacząłem żałować każdej spędzonej chwili z tym palantem. Te chmury będą za mną podążać w smutnej egzystencji jaką aktualnie zacząłem. Wszelka nadzieja wygasła, cóż, nikt mnie nie chce.
"Dzięki, że przynajmniej byłeś szczery." Mruknąłem.
"Nie ma za co." Uśmiechnął się. "Więc co, pijemy wieczorem piwo?"
Rozumiem, teraz sprawy wracają do normy, a my znowu stajemy się dobrymi kumplami, pijemy razem browara, oglądamy mecze, gadamy czy wychodzimy na miasto. Chociaż... to wcale nie był taki zły pomysł. Ogólnie rzecz biorąc, nawet bardzo dobry. To moja szansa na odbudowę naszych relacji. Kurde, w tamtym momencie również nie myślałem racjonalnie. Czy ja w ogóle kiedykolwiek myślę racjonalnie? Wątpię. Teraz liczyło się tylko i wyłącznie ponowne zbliżenie do Alexa, tym razem emocjonalne. Nie wiem jak to zrobię, nie wiem czy mi się uda, praktycznie nic nie wiedziałem, Gaskarth ponownie postanowił grać nieprzewidywalnego i chyba to najbardziej mnie do niego ciągnęło. Te jego wciąż nowe reakcje na poszczególne sytuacje czy chociażby jego zachowanie skrywające nieodkryte tajemnice. Może w przyszłości będę pierwszym, który wyciągnie je na światło dzienne. Nadzieja matką głupich.
'Jasne." Odparłem. "A teraz przepraszam, muszę gdzieś wyjść."
Już nie odpowiedział, a ja natomiast ruszyłem do przedpokoju, założyłem buty, kurtkę i wyszedłem. Gdzie? Cel nie był mi znany. Jedyne czego pragnąłem to pooddychać świeżym powietrzem, ponownie przemyśleć niektóre sprawy, więc to uczyniłem. Wziąłem głęboki wdech, pozwoliłem zanieczyszczonemu tlenowi dostać się do płuc oraz ruszyłem przed siebie. W sumie to miałem nawet dużo możliwości. Mogłem pójść do Kellina, Matty'ego, Trevora. Chociaż nie. Nie bardzo widziało mi się siedzenie w barze i picie ochłapów z tamtejszej kuchni. Faktycznie, ciekawe co dodają do ich piwa. Wciąż idąc prosto zastanawiałem się co dalej zrobić. Nagle nad głową zaświeciła mi lampka. No przecież! Wypadałoby znaleźć Zacka. Nie dawał znaku życia już jakiś czas, a ja faktyczne byłem odrobinę przerażony jego wyprowadzką.
Szybko odnalazłem w kieszeni spodni komórkę, po czym otworzyłem wiadomości. Postanowiłem, że lepiej napisać aniżeli zadzwonić. Znając mnie pewnie nawet nie bym nie wiedział co powiedzieć.
J: Hej. Słuchaj, trochę głupio, że wyprowadziłeś się tak bez żadnego pożegnania. Co ty na to żeby się teraz spotkać na jakiejś kawie?
Czekałem i czekałem, a odpowiedzi nadal nie było. Zacząłem myśleć, iż całkowicie straciliśmy kontakt, ale pół godziny bezcelowego chodzenia po parku zdecydowanie zabiło trochę czasu i w końcu usłyszałem dzwonek smsa.
Z: Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
J: No weź, zamierzasz się do mnie nie odzywać?
Z: Dokładnie tak zamierzałem, ale zgoda. Za 15 minut przy naszej ulubionej kawiarni.
"A teraz o co ci chodzi?" Zapytałem.
Chłopak zmarszczył brwi w jeszcze większym zirytowaniu.
"Jesteś głupszy niż myślałem." Odparł.
"Hej, nie dam się w ten sposób obrażać." Warknąłem. "Wiesz co? To ty jesteś głupi. Jesteś dupkiem, jesteś idiotą, jesteś jebanym niewdzięcznikiem!"
Kipiała ze mnie złość. W tamtym momencie nawet nie obchodziły mnie konsekwencje. Chyba każdy człowiek ma prawo wybuchnąć pod ciśnieniem, a u mnie owe ciśnienie było takie duże, że nie wytrzymałem trzymając wszystkiego w sobie.
"Ja jestem dupkiem? Powiem ci coś, Barakat i słuchaj uważnie. Tamtej nocy po prostu chciałem spróbować czegoś nowego. Podobało mi się, ale do ciebie nic nie czuję. Byłeś jedynie obiektem, który sprawił, iż przez określony czas czułem się zajebiście. Teraz wrócimy do stanu kiedy byliśmy kolegami. Wiesz o co chodzi, powtarzać się nie muszę. Wszystko jasne?"
Kolejne słowa uderzały we mnie ze zdwojoną siłą. No kto by się spodziewał takiego obrotu akcji? Szczerze, zacząłem żałować każdej spędzonej chwili z tym palantem. Te chmury będą za mną podążać w smutnej egzystencji jaką aktualnie zacząłem. Wszelka nadzieja wygasła, cóż, nikt mnie nie chce.
"Dzięki, że przynajmniej byłeś szczery." Mruknąłem.
"Nie ma za co." Uśmiechnął się. "Więc co, pijemy wieczorem piwo?"
Rozumiem, teraz sprawy wracają do normy, a my znowu stajemy się dobrymi kumplami, pijemy razem browara, oglądamy mecze, gadamy czy wychodzimy na miasto. Chociaż... to wcale nie był taki zły pomysł. Ogólnie rzecz biorąc, nawet bardzo dobry. To moja szansa na odbudowę naszych relacji. Kurde, w tamtym momencie również nie myślałem racjonalnie. Czy ja w ogóle kiedykolwiek myślę racjonalnie? Wątpię. Teraz liczyło się tylko i wyłącznie ponowne zbliżenie do Alexa, tym razem emocjonalne. Nie wiem jak to zrobię, nie wiem czy mi się uda, praktycznie nic nie wiedziałem, Gaskarth ponownie postanowił grać nieprzewidywalnego i chyba to najbardziej mnie do niego ciągnęło. Te jego wciąż nowe reakcje na poszczególne sytuacje czy chociażby jego zachowanie skrywające nieodkryte tajemnice. Może w przyszłości będę pierwszym, który wyciągnie je na światło dzienne. Nadzieja matką głupich.
'Jasne." Odparłem. "A teraz przepraszam, muszę gdzieś wyjść."
Już nie odpowiedział, a ja natomiast ruszyłem do przedpokoju, założyłem buty, kurtkę i wyszedłem. Gdzie? Cel nie był mi znany. Jedyne czego pragnąłem to pooddychać świeżym powietrzem, ponownie przemyśleć niektóre sprawy, więc to uczyniłem. Wziąłem głęboki wdech, pozwoliłem zanieczyszczonemu tlenowi dostać się do płuc oraz ruszyłem przed siebie. W sumie to miałem nawet dużo możliwości. Mogłem pójść do Kellina, Matty'ego, Trevora. Chociaż nie. Nie bardzo widziało mi się siedzenie w barze i picie ochłapów z tamtejszej kuchni. Faktycznie, ciekawe co dodają do ich piwa. Wciąż idąc prosto zastanawiałem się co dalej zrobić. Nagle nad głową zaświeciła mi lampka. No przecież! Wypadałoby znaleźć Zacka. Nie dawał znaku życia już jakiś czas, a ja faktyczne byłem odrobinę przerażony jego wyprowadzką.
Szybko odnalazłem w kieszeni spodni komórkę, po czym otworzyłem wiadomości. Postanowiłem, że lepiej napisać aniżeli zadzwonić. Znając mnie pewnie nawet nie bym nie wiedział co powiedzieć.
J: Hej. Słuchaj, trochę głupio, że wyprowadziłeś się tak bez żadnego pożegnania. Co ty na to żeby się teraz spotkać na jakiejś kawie?
Czekałem i czekałem, a odpowiedzi nadal nie było. Zacząłem myśleć, iż całkowicie straciliśmy kontakt, ale pół godziny bezcelowego chodzenia po parku zdecydowanie zabiło trochę czasu i w końcu usłyszałem dzwonek smsa.
Z: Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
J: No weź, zamierzasz się do mnie nie odzywać?
Z: Dokładnie tak zamierzałem, ale zgoda. Za 15 minut przy naszej ulubionej kawiarni.
Czyli jednak chciał naprawić naszą relację! To dobrze, gdyż nie potrafiłbym dalej funkcjonować po stracie Merricka. Przecież jest moim najlepszym kumplem! Życie bez niego nie byłoby takie same.
Na zegarku widniała dziesiąta czterdzieści pięć, tak więc wyruszyłem w drogę. Nasze miejsce spotkania to nieduża kawiarenka w centrum Baltimore. Jej wystrój nie jest specjalnie kolorystyczny, raczej wszystko jest stonowane w kolorze jasnego drewna. Tyle wystarczy.
*
"Hej!" Krzyknąłem do umięśnionego chłopaka, by mnie zauważył.
"No cześć." Powiedział lekko zmieszany.
Teraz jak go przekonać, by wrócił do domu? Poradzę sobie.
"Gdzie się podziewałeś?"
Zack usiadł na miejscu przeciw mojej osoby, a następnie podparł brodę o swoje dłonie.
"No wiesz, tu i ówdzie, jak dotąd śpię u kolegi." Odparł bez uczuć.
"Może..." Zacząłem. "Może prowadziłbyś się z powrotem do nas? Przyjmiemy cię, przecież to też twoje mieszkanie."
Po dłuższym namyśle odpowiedział:
"Zgoda."
Konwersacja nie trwała długo, a my w spokoju zjedliśmy obiad. Ciekawy jestem jak na ta sytuację zareaguje Alex. Może być śmiesznie.
Konwersacja nie trwała długo, a my w spokoju zjedliśmy obiad. Ciekawy jestem jak na ta sytuację zareaguje Alex. Może być śmiesznie.
_________________________________________________________________________________
Jeny, tak dawno nie było rozdziału, nie wiem co się ze mną działo, po prostu ogarnęło mnie bezwenie, ale i miałam dość duże problemy z bloggerem czy internetem, więc dodaję dopiero teraz. Obiecuję, że teraz się ogarnę i jeśli bardziej sprężycie się z komentarzami to posty będą pojawiać się nawet co 3 dni!
Tak więc, stawka standardowa, 15 - następny.
+ Niedługo kończę to ff, szykujcie się na to.
++ Kto podekscytowany wyjściem nowej piosenki BMTH? Ja ją kocham.
+++ Was też kocham.
Do napisania!
wtorek, 14 października 2014
Chapter Seven (Jalex)
Sceny +18, więc jeśli jesteś niepełnoletni/niepełnoletnia radzę nie czytać.
15 komentarzy - następny.
Być może to ff się przeciągnie, nie wiem.
+ dedykacja dla Martyny, bo chyba mnie zje jak jej nie dodam. To kochane.
Buźka.
_________________________________________________________________________________
Kanapa zdawała się być zdecydowanie za mała i za mało wytrzymała na nasze wybryki. Aktualnie siedziałem okrakiem na chłopaku, który jeszcze niedawno krzywdziłby mnie zarówno psychicznie jak i fizycznie. Teraz natomiast łapczywie całował moje usta. Odrywaliśmy się od siebie tylko żeby odetchnąć, ale zaraz potem wracaliśmy do poprzedniej pozycji. Ile tak trwaliśmy? Nie mam zielonego pojęcia.
Atmosfera z czasem stawała się coraz gorętsza, nasze oddechy łączyły się w jeden. Chłopak wyraźnie nie dawał rady, zresztą nawet przez spodnie czułem jaki jest twardy. I to ja doprowadziłem do takiego stanu!
"Jack, już nie wytrzymam." Odetchnął, odrywając przy tym swoje wargi od moich.
"Weź mnie na ręce i do sypialni."
Owinąłem ramiona wokół szyi Alexa, a nogi zacisnąłem na jego bokach. Z łatwością opuściliśmy nieszczęsną sofę oraz ruszyliśmy w stronę owej sypialni, chyba. Nie bardzo byłem skupiony na drodze, a to wszystko przez to, że Gaskarth kąsał moją kość policzkową, powodując doprowadzając tym samym mnie do wariactwa.
Chwilę później wylądowałem na miękkim łóżku, a chłopak niemal natychmiast zerwał swoje ubrania, łącznie z bielizną. Sekundę po tym, ja również stałem się całkowicie nagi. Wyglądał idealnie, to chyba najpiękniejszy widok jaki kiedykolwiek miałem zaszczyt ujrzeć. Opalony tors, potargane włosy i ten zaraźliwy uśmiech na twarzy. O mój Boże, tak bardzo chciałem go już w sobie.
Podszedł do mebla, po czym znów łapczywie mnie pocałował przez przypadek pocierając nasze krocza na co cicho jęknąłem.
"Powtórz to." Mruknął, wciąż trwając w pocałunku.
Oderwałem od niego głowę.
"Co?"
"Powtórz. To było cholernie seksowne."
Zaczerwieniłem się, oczywiście, że tak. Kto by się nie zarumienił, gdy osoba, którą kocha powiedziała mu taką rzecz?
Z każdym kolejnym dotykiem Alex oddychał jeszcze ciężej. Postanowiłem dłużej go nie męczyć, w końcu to dzięki niemu robiliśmy co robiliśmy, a nie oglądaliśmy durny film. Aktualna wersja zdecydowanie bardziej mi odpowiadała. To chyba logiczne.
Powoli całując dosłownie wszystkie zakątki jego ciała doszedłem do podbrzusza. Z precyzją polizałem jego końcówkę, po czym powoli wziąłem całego członka do ust.
"T-tylko spróbuj mnie torturować to przysięgam, że się odpłacę tym samym." Powiedział z wyraźną trudnością, ponieważ poruszałem głową w górę i w dół, raz po raz dołączając do ruchów język.
Mruknąłem 'ok' nieświadomie dostarczając mu wibracji, które wyraźnie sprawiły mu przyjemność. Wywnioskowałem to z przeciągłego jęku czystej desperacji i pożądania.
"Dobra, s-stop. Jack, chcesz, żebym doszedł ci w buzię?"
Wyjąłem go z ust oraz czekałem na dalsze działania.
"Masz tu jakiś lubrykant?" Zapytał.
"Jasne, druga szuflada, po lewej stronie."
Nie mogłem się doczekać tego uczucia. Co prawda, nie byłem już 'dziewicą', ale od ostatniego stosunku minęło coś około roku, więc pewnie będzie boleć. A Alex... jak na homofoba, radził sobie wyjątkowo dobrze.
Chłopak wrócił z małą buteleczką, wylał żel na rękę a następnie rozprowadził na całej swojej długości.
"Jesteś pewny?" Ostatni raz spytał.
Czy byłem? Zdecydowanie, bo miałem malutką nadzieję iż po zbliżeniu on również zacznie coś do mnie czuć.
"Tak."
Niemal od razu przyssał się do mnie zostawiając pokaźną malinkę na szyi i chwileczkę później poczułem go przy wejściu. Jednym szybkim pchnięciem wszedł do środka, sprawiając iż w jednym momencie stałem się pełny. Wypuściłem powietrze z płuc wraz z krótkim krzykiem. Tak jak myślałem - bolało.
"Wszystko w porządku?"
"Mhm." Mruknąłem. "Zacznij się ruszać, tylko powoli."
Tak jak powiedziałem tak zrobił. Jego biodra bardzo mozolnie wykonywały płytkie ruchy. Ból powoli ustępował oraz z każdym następnym pchnięciem czułem jedynie przyjemność wypełniającą najmniejszą część mojego ciała. Całkowicie oddałem się wszechogarniającemu uczuciu.
"U-uh, Lex, o kurwa." Jęknąłem.
Przyśpieszył oraz wbijał się we mnie z większą brutalnością co było cholernie przyjemne, bo nigdy wcześniej nie zaznałem czegoś takiego.
"Jack, j-jesteś wspaniały, uhh,"
Wykonał jeszcze parę głębszych ruchów i to wystarczyło żebym był bliski nieba. Jednak bez jego pomocy to niemożliwe, więc spojrzałem mu błagalnie w oczy, a ten zrozumiał aluzję oraz chwycił moją niesamowicie twardego, niemal skamieniałego penisa i poruszał po nim dłonią w szybkim tempie. Przeżywałem prawdziwą agonię, a westchnienia chłopaka doprowadzały mnie do szału.
Nie musiałem długo czekać na spełnienie, skąd, byłem tak podniecony, że już najmniejszy dotyk wprawiał mnie w największą ekstazę w życiu.
Chwilę później Alex również doszedł, wydając przy tym przeciągły jęk, który w jego wykonaniu brzmiał cudownie.
Opadł na łóżko, po czym zamknął swoje piwne oczy.
"Najlepszy seks jaki kiedykolwiek miałem." Powiedział.
Przytaknąłem.
*
Nawet nie wiem kiedy usnąłem, odpłynąłem, dokładnie jak Gaskarth. Pierwszy raz spaliśmy w jednym pokoju, a nawet na jednym meblu! Kurde, minął miesiąc, a my już tkwiliśmy w tej niezbyt zrozumiałej dla mnie sytuacji. Po prostu się ze sobą przespaliśmy. Nie żeby coś, seks był naprawdę wspaniały, lepszego nigdy przedtem nie uprawiałem, ale wciąż miałem poważne wątpliwości. Co jeśli Alex teraz mnie zostawi? Albo coś jeszcze gorszego? Czułem coś do niego, przywiązałem się, więc jeśli teraz odejdzie to nie wiem co zrobię. Kochałem go. Tylko on jest na tyle nieprzewidywalny, że nie da rady jego następnego zachowania. Może wybuchnąć złością, może zmienić tok myślenia, tak naprawdę może wszystko i chyba najbardziej tego się obawiałem.
Wstałem z łóżka, oczywiście nie dotykając chłopaka, bo wciąż był pogrążony w głębokim śnie, a wyglądał cholernie słodko.
Huh, powiem szczerze, ledwo chodziłem, ale jakimś cudem doszedłem do łazienki, ogarnąłem się, a następnie kuchni. Postanowiłem uszykować śniadanie, miło go przywitać.
*
Pół godziny trwała ta katorga - wyczekiwanie. Wreszcie usłyszałem pomruki i odgłosy schodzenia po schodach. W wejściu do pomieszczenia ujrzałem zaspanego Lexa, pocierającego swoją twarz dłońmi. Ledwo otwartymi oczami spojrzał na mnie i co zrobił? No jak co, przeklął pod nosem.
"Hej, uszykowałem śniadanie i tak myślałem... może zjemy je razem?" Zapytałem.
"Uważaj, bo zjem z tobą śniadanie." Zadrwił.
"O co ci chodzi?"
'O co? To bardzo proste. Wczorajsze wydarzenie powinno nie mieć miejsca!" Krzyknął. "Przecież nie jestem gejem, po prostu nie jestem."
15 komentarzy - następny.
Być może to ff się przeciągnie, nie wiem.
+ dedykacja dla Martyny, bo chyba mnie zje jak jej nie dodam. To kochane.
Buźka.
_________________________________________________________________________________
Kanapa zdawała się być zdecydowanie za mała i za mało wytrzymała na nasze wybryki. Aktualnie siedziałem okrakiem na chłopaku, który jeszcze niedawno krzywdziłby mnie zarówno psychicznie jak i fizycznie. Teraz natomiast łapczywie całował moje usta. Odrywaliśmy się od siebie tylko żeby odetchnąć, ale zaraz potem wracaliśmy do poprzedniej pozycji. Ile tak trwaliśmy? Nie mam zielonego pojęcia.
Atmosfera z czasem stawała się coraz gorętsza, nasze oddechy łączyły się w jeden. Chłopak wyraźnie nie dawał rady, zresztą nawet przez spodnie czułem jaki jest twardy. I to ja doprowadziłem do takiego stanu!
"Jack, już nie wytrzymam." Odetchnął, odrywając przy tym swoje wargi od moich.
"Weź mnie na ręce i do sypialni."
Owinąłem ramiona wokół szyi Alexa, a nogi zacisnąłem na jego bokach. Z łatwością opuściliśmy nieszczęsną sofę oraz ruszyliśmy w stronę owej sypialni, chyba. Nie bardzo byłem skupiony na drodze, a to wszystko przez to, że Gaskarth kąsał moją kość policzkową, powodując doprowadzając tym samym mnie do wariactwa.
Chwilę później wylądowałem na miękkim łóżku, a chłopak niemal natychmiast zerwał swoje ubrania, łącznie z bielizną. Sekundę po tym, ja również stałem się całkowicie nagi. Wyglądał idealnie, to chyba najpiękniejszy widok jaki kiedykolwiek miałem zaszczyt ujrzeć. Opalony tors, potargane włosy i ten zaraźliwy uśmiech na twarzy. O mój Boże, tak bardzo chciałem go już w sobie.
Podszedł do mebla, po czym znów łapczywie mnie pocałował przez przypadek pocierając nasze krocza na co cicho jęknąłem.
"Powtórz to." Mruknął, wciąż trwając w pocałunku.
Oderwałem od niego głowę.
"Co?"
"Powtórz. To było cholernie seksowne."
Zaczerwieniłem się, oczywiście, że tak. Kto by się nie zarumienił, gdy osoba, którą kocha powiedziała mu taką rzecz?
Z każdym kolejnym dotykiem Alex oddychał jeszcze ciężej. Postanowiłem dłużej go nie męczyć, w końcu to dzięki niemu robiliśmy co robiliśmy, a nie oglądaliśmy durny film. Aktualna wersja zdecydowanie bardziej mi odpowiadała. To chyba logiczne.
Powoli całując dosłownie wszystkie zakątki jego ciała doszedłem do podbrzusza. Z precyzją polizałem jego końcówkę, po czym powoli wziąłem całego członka do ust.
"T-tylko spróbuj mnie torturować to przysięgam, że się odpłacę tym samym." Powiedział z wyraźną trudnością, ponieważ poruszałem głową w górę i w dół, raz po raz dołączając do ruchów język.
Mruknąłem 'ok' nieświadomie dostarczając mu wibracji, które wyraźnie sprawiły mu przyjemność. Wywnioskowałem to z przeciągłego jęku czystej desperacji i pożądania.
"Dobra, s-stop. Jack, chcesz, żebym doszedł ci w buzię?"
Wyjąłem go z ust oraz czekałem na dalsze działania.
"Masz tu jakiś lubrykant?" Zapytał.
"Jasne, druga szuflada, po lewej stronie."
Nie mogłem się doczekać tego uczucia. Co prawda, nie byłem już 'dziewicą', ale od ostatniego stosunku minęło coś około roku, więc pewnie będzie boleć. A Alex... jak na homofoba, radził sobie wyjątkowo dobrze.
Chłopak wrócił z małą buteleczką, wylał żel na rękę a następnie rozprowadził na całej swojej długości.
"Jesteś pewny?" Ostatni raz spytał.
Czy byłem? Zdecydowanie, bo miałem malutką nadzieję iż po zbliżeniu on również zacznie coś do mnie czuć.
"Tak."
Niemal od razu przyssał się do mnie zostawiając pokaźną malinkę na szyi i chwileczkę później poczułem go przy wejściu. Jednym szybkim pchnięciem wszedł do środka, sprawiając iż w jednym momencie stałem się pełny. Wypuściłem powietrze z płuc wraz z krótkim krzykiem. Tak jak myślałem - bolało.
"Wszystko w porządku?"
"Mhm." Mruknąłem. "Zacznij się ruszać, tylko powoli."
Tak jak powiedziałem tak zrobił. Jego biodra bardzo mozolnie wykonywały płytkie ruchy. Ból powoli ustępował oraz z każdym następnym pchnięciem czułem jedynie przyjemność wypełniającą najmniejszą część mojego ciała. Całkowicie oddałem się wszechogarniającemu uczuciu.
"U-uh, Lex, o kurwa." Jęknąłem.
Przyśpieszył oraz wbijał się we mnie z większą brutalnością co było cholernie przyjemne, bo nigdy wcześniej nie zaznałem czegoś takiego.
"Jack, j-jesteś wspaniały, uhh,"
Wykonał jeszcze parę głębszych ruchów i to wystarczyło żebym był bliski nieba. Jednak bez jego pomocy to niemożliwe, więc spojrzałem mu błagalnie w oczy, a ten zrozumiał aluzję oraz chwycił moją niesamowicie twardego, niemal skamieniałego penisa i poruszał po nim dłonią w szybkim tempie. Przeżywałem prawdziwą agonię, a westchnienia chłopaka doprowadzały mnie do szału.
Nie musiałem długo czekać na spełnienie, skąd, byłem tak podniecony, że już najmniejszy dotyk wprawiał mnie w największą ekstazę w życiu.
Chwilę później Alex również doszedł, wydając przy tym przeciągły jęk, który w jego wykonaniu brzmiał cudownie.
Opadł na łóżko, po czym zamknął swoje piwne oczy.
"Najlepszy seks jaki kiedykolwiek miałem." Powiedział.
Przytaknąłem.
*
Nawet nie wiem kiedy usnąłem, odpłynąłem, dokładnie jak Gaskarth. Pierwszy raz spaliśmy w jednym pokoju, a nawet na jednym meblu! Kurde, minął miesiąc, a my już tkwiliśmy w tej niezbyt zrozumiałej dla mnie sytuacji. Po prostu się ze sobą przespaliśmy. Nie żeby coś, seks był naprawdę wspaniały, lepszego nigdy przedtem nie uprawiałem, ale wciąż miałem poważne wątpliwości. Co jeśli Alex teraz mnie zostawi? Albo coś jeszcze gorszego? Czułem coś do niego, przywiązałem się, więc jeśli teraz odejdzie to nie wiem co zrobię. Kochałem go. Tylko on jest na tyle nieprzewidywalny, że nie da rady jego następnego zachowania. Może wybuchnąć złością, może zmienić tok myślenia, tak naprawdę może wszystko i chyba najbardziej tego się obawiałem.
Wstałem z łóżka, oczywiście nie dotykając chłopaka, bo wciąż był pogrążony w głębokim śnie, a wyglądał cholernie słodko.
Huh, powiem szczerze, ledwo chodziłem, ale jakimś cudem doszedłem do łazienki, ogarnąłem się, a następnie kuchni. Postanowiłem uszykować śniadanie, miło go przywitać.
*
Pół godziny trwała ta katorga - wyczekiwanie. Wreszcie usłyszałem pomruki i odgłosy schodzenia po schodach. W wejściu do pomieszczenia ujrzałem zaspanego Lexa, pocierającego swoją twarz dłońmi. Ledwo otwartymi oczami spojrzał na mnie i co zrobił? No jak co, przeklął pod nosem.
"Hej, uszykowałem śniadanie i tak myślałem... może zjemy je razem?" Zapytałem.
"Uważaj, bo zjem z tobą śniadanie." Zadrwił.
"O co ci chodzi?"
'O co? To bardzo proste. Wczorajsze wydarzenie powinno nie mieć miejsca!" Krzyknął. "Przecież nie jestem gejem, po prostu nie jestem."
sobota, 11 października 2014
Chapter Six (Jalex)
Utopiłem się w jego ustach. Poruszał nimi z namiętnością jakiej jeszcze nigdy przedtem nie zaznałem. To wszystko było za szybko, po prostu. Jeszcze kilka godzin temu uważałem go za jednego z największych wrogów, a teraz najzwyczajniej w świecie łapałem każdy moment naszego zbliżenia. Chwytałem sekundy, chciałem by trwało w nieskończoność.
"Dobra, wiecie co? Wyprowadzam się. Więcej mnie nie zobaczysz, Jack."
Nie zwracałem uwagi na te słowa, tylko na motyle, które zaczęły tańce w moim brzuchu. Nie czułem ich od dłuższego czasu.
Gdy trzasnęły drzwi Alex oderwał swoje wargi od moich i z wielkim uśmiechem zaczął poprawiać koszulkę podwiniętą podczas pocałunku. Panowała niezręczna cisza, ale chłopak ją przerwał donośnym śmiechem.
"Człowieku, widziałeś to? Cudowna akcja! Będzie nam się dobrze razem mieszkać."
Otworzyłem szeroko oczy.
"Co masz na myśli?" Zapytałem niepewnie.
"Chyba nie myślałeś, że to na serio." Zachichotał. "Choć całkiem dobrze całujesz."
Przysięgam, w tamtym momencie moje policzki zabarwiły się różnymi odcieniami czerwieni. Dziwne uciski w żołądku dalej nie chciały ustąpić. Huh, po tym wydarzeniu zdecydowanie miałem uczucia do Alexa. Cóż, nienawidziłem go, ale teraz byłem niemal pewny, że darzyłem jego osobę czymś więcej niż zwyczajną nienawiścią, czymś pozytywniejszym.
Chłopak wstał z sofy, na której przed chwilą 'urzędowaliśmy' i ruszył do kuchni. Ja natomiast postanowiłem wziąć orzeźwiającą kąpiel. Również wstałem z mebla, po czym dość szybkim krokiem wszedłem do sypialni, by zwinąć jakieś czyste bokserki oraz dłuższą bluzkę. Wolę być bardziej ubrany w pobliżu Gaskartha. Może znów coś knuje, a ja nie mam najmniejszej ochoty brać w tym udziału.
Zaraz po zabraniu rzeczy znalazłem się pod prysznicem. Odkręciłem wodę i pozwoliłem gorącym kropelkom spływać po moim ciele.
Myśli rozsadzały mi głowę. Chciałbym wiedzieć o co chodzi Alexowi, naprawdę. Najpierw jest dupkiem jakich mało, a jeszcze kilka minut temu się całowaliśmy z największą pasją jaką kiedykolwiek czułem.
Mijały minuty, a ja z każdą chwilą więcej myślałem o tym idiocie aż w pewnym momencie zauważyłem iż stałem się twardy, tam na dole.
"Cholera." Mruknąłem.
To nie miało tak być. Nie miałem się podniecać na samą myśl o nim. W ogóle miałem o nim nie myśleć. Niestety, przyszedł czas by wziąć sprawy w swoje ręce i zlikwidować problem, czyli w tym wypadku moją wciąż rosnącą erekcję.
Odkręciłem głośniej strumień, aby nikt nie usłyszał co tutaj wyprawiałem. Tylko tego jeszcze brakowało. Następnie objąłem dłonią swoje przyrodzenie co skutkowało cichym jękiem, który wydałem. Sapnąłem ciężko, po czym powoli zacząłem poruszać nadgarstkiem. Dawno tego nie robiłem, więc tak jakby wyszedłem z wprawy, ale to nie powstrzymywało mnie przed dosięgnięciem nieba, skąd.
Z czasem mój oddech stał się płytszy i wiedziałem, że jestem już blisko. Szybciej poruszyłem ręką oraz dosłownie kilka sekund później wystrzeliłem na ściankę prysznica wydając przy tym przeciągły jęk z paroma przekleństwami. Woda zmyła wszystkie brudy, a ja na jakiś czas miałem spokój.
*Miesiąc później...*
Nie bardzo ogarniałem co się działo. Alex był miły, uczynny, mieliśmy dobre kontakty, choć po naszym 'zbliżeniu' przez jakiś czas panowała niezręczna sytuacja. Może przeżył magiczną przemianę? Naprawdę nie wiem, ale jak najbardziej mi odpowiadało jego obecne zachowanie. Przez ten miesiąc wiele rozmawialiśmy, a ja odkryłem o nim parę istotnych faktów. Przede wszystkim - nienawidzi gejów. Tego również nie rozumiałem, przecież jakiś czas temu się całowaliśmy, a z tego co wiem to jestem facetem. Chyba, że coś mi umknęło, w co wątpię.
W każdym razie, te kilka długich tygodni sprawiły iż byłem pewien swoich uczuć. Cóż, zakochałem się, ale nic na to nie mogłem poradzić. Lex to homofob. Chociaż gdzieś tam wciąż posiadałem plan 'przestawienia' go na dobrą stronę mocy. Na razie nie próbowałem.
Aktualnie wraz z obiektem moich westchnień siedzieliśmy na zapleczu oglądając głupie zdjęcia. W poniedziałki rano mało klientów przychodzi kupować płyty czy akcesoria muzyczne, więc Rian pozwolił nam siedzieć i odpoczywać, a my postanowiliśmy skorzystać z okazji.
Ogólnie, dzisiaj wraz z Gaskarthem byliśmy umówieni na lunch tak około piętnastej trzydzieści. Wtedy oboje zgłodniejemy oraz pochłoniemy danie z apetytem. Poza tym to kolejna szansa bliższej rozmowy z nim, bo nudziło mnie i denerwowało słuchanie o jego ex dziewczynach, jednorazowych przygodach czy przeszłych związkach. To bolało.
*
Wreszcie nadszedł koniec naszej zmiany. Ostatnio bez przerwy upiekało mi się od zamykania sklepu wieczorem. Na szczęście, ponieważ posiadam o wiele lepsze zajęcia aniżeli siedzenie w pracy do dwudziestej pierwszej.
Zabrałem wszystkie rzeczy z zaplecza, pożegnałem się z przyjaciółmi oraz Dawsonem, po czym ruszyłem do Alexa czekającego przy wyjściu. Na wstępie posłałem mu nieśmiały uśmiech, który odwzajemnił, a następnie weszliśmy do jego auta. Usiadłem na miejscu pasażera jednocześnie zapinając pasy bezpieczeństwa. Chłopak powtórzył ową czynność, odpalił silnik i byliśmy w drodze.
*
"Gdzie siadamy?" Zapytałem.
Zaniosło nas do skromnej włoskiej restauracji. Nie obchodzi mnie wielkość, najważniejze by mieli pizzę, którą kocham.
"Nie wiem, znajdź wolne miejsce, ja się dostosuję." Odparł.
Chwilę później namierzyłem pusty stolik w rogu małej salki. Uznałem, że to odpowiednie miejsce, więc zaprowadziłem tam towarzysza. Alex kulturalnie odsunął krzesło, bym mógł usiąść.
Oh, co z niego za gentelman.
Grzecznie podziękowałem, a zaraz potem złożyłem zamówienie do kelnera, który dokładnie notował każde nasze słowo.
Po piętnastu minutach na stole stanęła wielka pizza. Tęskniłem za tym smakiem.
Po posiłku wróciliśmy do domu. Brzuchy napełnione, teraz trzeba włączyć telewizję i pozwolić kaloriom przeistoczyć się w tłuszcz. Sięgnąłem pilota, nacisnąłem czerwony przycisk i skupiłem uwagę na odbiorniku. Wypadałoby wypożyczyć jakiś film, bo przecież w TV nic nie puszczają. Jak zawsze.
"Co oglądasz?"
"Nawet nie wiem." Odpowiedziałem.
"Daj." Mruknął, a ja podałem mu włącznik od urządzenia.
Chłopak usiadł obok mnie, założył nogi na mały stolik do kawy, otworzył puszkę piwa oraz przełączył na inny kanał. Akurat leciała komedia romantyczna.
"Alex, tylko nie to." Poprosiłem.
On jednak olał moje słowa, ba, nawet podgłosił. Wyszło, że byłem skazany na jakiś denny film. Natomiast Gaskarth siedział z wielkim uśmiechem na twarzy, choć wyglądał jakby coś analizował.
*
Szczerze, pół godziny tego filmu i miałem dość. Co chwilę pojawiała się jakaś erotyczna scena, aż momentami myślałem, że oglądaliśmy film od osiemnastego roku życia co nie bardzo mi odpowiadało. Zdaje się iż również. Czemu? Bez przerwy na mnie spoglądał, przysuwał się bliżej. W końcu nie wytrzymałem:
"Co ty odwalasz?"
"Myślę." Odparł.
"O czym?" Zapytałem.
"Jack, bo ja chciałbym spróbować." Oznajmił.
W życiu bym się nie spodziewał takiej odpowiedzi. Mote w brzuchu znów zaatakowały, policzki nabrały czerwonego koloru, a usta mimowolnie ukształtowały delikatny łuk tworząc uśmiech. Może po prostu źle usłyszałem?
"Co spróbować?"
Tak, domyślałem się o co mogło mu chodzić, ale mimo wszystko liczyłem, że potwierdzi moje podejrzenia. I nie myliłem się. Chłopak objął mnie ramieniem, a następnie znowu złączył nasze wargi w zachłannym pocałunku. Cholera, w tamtym momencie chciałem go tak bardzo.
_________________________________________________________________________________
Hejka, jako, że było 16 komentarzy (wtf w ogóle, jak to możliwe, kocham Was) dodaję rozdział, dłuższy rozdział, który jest odpowiednikiem nagrody za aż taką aktywność.
To może podniesiemy poprzeczkę? 15 - następny.
Dacie radę, wierzę w w moje małe ludki.
Buziaki.
"Dobra, wiecie co? Wyprowadzam się. Więcej mnie nie zobaczysz, Jack."
Nie zwracałem uwagi na te słowa, tylko na motyle, które zaczęły tańce w moim brzuchu. Nie czułem ich od dłuższego czasu.
Gdy trzasnęły drzwi Alex oderwał swoje wargi od moich i z wielkim uśmiechem zaczął poprawiać koszulkę podwiniętą podczas pocałunku. Panowała niezręczna cisza, ale chłopak ją przerwał donośnym śmiechem.
"Człowieku, widziałeś to? Cudowna akcja! Będzie nam się dobrze razem mieszkać."
Otworzyłem szeroko oczy.
"Co masz na myśli?" Zapytałem niepewnie.
"Chyba nie myślałeś, że to na serio." Zachichotał. "Choć całkiem dobrze całujesz."
Przysięgam, w tamtym momencie moje policzki zabarwiły się różnymi odcieniami czerwieni. Dziwne uciski w żołądku dalej nie chciały ustąpić. Huh, po tym wydarzeniu zdecydowanie miałem uczucia do Alexa. Cóż, nienawidziłem go, ale teraz byłem niemal pewny, że darzyłem jego osobę czymś więcej niż zwyczajną nienawiścią, czymś pozytywniejszym.
Chłopak wstał z sofy, na której przed chwilą 'urzędowaliśmy' i ruszył do kuchni. Ja natomiast postanowiłem wziąć orzeźwiającą kąpiel. Również wstałem z mebla, po czym dość szybkim krokiem wszedłem do sypialni, by zwinąć jakieś czyste bokserki oraz dłuższą bluzkę. Wolę być bardziej ubrany w pobliżu Gaskartha. Może znów coś knuje, a ja nie mam najmniejszej ochoty brać w tym udziału.
Zaraz po zabraniu rzeczy znalazłem się pod prysznicem. Odkręciłem wodę i pozwoliłem gorącym kropelkom spływać po moim ciele.
Myśli rozsadzały mi głowę. Chciałbym wiedzieć o co chodzi Alexowi, naprawdę. Najpierw jest dupkiem jakich mało, a jeszcze kilka minut temu się całowaliśmy z największą pasją jaką kiedykolwiek czułem.
Mijały minuty, a ja z każdą chwilą więcej myślałem o tym idiocie aż w pewnym momencie zauważyłem iż stałem się twardy, tam na dole.
"Cholera." Mruknąłem.
To nie miało tak być. Nie miałem się podniecać na samą myśl o nim. W ogóle miałem o nim nie myśleć. Niestety, przyszedł czas by wziąć sprawy w swoje ręce i zlikwidować problem, czyli w tym wypadku moją wciąż rosnącą erekcję.
Odkręciłem głośniej strumień, aby nikt nie usłyszał co tutaj wyprawiałem. Tylko tego jeszcze brakowało. Następnie objąłem dłonią swoje przyrodzenie co skutkowało cichym jękiem, który wydałem. Sapnąłem ciężko, po czym powoli zacząłem poruszać nadgarstkiem. Dawno tego nie robiłem, więc tak jakby wyszedłem z wprawy, ale to nie powstrzymywało mnie przed dosięgnięciem nieba, skąd.
Z czasem mój oddech stał się płytszy i wiedziałem, że jestem już blisko. Szybciej poruszyłem ręką oraz dosłownie kilka sekund później wystrzeliłem na ściankę prysznica wydając przy tym przeciągły jęk z paroma przekleństwami. Woda zmyła wszystkie brudy, a ja na jakiś czas miałem spokój.
*Miesiąc później...*
Nie bardzo ogarniałem co się działo. Alex był miły, uczynny, mieliśmy dobre kontakty, choć po naszym 'zbliżeniu' przez jakiś czas panowała niezręczna sytuacja. Może przeżył magiczną przemianę? Naprawdę nie wiem, ale jak najbardziej mi odpowiadało jego obecne zachowanie. Przez ten miesiąc wiele rozmawialiśmy, a ja odkryłem o nim parę istotnych faktów. Przede wszystkim - nienawidzi gejów. Tego również nie rozumiałem, przecież jakiś czas temu się całowaliśmy, a z tego co wiem to jestem facetem. Chyba, że coś mi umknęło, w co wątpię.
W każdym razie, te kilka długich tygodni sprawiły iż byłem pewien swoich uczuć. Cóż, zakochałem się, ale nic na to nie mogłem poradzić. Lex to homofob. Chociaż gdzieś tam wciąż posiadałem plan 'przestawienia' go na dobrą stronę mocy. Na razie nie próbowałem.
Aktualnie wraz z obiektem moich westchnień siedzieliśmy na zapleczu oglądając głupie zdjęcia. W poniedziałki rano mało klientów przychodzi kupować płyty czy akcesoria muzyczne, więc Rian pozwolił nam siedzieć i odpoczywać, a my postanowiliśmy skorzystać z okazji.
Ogólnie, dzisiaj wraz z Gaskarthem byliśmy umówieni na lunch tak około piętnastej trzydzieści. Wtedy oboje zgłodniejemy oraz pochłoniemy danie z apetytem. Poza tym to kolejna szansa bliższej rozmowy z nim, bo nudziło mnie i denerwowało słuchanie o jego ex dziewczynach, jednorazowych przygodach czy przeszłych związkach. To bolało.
*
Wreszcie nadszedł koniec naszej zmiany. Ostatnio bez przerwy upiekało mi się od zamykania sklepu wieczorem. Na szczęście, ponieważ posiadam o wiele lepsze zajęcia aniżeli siedzenie w pracy do dwudziestej pierwszej.
Zabrałem wszystkie rzeczy z zaplecza, pożegnałem się z przyjaciółmi oraz Dawsonem, po czym ruszyłem do Alexa czekającego przy wyjściu. Na wstępie posłałem mu nieśmiały uśmiech, który odwzajemnił, a następnie weszliśmy do jego auta. Usiadłem na miejscu pasażera jednocześnie zapinając pasy bezpieczeństwa. Chłopak powtórzył ową czynność, odpalił silnik i byliśmy w drodze.
*
"Gdzie siadamy?" Zapytałem.
Zaniosło nas do skromnej włoskiej restauracji. Nie obchodzi mnie wielkość, najważniejze by mieli pizzę, którą kocham.
"Nie wiem, znajdź wolne miejsce, ja się dostosuję." Odparł.
Chwilę później namierzyłem pusty stolik w rogu małej salki. Uznałem, że to odpowiednie miejsce, więc zaprowadziłem tam towarzysza. Alex kulturalnie odsunął krzesło, bym mógł usiąść.
Oh, co z niego za gentelman.
Grzecznie podziękowałem, a zaraz potem złożyłem zamówienie do kelnera, który dokładnie notował każde nasze słowo.
Po piętnastu minutach na stole stanęła wielka pizza. Tęskniłem za tym smakiem.
Po posiłku wróciliśmy do domu. Brzuchy napełnione, teraz trzeba włączyć telewizję i pozwolić kaloriom przeistoczyć się w tłuszcz. Sięgnąłem pilota, nacisnąłem czerwony przycisk i skupiłem uwagę na odbiorniku. Wypadałoby wypożyczyć jakiś film, bo przecież w TV nic nie puszczają. Jak zawsze.
"Co oglądasz?"
"Nawet nie wiem." Odpowiedziałem.
"Daj." Mruknął, a ja podałem mu włącznik od urządzenia.
Chłopak usiadł obok mnie, założył nogi na mały stolik do kawy, otworzył puszkę piwa oraz przełączył na inny kanał. Akurat leciała komedia romantyczna.
"Alex, tylko nie to." Poprosiłem.
On jednak olał moje słowa, ba, nawet podgłosił. Wyszło, że byłem skazany na jakiś denny film. Natomiast Gaskarth siedział z wielkim uśmiechem na twarzy, choć wyglądał jakby coś analizował.
*
Szczerze, pół godziny tego filmu i miałem dość. Co chwilę pojawiała się jakaś erotyczna scena, aż momentami myślałem, że oglądaliśmy film od osiemnastego roku życia co nie bardzo mi odpowiadało. Zdaje się iż również. Czemu? Bez przerwy na mnie spoglądał, przysuwał się bliżej. W końcu nie wytrzymałem:
"Co ty odwalasz?"
"Myślę." Odparł.
"O czym?" Zapytałem.
"Jack, bo ja chciałbym spróbować." Oznajmił.
W życiu bym się nie spodziewał takiej odpowiedzi. Mote w brzuchu znów zaatakowały, policzki nabrały czerwonego koloru, a usta mimowolnie ukształtowały delikatny łuk tworząc uśmiech. Może po prostu źle usłyszałem?
"Co spróbować?"
Tak, domyślałem się o co mogło mu chodzić, ale mimo wszystko liczyłem, że potwierdzi moje podejrzenia. I nie myliłem się. Chłopak objął mnie ramieniem, a następnie znowu złączył nasze wargi w zachłannym pocałunku. Cholera, w tamtym momencie chciałem go tak bardzo.
_________________________________________________________________________________
Hejka, jako, że było 16 komentarzy (wtf w ogóle, jak to możliwe, kocham Was) dodaję rozdział, dłuższy rozdział, który jest odpowiednikiem nagrody za aż taką aktywność.
To może podniesiemy poprzeczkę? 15 - następny.
Dacie radę, wierzę w w moje małe ludki.
Buziaki.
wtorek, 7 października 2014
Chapter Five (Jalex)
"Co tu się... Alex? Po co przyszedłeś?" Zapytałem, ale zaraz potem spojrzałem na walizki stojące obok chłopaka.
Po mojej lewej stał lekko poirytowany Zack z równie zdziwioną co ja. Jak zwykle, nasuwają się pytania. Co Gaskarth tu robił? No jak co, stał. Jego twarz oddawała wiele uczuć, co było naprawdę dziwne, bo pierwszy raz widziałem go w takim stanie. Nadzieja, zmieszanie, zawstydzenie, trochę złość. Wyglądał słodko.
"Słuchaj, wiem, że nie idzie wam to na rękę czy cokolwiek, ale wprowadzam się do was." Oznajmił owijając pasemko włosów wokół palca.
Połknąłem powietrze i nie mogłem złapać oddechu. Upadłem na ziemię wciąż nieudolnie próbując ustabilizować oddech. Niemal od razu podbiegł do mnie Alex i delikatnie trzymając moją twarz szeptał "Już dobrze." Czasami miewałem coś na podobieństwo ataków paniki, lecz nigdy nie stwierdzono tego klinicznie, a ja jedynie myślałem nad diagnozą. Po około pięciu minutach wstałem z podłogi oraz dziękując brunetowi stanąłem obok Zacharego, który zupełnie nic nie zrobił, prawdopodobnie nawet się nie przejął, że jego przyjaciel, ba, nawet najlepszy przyjaciel się dusi. Posłałem mu złowrogie spojrzenie, po czym wróciłem wzrokiem na Gaskartha. Te hipnotyzujące piwne tęczówki znów oddawały jakieś uczucie. Jakie tym razem? To zdecydowanie była zazdrość. Czyżby ten pan był o mnie zazdrosny? Nie pogardziłbym, jednak wiedziałem iż to niemożliwe.
Wróciłem myślami na Ziemię i zapytałem:
"Na jak długo?"
"Nie wiem, pewnie aż nie znajdę czegoś własnego." Odpowiedział.
Szczerze, nie zależało mi. Może nawet fajnie się z nim mieszka, może staniemy się dobrymi znajomymi? Kto wie, raczej zaryzykuję.
"Zack siedzi cicho, a ja się zgadzam, więc przegłosowane. Wejdź do środka." Wzruszyłem ramionami. Otworzyłem szerzej wcześniej uchylone drzwi, a reszta podążyła za mną do salonu. Zmarnowany opadłem na sofę, po czym z trudnością sięgnąłem po pilota, włączyłem odbiornik i zamknąłem oczy jednocześnie wsłuchując się w lokalne wiadomości puszczane na kanale informacyjnym.
'Nagi mężczyzna o godzinie dwudziestej pierwszej przemierzał centrum Baltimore, przy okazji wprawiając przechodniów w szok. Policja apeluje, by natychmiast zgłosić się na komendę stołeczną tamtych przechodniów w celu złożenia zeznań, ponieważ ów konfident jest poszukiwany [...]'
"Zaraz, zaraz." Mruknąłem. "Kojarzę go."
To przypadkiem nie był David?
"Ja też." Zaśmiał się Alex.
"Oh, naprawdę?" Spytałem.
"Ta, całkiem niedawno, czytaj jakieś pół godziny temu wywaliłem go nago za drzwi mojego byłego mieszkania."
Merrick przewrócił oczami oraz wyszedł z domu. Zostałem tylko ja i brunet.
"Jak to się w ogóle stało?"
Chłopak spojrzał na mnie, a uśmiech zawitał na jego twarzy. Kurde, moje kąciki ust również powędrowały ku górze.
"No więc.." Zaczął. "Dzisiaj po powrocie do mieszkania, które dzieliłem z Danielem zastałem jego i właśnie tego gościa z telewizji leżących na podłodze bez ubrań."
"To nieźle." Zachichotałem.
*
Woah, po bliższym poznaniu Alexa przyznaję, że jest naprawdę fajny. Zawsze był taki niemiły czy wredny, a w tamtym momencie stał się normalny? Tak, to dobre idealne na jego obecny stan. Kto wie, może za godzinę znów przeistoczy się w aroganckiego dupka. Tylko... nie chciałbym myśleć o przyszłości, kiedy w teraz jest mi cudownie. Chyba nawet go polubiłem. Przecież mamy mieszkać ze sobą trochę czasu, a ja pragnę tylko w spokoju oglądać telewizję, bez większych sprzeczek o byle co, czy zlewania siebie nawzajem. To głupie.
"To teraz powiedz mi jakąś wstydliwą ciekawostkę o sobie." Zagaił.
Chyba znów odpłynąłem. Cóż, często tak mam.
"Um, nie wiem czy to dobry pomysł." Odparłem nieco speszony.
"No dawaj, później powiem ci coś wstydliwego o sobie."
Nie mogłem odmówić. Jeszcze zrobił takie słodkie oczy niczym u szczeniaczka. Ugh.
"Zgoda." Mruknąłem zrezygnowany. "Mam na drugie imię Bassam." Powiedziałem najciszej jak tylko potrafiłem. Wszystko, by tylko nie usłyszał.
"Bassam." Powtórzył jednocześnie kręcąc głową ze śmiechem.
Świetnie.
"Chyba twoja kolej" Przypomniałem.
"Tak, tak. Czasami śpię z ręką w bokserkach." Oznajmił bez większego zawstydzenia czy przejęcia, tak po prostu przeszło mu to przez gardło.
Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć do mieszkania wrócił Zack. Wyglądał na naprawdę zdenerwowanego.
"Jasne, ja wychodzę, a wy sobie urządzacie pogaduszki. O chuj ci chodzi, Jack? Myślałem, że jesteśmy razem, a ty rozmawiasz z innym!" Krzyknął.
Zdziwienie, okropne zdziwienie. Jedynie to czułem. Z Zacharym nigdy nie byliśmy parą, nie jesteśmy i nie będziemy. Co on w ogóle wyobrażał?
"Stary, zluzuj." Alex odparł jak najbardziej opanowany.
Jak on to robi, że nawet w takich sytuacjach zachowuje spokój? Koniecznie musi mnie tego nauczyć.
"Nie mów mi co mam robić!"
"Zack, błagam cię, przestań." Szepnąłem.
Bałem się. Był cholernie wpieniony i zazdrosny. Czemu dawałem mu nadzieję? Przecież to nierealne, on nie jest w moim typie.
Czas jakby stanął w miejscu. Dlaczego? Bo dosłownie sekundę później Gaskarth objął moją twarz w dłonie, a następnie delikatnie złączył nasze usta.
_________________________________________________________________________________
WRESZCIE NAPISAŁAM.
Było trudno, co chwilę coś mi przeszkadzało (raz szkoła, raz wyłączają mi prąd), ale wreszcie dodaję.
14 komentarzy - następny. Mam nadzieję, że i tym razem sobie poradzicie, bo wiem, że jesteście w stanie cx
Do napisania!
Po mojej lewej stał lekko poirytowany Zack z równie zdziwioną co ja. Jak zwykle, nasuwają się pytania. Co Gaskarth tu robił? No jak co, stał. Jego twarz oddawała wiele uczuć, co było naprawdę dziwne, bo pierwszy raz widziałem go w takim stanie. Nadzieja, zmieszanie, zawstydzenie, trochę złość. Wyglądał słodko.
"Słuchaj, wiem, że nie idzie wam to na rękę czy cokolwiek, ale wprowadzam się do was." Oznajmił owijając pasemko włosów wokół palca.
Połknąłem powietrze i nie mogłem złapać oddechu. Upadłem na ziemię wciąż nieudolnie próbując ustabilizować oddech. Niemal od razu podbiegł do mnie Alex i delikatnie trzymając moją twarz szeptał "Już dobrze." Czasami miewałem coś na podobieństwo ataków paniki, lecz nigdy nie stwierdzono tego klinicznie, a ja jedynie myślałem nad diagnozą. Po około pięciu minutach wstałem z podłogi oraz dziękując brunetowi stanąłem obok Zacharego, który zupełnie nic nie zrobił, prawdopodobnie nawet się nie przejął, że jego przyjaciel, ba, nawet najlepszy przyjaciel się dusi. Posłałem mu złowrogie spojrzenie, po czym wróciłem wzrokiem na Gaskartha. Te hipnotyzujące piwne tęczówki znów oddawały jakieś uczucie. Jakie tym razem? To zdecydowanie była zazdrość. Czyżby ten pan był o mnie zazdrosny? Nie pogardziłbym, jednak wiedziałem iż to niemożliwe.
Wróciłem myślami na Ziemię i zapytałem:
"Na jak długo?"
"Nie wiem, pewnie aż nie znajdę czegoś własnego." Odpowiedział.
Szczerze, nie zależało mi. Może nawet fajnie się z nim mieszka, może staniemy się dobrymi znajomymi? Kto wie, raczej zaryzykuję.
"Zack siedzi cicho, a ja się zgadzam, więc przegłosowane. Wejdź do środka." Wzruszyłem ramionami. Otworzyłem szerzej wcześniej uchylone drzwi, a reszta podążyła za mną do salonu. Zmarnowany opadłem na sofę, po czym z trudnością sięgnąłem po pilota, włączyłem odbiornik i zamknąłem oczy jednocześnie wsłuchując się w lokalne wiadomości puszczane na kanale informacyjnym.
'Nagi mężczyzna o godzinie dwudziestej pierwszej przemierzał centrum Baltimore, przy okazji wprawiając przechodniów w szok. Policja apeluje, by natychmiast zgłosić się na komendę stołeczną tamtych przechodniów w celu złożenia zeznań, ponieważ ów konfident jest poszukiwany [...]'
"Zaraz, zaraz." Mruknąłem. "Kojarzę go."
To przypadkiem nie był David?
"Ja też." Zaśmiał się Alex.
"Oh, naprawdę?" Spytałem.
"Ta, całkiem niedawno, czytaj jakieś pół godziny temu wywaliłem go nago za drzwi mojego byłego mieszkania."
Merrick przewrócił oczami oraz wyszedł z domu. Zostałem tylko ja i brunet.
"Jak to się w ogóle stało?"
Chłopak spojrzał na mnie, a uśmiech zawitał na jego twarzy. Kurde, moje kąciki ust również powędrowały ku górze.
"No więc.." Zaczął. "Dzisiaj po powrocie do mieszkania, które dzieliłem z Danielem zastałem jego i właśnie tego gościa z telewizji leżących na podłodze bez ubrań."
"To nieźle." Zachichotałem.
*
Woah, po bliższym poznaniu Alexa przyznaję, że jest naprawdę fajny. Zawsze był taki niemiły czy wredny, a w tamtym momencie stał się normalny? Tak, to dobre idealne na jego obecny stan. Kto wie, może za godzinę znów przeistoczy się w aroganckiego dupka. Tylko... nie chciałbym myśleć o przyszłości, kiedy w teraz jest mi cudownie. Chyba nawet go polubiłem. Przecież mamy mieszkać ze sobą trochę czasu, a ja pragnę tylko w spokoju oglądać telewizję, bez większych sprzeczek o byle co, czy zlewania siebie nawzajem. To głupie.
"To teraz powiedz mi jakąś wstydliwą ciekawostkę o sobie." Zagaił.
Chyba znów odpłynąłem. Cóż, często tak mam.
"Um, nie wiem czy to dobry pomysł." Odparłem nieco speszony.
"No dawaj, później powiem ci coś wstydliwego o sobie."
Nie mogłem odmówić. Jeszcze zrobił takie słodkie oczy niczym u szczeniaczka. Ugh.
"Zgoda." Mruknąłem zrezygnowany. "Mam na drugie imię Bassam." Powiedziałem najciszej jak tylko potrafiłem. Wszystko, by tylko nie usłyszał.
"Bassam." Powtórzył jednocześnie kręcąc głową ze śmiechem.
Świetnie.
"Chyba twoja kolej" Przypomniałem.
"Tak, tak. Czasami śpię z ręką w bokserkach." Oznajmił bez większego zawstydzenia czy przejęcia, tak po prostu przeszło mu to przez gardło.
Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć do mieszkania wrócił Zack. Wyglądał na naprawdę zdenerwowanego.
"Jasne, ja wychodzę, a wy sobie urządzacie pogaduszki. O chuj ci chodzi, Jack? Myślałem, że jesteśmy razem, a ty rozmawiasz z innym!" Krzyknął.
Zdziwienie, okropne zdziwienie. Jedynie to czułem. Z Zacharym nigdy nie byliśmy parą, nie jesteśmy i nie będziemy. Co on w ogóle wyobrażał?
"Stary, zluzuj." Alex odparł jak najbardziej opanowany.
Jak on to robi, że nawet w takich sytuacjach zachowuje spokój? Koniecznie musi mnie tego nauczyć.
"Nie mów mi co mam robić!"
"Zack, błagam cię, przestań." Szepnąłem.
Bałem się. Był cholernie wpieniony i zazdrosny. Czemu dawałem mu nadzieję? Przecież to nierealne, on nie jest w moim typie.
Czas jakby stanął w miejscu. Dlaczego? Bo dosłownie sekundę później Gaskarth objął moją twarz w dłonie, a następnie delikatnie złączył nasze usta.
_________________________________________________________________________________
WRESZCIE NAPISAŁAM.
Było trudno, co chwilę coś mi przeszkadzało (raz szkoła, raz wyłączają mi prąd), ale wreszcie dodaję.
14 komentarzy - następny. Mam nadzieję, że i tym razem sobie poradzicie, bo wiem, że jesteście w stanie cx
Do napisania!
czwartek, 2 października 2014
Chapter Four (Jalex)
Czy stawiałem opór? Nie. Czemu? Bo nie chciałem. To tylko pogorszyło by sytuację, a Alex jakby przypiął mnie pasami do fotela i gdzieś wywoził. Mimo zaistaniałej sytuacji w aucie panowała naprawdę dobra atmosfera, nie żebym o to dbał. Po prostu chłopak bez przerwy nawijał i aż szkoda było mu nie odpowiadać. W taki sposób nawiązaliśmy ciekawą rozmowę.
Po trzydziestu minutach jazdy dotarliśmy na krańce Baltimore. Doskonale znałem tą okolicę, więc na spokojnie trafiłbym do domu. Tylko po co Gaskarth mnie tu zabrał? Tego nikt nie wie.
"Powiesz mi w końcu gdzie idziemy?" Zapytałem.
"Zaraz zobaczysz."
"Stój. Nie uciekałem ci, konwersowaliśmy, byłem miły. Łaskawie mógłbyś mi powiedzieć gdzie idziemy." Warknąłem.
"Zluzuj trochę." Zaśmiał się.
"Do cholery, powiedz mi gdzie idziemy!"
"Jack! Wreszcie jesteście."
Rian? Co tu robił Rian? Czemu w ogóle tam stałem?
Nie dali mi nic więcej powiedzieć, zgaduję, że w ich mniemaniu nie miałem zbyt wiele do zakomunikowania. Szkoda, bo w tamtym momencie chciałem wszystko im wygarnąć. Aż we mnie wrzało ze wściekłości. Alex to bezczelny, rozpieszczony dupek, a Rian jeszcze pomaga mu realizować ten 'plan'. Nawet do końca nie wiem co to. Jasne, najlepiej planować sobie coś za plecami kolegi. Nie byłbym tak zły, gdybym ja nie grał jednej z głównych ról w tym 'przedstawieniu'. Od początku nie lubiłem Gaskartha, trzymałem się od niego z dala. Czemu akurat teraz wszystko szlag strzelił? Tego również nie wiem. Wiele tu niewiadomych, a z matematyki nigdy dobry nie byłem.
Chciałem do Zacka. Tak cholernie. Wolę jego towarzystwo aniżeli tych typków, z którymi przebywałem aktualnie. Poza tym... ciepła kolacja lepsza od wszelkiego rodzaju innych rzeczy. Już sobie to wyobrażam, gorące udko z kurczaka nałożone na śnieżnobiałym talerzu wraz z sałatką.... Muszę się stąd wydostać. Jak najszybciej.
Oni szli weszli gdzieś między budynki zostawiając mnie z tyłu, więc postanowiłem skorzystać z okazji, by uciec.
Miarę szybkim krokiem przeszedłem osiedle, gdzie byłem i miałem już prostą drogę do domu. Dziwne, że to poszło aż tak łatwo.
Już spokojniej przemierzałem miasto. Od domu dzieliły mnie, huh, 4 kilometry? Cóż, jeszcze sporo drogi przede mną. Powiedzmy sobie szczerze, nie chciało mi się, więc postanowiłem zadzwonić po Merricka. Wreszcie się przyda, a auto pierwszy raz od kilku miesięcy zmieni swoje miejsce. Zbieraliśmy na nie dobre pół roku, ponieważ Zack zrobił prawo jazdy. Pamiętam, gdy siedział po nocach zakuwając do testu. Poszedł i zdał. Ja nawet nie próbowałem. Po co, skoro on ma?
Wyjąłem z kieszeni telefon, wykręciłem odpowiedni numer oraz czekałem aż osoba po drugiej stronie odbierze.
"Tak?"
"Hej, z tej strony Jack. Mógłbyś mnie odebrać?"
"O, Jack! Tamten już cię zostawił?"
"Można tak powiedzieć." Mruknąłem
"Dobra, to gdzie jesteś?"
*
Doczłapałem się na odpowiednie piętro, po czym otworzyłem drzwi. Dom, słodki dom. Była godzina dwudziesta druga. Nieźle ten czas upłynął, ale jakoś nie usypiałem, więc mój plan na wieczór wyglądał następująco - najpierw kolacja, później telewizja, ale tylko do czwartej. Nad ranem trzeba wstać do pracy. Cholera, znów zobaczę Alexa, który pewnie się nie odczepi. Świetnie.
¤Alex¤
Opuszczony budynek, Rian na okropnie zniszczonej kanapie i ja siedzący na starym krześle. Czekaliśmy na powrót Barakata, który postanowił sobie zwiać. Powinien do mnie lecieć, a nie uciekać, przecież jestem boski. Wszystkie dziewczyny mam na pstryknięcie palcami - dokładnie, dziewczyny. Mężczyźni to nie mój typ, po prostu. Jestem zagorzałym heterykiem, geje mnie brzydzą i na samą myśl o nich robi mi się niedobrze.
"To co robimy?" Zapytałem.
Całe życie na spontanie, a teraz wszelakie pomysły jakby wyparowały.
"Wymyśl coś, ja jestem na to za przystojny" Odparł.
"Jasne, za przystojny na myślenie, zrozumiałem." Zachichotałem.
Z Dawsonem przyjaźnimy się od dawna, już w szkole rozwinęliśmy naszą znajomość na wyższy poziom, taki, na którym jesteśmy aktualnie, czyli najlepsi kumple. Załatwił mi pracę, mieszkanie, współlokatora, praktycznie wszystko.
"Wiesz co, idę stąd. Pierdol się." Mruknąłem.
Wstałem z krzesła i za chwilę stałem na zewnątrz. Świerze powietrze, ah. Co ja gadam, powietrze zanieczyszczone spalinami. Wziąłem głęboki wdech oraz ruszyłem przed siebie. Pójdę do domu, być może ogarnę jakiś film z Danielem. Potem pewnie pójdę spać.
O co chodzi z tym całym Jackiem? Nie zdradzę. Zrobię z nim co trzeba. Manipulacja, to moje hobby, w tym jestem mistrzem. Udoskonalam swoje umiejętności, oczywiście, chcę być jeszcze lepszy niż dotychczas. Oh tak, zawsze mam takie podejście.
Marsz zmarnował tylko piętnaście minut. Wyjąłem klucze do mieszkania, wsunąłem je w dziurkę i przekręciłem. Dziwne, myślałem, że Daniel będzie sam. Pewnie przyprowadził jakąś laskę, pomyślałem. Henders to całkiem przystojny chłopak, więc to chyba zrozumiałe iż kobiety na niego lecą. Choć na mnie leci ich więcej, bo moja uroda znacznie przewyższa jego.
Zdjąłem trampki, zostawiłem skórzaną kurtkę na wieszaku w przedpokoju i wszedłem do salonu.
Kurwa, w życiu bym się nie spodziewał takiego czegoś.
"Co ty odpierdalasz!?" Krzyknąłem.
Dwaj nadzy przytuleni mężczyźni leżeli na podłodze (?). Ugh, naprawdę bym bez tego przeżył.
Na mój widok obaj oderwali się od siebie, jednocześnie wstając z ziemi. Ja nie wiem co Daniel wraz ze swoimi 'przyjaciółmi' tu robił. To znaczy - wiem, ale wolałbym nie wiedzieć.
"A-Alex, c-co ty tu robisz? Miałeś być później." Wydukał.
Jego towarzysz stał jak wryty z grobową miną. I dobrze, zaraz go wypieprzę nago za drzwi frontowe.
Henders doskonale wiedział co myślę o gejach. Wiedział, że najchętniej wszystkich bym wytępił. Ewidentnie próbował mi zrobić na złość.
"Alex, proszę, daj mi to wytłumaczyć."
"Bo jest co tłumaczyć." Prychnąłem. "Jesteś pierdolonym pedałem! Mieszkałem z tobą pod jednym dachem! Robiliście coś w moim łóżku? A co jeśli to jest zaraźliwe? A co jeśli mnie zakaziłeś? Kurwa, przysięgam, zabiję cię!" Złapałem chłopaka za szyję. "Zabiję cię, rozumiesz? Przez ciebie ja też jestem pedałem!" Wycedziłem przez zęby.
To mój tok myślenia. Ludzie nazywali mnie homofobem, bo moja tolerancja jest bliska zeru. Ale było trochę słuszności było w moim rozumowaniu. Oczywiście, że było.
"Ty." Pokazałem na gościa. "Wypierdalaj póki masz na czym. Teraz!"
Zebrał swoje ubrania i wyszedł. Cudnie. Sprawa rozwiązana.
"Wyprowadzasz się." Syknąłem do Daniela.
"To moje mieszkanie, Gaskarth. Ty się wyprowadzasz." Odparł ze stoickim spokojem.
"Tak? Świetnie."
*
Wziąłem trzy głębokie wdechy i zapukałem.
"Już!" Usłyszałem zza drzwi, które chwilę później otworzył zaspany wielkolud. Był cholernie umięśniony i miał wytatuowaną lewą rękę.
"Zastałem Jacka?"
Zmarszczył brwi. Nie zapowiada się dobrze.
"Co tu się... Alex? Po co przyszedłeś?" Zapytał, ale zaraz potem spojrzał na moje walizki.
Ej no, miejmy nadzieję, że się zgodzi, bo wyląduję pod mostem.
_________________________________________________________________________________
Halo, czy to akcja? Nie, przynajmniej jeszcze nie taka jaką przewiduję.
Komentarze = następny.
Buziaki.
Po trzydziestu minutach jazdy dotarliśmy na krańce Baltimore. Doskonale znałem tą okolicę, więc na spokojnie trafiłbym do domu. Tylko po co Gaskarth mnie tu zabrał? Tego nikt nie wie.
"Powiesz mi w końcu gdzie idziemy?" Zapytałem.
"Zaraz zobaczysz."
"Stój. Nie uciekałem ci, konwersowaliśmy, byłem miły. Łaskawie mógłbyś mi powiedzieć gdzie idziemy." Warknąłem.
"Zluzuj trochę." Zaśmiał się.
"Do cholery, powiedz mi gdzie idziemy!"
"Jack! Wreszcie jesteście."
Rian? Co tu robił Rian? Czemu w ogóle tam stałem?
Nie dali mi nic więcej powiedzieć, zgaduję, że w ich mniemaniu nie miałem zbyt wiele do zakomunikowania. Szkoda, bo w tamtym momencie chciałem wszystko im wygarnąć. Aż we mnie wrzało ze wściekłości. Alex to bezczelny, rozpieszczony dupek, a Rian jeszcze pomaga mu realizować ten 'plan'. Nawet do końca nie wiem co to. Jasne, najlepiej planować sobie coś za plecami kolegi. Nie byłbym tak zły, gdybym ja nie grał jednej z głównych ról w tym 'przedstawieniu'. Od początku nie lubiłem Gaskartha, trzymałem się od niego z dala. Czemu akurat teraz wszystko szlag strzelił? Tego również nie wiem. Wiele tu niewiadomych, a z matematyki nigdy dobry nie byłem.
Chciałem do Zacka. Tak cholernie. Wolę jego towarzystwo aniżeli tych typków, z którymi przebywałem aktualnie. Poza tym... ciepła kolacja lepsza od wszelkiego rodzaju innych rzeczy. Już sobie to wyobrażam, gorące udko z kurczaka nałożone na śnieżnobiałym talerzu wraz z sałatką.... Muszę się stąd wydostać. Jak najszybciej.
Oni szli weszli gdzieś między budynki zostawiając mnie z tyłu, więc postanowiłem skorzystać z okazji, by uciec.
Miarę szybkim krokiem przeszedłem osiedle, gdzie byłem i miałem już prostą drogę do domu. Dziwne, że to poszło aż tak łatwo.
Już spokojniej przemierzałem miasto. Od domu dzieliły mnie, huh, 4 kilometry? Cóż, jeszcze sporo drogi przede mną. Powiedzmy sobie szczerze, nie chciało mi się, więc postanowiłem zadzwonić po Merricka. Wreszcie się przyda, a auto pierwszy raz od kilku miesięcy zmieni swoje miejsce. Zbieraliśmy na nie dobre pół roku, ponieważ Zack zrobił prawo jazdy. Pamiętam, gdy siedział po nocach zakuwając do testu. Poszedł i zdał. Ja nawet nie próbowałem. Po co, skoro on ma?
Wyjąłem z kieszeni telefon, wykręciłem odpowiedni numer oraz czekałem aż osoba po drugiej stronie odbierze.
"Tak?"
"Hej, z tej strony Jack. Mógłbyś mnie odebrać?"
"O, Jack! Tamten już cię zostawił?"
"Można tak powiedzieć." Mruknąłem
"Dobra, to gdzie jesteś?"
*
Doczłapałem się na odpowiednie piętro, po czym otworzyłem drzwi. Dom, słodki dom. Była godzina dwudziesta druga. Nieźle ten czas upłynął, ale jakoś nie usypiałem, więc mój plan na wieczór wyglądał następująco - najpierw kolacja, później telewizja, ale tylko do czwartej. Nad ranem trzeba wstać do pracy. Cholera, znów zobaczę Alexa, który pewnie się nie odczepi. Świetnie.
¤Alex¤
Opuszczony budynek, Rian na okropnie zniszczonej kanapie i ja siedzący na starym krześle. Czekaliśmy na powrót Barakata, który postanowił sobie zwiać. Powinien do mnie lecieć, a nie uciekać, przecież jestem boski. Wszystkie dziewczyny mam na pstryknięcie palcami - dokładnie, dziewczyny. Mężczyźni to nie mój typ, po prostu. Jestem zagorzałym heterykiem, geje mnie brzydzą i na samą myśl o nich robi mi się niedobrze.
"To co robimy?" Zapytałem.
Całe życie na spontanie, a teraz wszelakie pomysły jakby wyparowały.
"Wymyśl coś, ja jestem na to za przystojny" Odparł.
"Jasne, za przystojny na myślenie, zrozumiałem." Zachichotałem.
Z Dawsonem przyjaźnimy się od dawna, już w szkole rozwinęliśmy naszą znajomość na wyższy poziom, taki, na którym jesteśmy aktualnie, czyli najlepsi kumple. Załatwił mi pracę, mieszkanie, współlokatora, praktycznie wszystko.
"Wiesz co, idę stąd. Pierdol się." Mruknąłem.
Wstałem z krzesła i za chwilę stałem na zewnątrz. Świerze powietrze, ah. Co ja gadam, powietrze zanieczyszczone spalinami. Wziąłem głęboki wdech oraz ruszyłem przed siebie. Pójdę do domu, być może ogarnę jakiś film z Danielem. Potem pewnie pójdę spać.
O co chodzi z tym całym Jackiem? Nie zdradzę. Zrobię z nim co trzeba. Manipulacja, to moje hobby, w tym jestem mistrzem. Udoskonalam swoje umiejętności, oczywiście, chcę być jeszcze lepszy niż dotychczas. Oh tak, zawsze mam takie podejście.
Marsz zmarnował tylko piętnaście minut. Wyjąłem klucze do mieszkania, wsunąłem je w dziurkę i przekręciłem. Dziwne, myślałem, że Daniel będzie sam. Pewnie przyprowadził jakąś laskę, pomyślałem. Henders to całkiem przystojny chłopak, więc to chyba zrozumiałe iż kobiety na niego lecą. Choć na mnie leci ich więcej, bo moja uroda znacznie przewyższa jego.
Zdjąłem trampki, zostawiłem skórzaną kurtkę na wieszaku w przedpokoju i wszedłem do salonu.
Kurwa, w życiu bym się nie spodziewał takiego czegoś.
"Co ty odpierdalasz!?" Krzyknąłem.
Dwaj nadzy przytuleni mężczyźni leżeli na podłodze (?). Ugh, naprawdę bym bez tego przeżył.
Na mój widok obaj oderwali się od siebie, jednocześnie wstając z ziemi. Ja nie wiem co Daniel wraz ze swoimi 'przyjaciółmi' tu robił. To znaczy - wiem, ale wolałbym nie wiedzieć.
"A-Alex, c-co ty tu robisz? Miałeś być później." Wydukał.
Jego towarzysz stał jak wryty z grobową miną. I dobrze, zaraz go wypieprzę nago za drzwi frontowe.
Henders doskonale wiedział co myślę o gejach. Wiedział, że najchętniej wszystkich bym wytępił. Ewidentnie próbował mi zrobić na złość.
"Alex, proszę, daj mi to wytłumaczyć."
"Bo jest co tłumaczyć." Prychnąłem. "Jesteś pierdolonym pedałem! Mieszkałem z tobą pod jednym dachem! Robiliście coś w moim łóżku? A co jeśli to jest zaraźliwe? A co jeśli mnie zakaziłeś? Kurwa, przysięgam, zabiję cię!" Złapałem chłopaka za szyję. "Zabiję cię, rozumiesz? Przez ciebie ja też jestem pedałem!" Wycedziłem przez zęby.
To mój tok myślenia. Ludzie nazywali mnie homofobem, bo moja tolerancja jest bliska zeru. Ale było trochę słuszności było w moim rozumowaniu. Oczywiście, że było.
"Ty." Pokazałem na gościa. "Wypierdalaj póki masz na czym. Teraz!"
Zebrał swoje ubrania i wyszedł. Cudnie. Sprawa rozwiązana.
"Wyprowadzasz się." Syknąłem do Daniela.
"To moje mieszkanie, Gaskarth. Ty się wyprowadzasz." Odparł ze stoickim spokojem.
"Tak? Świetnie."
*
Wziąłem trzy głębokie wdechy i zapukałem.
"Już!" Usłyszałem zza drzwi, które chwilę później otworzył zaspany wielkolud. Był cholernie umięśniony i miał wytatuowaną lewą rękę.
"Zastałem Jacka?"
Zmarszczył brwi. Nie zapowiada się dobrze.
"Co tu się... Alex? Po co przyszedłeś?" Zapytał, ale zaraz potem spojrzał na moje walizki.
Ej no, miejmy nadzieję, że się zgodzi, bo wyląduję pod mostem.
_________________________________________________________________________________
Halo, czy to akcja? Nie, przynajmniej jeszcze nie taka jaką przewiduję.
Komentarze = następny.
Buziaki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)